środa, 13 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Mandryszów trzech, awansować może dwóch

Piłka nożna. Mandryszów trzech, awansować może dwóch

Piłka nożna. Mandryszów trzech, awansować może dwóch
Data publikacji: 2016-10-07 08:55
Wywietleń: 913 158111

Piotr Mandrysz - były piłkarz i trener Pogoni Szczecin został w tym tygodniu trenerem liderującego w I lidze Zagłębia Sosnowiec i stanie przed szansą czwartego w swojej trenerskiej karierze awansu do ekstraklasy. Trzy poprzednie uzyskał z klubami, dla których były to dziewicze awanse. Zagłębie takim klubem nie jest. W historii polskiej piłki nożnej zapisało piękną historię, ale było to dawno temu.

Dziś na zapleczu ekstraklasy o awans walczy nie tylko Piotr Mandrysz, ale również jego dwóch synów: Robert i Paweł. Każdy z nich również ma dość znaczące związki z przeszłości z Pogonią Szczecin.

Obecnie Piotr Mandrysz z Zagłębiem, jak przystało na ojca jest na pierwszym miejscu w I lidze, ale już na trzecim jest Robert z Bytovią, a na czwartym najmłodszy z klanu Mandryszów Paweł z GKS Katowice.

Każdy z klubów i Mandryszów walczy o awans, ale miejsca są tylko dwa. Przynajmniej jeden z nich na koniec sezonu będzie niezadowolony. Do rodzinnej awantury raczej jednak nie dojdzie. Piłkarskie rywalizacje na tym szczeblu już się bowiem zdarzały.

- Po raz pierwszy klub, w którym grałem zmierzył się z ojca drużyną w sezonie, w którym Termalica awansowała do ekstraklasy - mówi Robert Mandrysz, który spędził w Pogoni trzy sezony. - W Niecieczy gospodarze wygrali 1:0, ale w rewanżu było już bardzo gorąco. To był niezwykle ważny mecz dla Termaliki, który musiała wygrać. My prowadziliśmy 2:0, jedną bramkę zdobyliśmy po moim kluczowym podaniu, ale ostatecznie Termalica zwyciężyła 3:2. Po meczu trochę zła była na mnie mama, bo kibicowała drużynie taty. Dla drużyny ojca mecz miał bowiem o wiele większy ciężar gatunkowy.

Robert przyjeżdżał trzy razy

Robert Mandrysz do Szczecina przyjeżdżał trzykrotnie. Po raz pierwszy latem 1992 roku. Miał wówczas 1,5 roku, a jego ojciec 30 lat i dopiero rozpoczynał swoją przygodę z ekstraklasą jako piłkarz.

- Z tamtego okresu oczywiście nie mogę nic pamiętać, bo byłem zbyt mały - wspomina R. Mandrysz. - O wiele więcej pamiętam natomiast, jak przyjechaliśmy do Szczecina po raz drugi. Miałem 6 lat, rozumiałem coraz więcej, zacząłem chodzić z mamą na mecze, a nawet na pierwsze treningi.

Robert Mandrysz świetnie pamięta swoje pierwsze piłkarskie zajęcia. Trening miała najmłodsza grupa chłopców Pogoni Szczecin, ale i tak byli starsi i więksi od Roberta.

- W tej samej grupie ćwiczył też syn Dariusza Lewandowskiego, wtedy piłkarza Pogoni i kolegi ojca z jednej drużyny - wspomina R. Mandrysz. - Trudno te moje pierwsze kontakty piłkarskie nazwać profesjonalnymi treningami, to była raczej zabawa z piłką.

U ojca na rękach

Robertowi Mandryszowi szczególnie utkwił w pamięci mecz, który dla jego ojca był pożegnalnym występem w barwach Pogoni. Szczecinianie w maju 1999 roku podejmowali GKS Bełchatów i było to spotkanie decydujące o pozostaniu w ekstraklasie. Pogoń wtedy wygrała, choć grała w osłabieniu, bo czerwoną kartkę zobaczył Maciej Stolarczyk. Zwycięską i dającą utrzymanie bramkę zdobył Piotr Mandrysz.

- Euforia po meczu była niesamowita - kontynuuje R. Mandrysz. - Po ostatnim gwizdku kibice wybiegli na murawę, ojciec wziął mnie na ręce i razem wykonaliśmy rundę honorową.

Piotr Mandrysz wrócił do Szczecina 9 lat od tamtego zdarzenia, ale już jako trener i do zupełnie innej Pogoni. Rok później podążył zanim 18-letni syn.

- Ojciec był ostatnią osobą, która namawiała mnie do tej przeprowadzki - twierdzi po latach Robert Mandrysz. - Wiadomo, jakie potrafią powstawać plotki, gdy ojciec jest trenerem syna.

Pół roku w rezerwach

Pierwsze pół roku potwierdzało, że syn z ojcem nie będzie miał łatwo. Robert całą rundę jesienną spędził w rezerwach, grywał ze starszymi i silniejszymi od siebie, przygotowywał się do debiutu w pierwszym zespole.

- Z jednego powodu ojciec cieszył się, że jestem w jego drużynie - twierdzi R. Mandrysz. - Mógł kontrolować obciążenia, jakim jestem poddawany. Wtedy to nie były jeszcze te czasy, co obecnie, kiedy młody zawodnik jest monitorowany i pod ścisłą obserwacją całego sztabu szkoleniowego. O zwichnięcie kariery było łatwo.

Robert Mandrysz został zauważony podczas jednego z turniejów juniorów. W Pogoni grali wówczas: Mikołaj Lebedyński, Tomasz Rydzak, Danieł Wólkiewicz. Mandrysz był wówczas piłkarzem Gwarka, ale jak twierdzi, to nie ojciec nalegał na jego transfer do Szczecina.

- Namawiał mnie do tego pan Smolny, który wtedy odpowiadał za transfery - wspomina R. Mandrysz. - Z moimi rywalami z okresu juniorów mocno się później zaprzyjaźniłem, a z Tomkiem Rydzakiem w bliskich relacjach jesteśmy do dziś

Finał pucharu Polski

Debiut Roberta Mandrysza nastąpił dopiero wiosną 2010 roku. To był znakomity czas dla Pogoni, zakończony awansem do finału pucharu Polski.

- Właśnie w meczu ćwierćfinałowym pucharu Polski zadebiutowałem w pierwszej drużynie - mówi R. Mandrysz. - Grałem też w finale i to w wyjściowym składzie.

Piotr Mandrysz przestał być trenerem Pogoni w sierpniu 2010 roku. Dla Roberta był pierwszym z pięciu szkoleniowców, z jakimi miał do czynienia podczas trzyletniego pobytu w szczecińskim klubie. Borykał się z problemami zdrowotnymi i w wieku zaledwie 21 lat rozpoczął nowy etap w swojej karierze.

Nie tylko Piotr i Robert Mandryszowie przeżyli w Szczecinie niezapomniane chwile. W tym mieście urodził się młodszy z synów Piotra, Paweł. Swoje pierwsze 1,5 roku życia spędził zatem w mieście, gdzie rozpoczynała się piłkarska kariera jego starszego brata i ojca. Jako piłkarz związany jest już jednak tylko i wyłącznie ze śląskimi klubami. ©℗ Wojciech Parada

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje