sobota, 23 czerwca 2018.
Strona główna > Alfabet > W jak wychowanie, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie…

W jak wychowanie, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie…

W jak wychowanie, czyli czym skorupka za młodu nasiąknie…
Data publikacji: 2016-01-03 19:19
Ostatnia aktualizacja: 2016-01-03 19:21
Wywietleń: 3067 85119

Ile to razy za dziecięcia w zatłoczonym tramwaju czy autobusie zmuszeni byliśmy ustąpić miejsca osobie starszej! Choć przyjemnie się siedziało wyjścia nie było. Rodzicielskie: „Masz młode nogi, możesz postać” do dziś dźwięczy w uszach. Ustępowało się w komunikacji miejskiej, na przystankach autobusowych, w kościele. A jeśli ktoś próbował zdobyte miejsce siedzące utrzymać (bo rodziców akurat nie było w pobliżu) narażał się na karcące spojrzenia i nieprzychylne komentarze ze strony stojącej wokół starszyzny. I człek chciał, czy nie chciał musiał wstać i stać. Przepuszczaliśmy w drzwiach, nosiliśmy sąsiadom torby z zakupami, przeprowadzaliśmy przez jezdnie, kłanialiśmy się w pas nielubianej sąsiadce i z pokorą wysłuchiwaliśmy narzekań na nasze głośne zachowanie na podwórku, odbijanie piłki o ścianę budynku czy trzaskanie drzwiami… I rósł tak człowiek w ogniu krytyki, wrednych spojrzeń staruszek i wśród szeptów „że w domu to kultury nie nauczyli”. Na nic dobre chęci, setne „dzień dobry” i kolejny powrót ze szkoły w tramwajowym ścisku. Sąsiedzi latali na skargi a rodzice przepraszali i na nowo wbijali do głowy zasady dobrego wychowania. Oj, inaczej by śpiewały nasze sąsiadki, gdyby na swojej drodze spotkały małego Brytyjczyka. O ciemnej stronie wychowywania angielskich maluchów.

Nic nie widziałem, nic nie słyszałem
Brytyjskie dzieci nie muszą mówić dorosłym „dzień dobry”. Jeśli spotkają na ulicy sąsiada, nauczyciela, znajomego rodziców nie kłaniają się i nie pozdrawiają. Reagują dopiero jeśli same zostaną zagadnięte. Brytyjskie dzieci nie muszą ustępować miejsca starszym. Rozsiadają się wygodnie gdzie tylko mogą i za nic mają obecność trzęsącej się obok babuleńki, gospodyni domowej obładowanej torbami czy kobiety w wysokiej ciąży. Brytyjskie dzieci nie przepuszczają nikogo w drzwiach, robią kipisz w sklepach, urządzają sobie pikniki w centrach handlowych, plują pod nogi przechodniom, przeklinają wydzierają się w niebogłosy. Okej, brzmi znajomo – w Polsce pewnie też znajdzie się wyrostków z podobnymi zachowaniami, ale brytyjskim dzieciakom NIKT nie zwróci uwagi. Nikt nie skomentuje, nie spojrzy karcąco, nawet nie burknie pod nosem. Jeśli w sklepie kilkuletni smarkacz, będący pod opieką matki, kopnie cię w kostkę musisz uśmiechnąć się i odejść. Jeśli rozwydrzony dzieciak włazi na stół w restauracji, głośno beka albo wylewa wszystko dookoła, a rodzice zajęci sobą nie zwracają na to uwagi, musisz uśmiechnąć się i udawać, że nie ma problemu. Jeśli dzieciak wciera swoje smarki w koszulkę wiszącą na wieszaku w sklepie, wspina się na okno albo urządza wyścigi na ruchomych schodach musisz uśmiechnąć się i ominąć delikwenta. Dlaczego? Żeby nie narobić sobie kłopotów. Brytyjskie dzieci są dla obcych nietykalne, bez względu na to jak dalekie jest twoje oburzenie – nie masz prawa nic zrobić. Niestety - ta dopracowana w Wielkiej Brytanii uprzejma obojętność ma jeszcze jedno oblicze. Jeśli rodzice wydzierają się w miejscu publicznym na malucha, szarpią go, są wulgarni, każą się „zamknąć” również musisz spuścić głowę i odejść. Cudze dziecko to cudze dziecko, za które odpowiedzialność ponosi wyłącznie rodzic. Nawet jeśli jego rola zaczyna się i kończy na posadzeniu potomka przed telewizorem lub wypędzeniu go na podwórko i nakarmieniu jedzeniem z mikrofalówki.

Goło i wesoło
Często jest mi żal brytyjskich maluchów, ba nawet tych smutnych, „wytapetowanych” nastolatek, których jedyną wakacyjną rozrywką jest pięciogodzinny maraton zakupowy w Primarku. Nie wszyscy rodzice spisują się na medal w swojej roli. Częstym obrazkiem prosto z ulicy jest mamuśka z wózkiem. W wózku dwulatek z… cheeseburgerem. Oto najprostsza metoda, by zamknąć dzieciakowi usta na kilka godzin i pójść w miasto. Maleńkie dzieci karmi się fast foodami, chipsami w strasznych ilościach i poi colą. Słodycze to karta przetargowa wielu rodziców. Inną metodą jest wciskane dziecku wszelkiej maści smartfonów, tabletów, iphonów. I tak kilkulatek uwięziony w wózku gapi się na kreskówki przez cały dzień. A mama ma spokój. Prawie wszystkie brytyjskie dzieci – czy to matek „klasy średniej”, czy matek „chavsowych” - bardzo często biegają na mrozie bez czapek, kurtek, skarpetek, w deszczu skaczą na boso po kałużach, nie myją co chwilę rąk i mogą się brudzić do woli. Czasem w środku zimy można spotkać rodziców opatulonych po zęby z maleństwem w cienkiej kurteczce. Nie dmucha się i nie chucha na dzieci tak bardzo jak w Polsce. Nie ma obsesji zdrowego żywienia, szczepień, antybiotyków, lekarze nie rzucają na prawo i lewo zwolnieniami ze szkoły i lekcji wychowania fizycznego. Dzieciaki rosną i… osiągają status dorosłego już w wieku 16 lat! Co to oznacza dla rodzica? Wciąż ponosi odpowiedzialność za potomka, ale niczego nie może mu zabronić, bo za zakazy i nakazy może odpowiadać przed sądem. Szesnastolatka może wynieść się z domu i zamieszkać z pięćdziesięciolatkiem, może pobierać benefity, za to nie musi chodzić o szkoły i nawet pracować. Najprostsza droga do pieluch, uzależnień i permanentnego życia na zasiłku.

…czym trąci?
Oczywiście wiem, że nie można generalizować, że kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Wiem, że są rodziny (wierzę, że w miażdżącej przewadze), w których dobre wychowanie i maniery są na pierwszym miejscu. Dzieci używają noża i widelca, wiedzą co to domowe jedzenie, chodzą na lekcje pianina i treningi rugby, a nawet potrafią pomóc sąsiadowi. Zaskakujące jest jednak to, że w Wielkiej Brytanii najprostsze zachowania – takie jak to nieszczęsne „dzień dobry” na ulicy czy przepuszczenie w drzwiach nie są tak przestrzegane jak w Polsce, nie wymaga się zbytnio tego ani od dzieciaków z podwórka, ani od wychuchanych i wygłaskanych potomków rodzin „z wyższych półek”. A czy nie od tego powinno się zacząć? Dzieciaki są swobodne w zachowaniach, nie kontrolują się zbytnio przy osobach starszych, więcej – jeśli jest to osoba zupełnie obca – nie zauważają jej. Tak jak dorosły musi udawać, że nie zauważa nagannego zachowania wyrostków, a często i ich rodziców. Nie wiem, czy jakiekolwiek brytyjskie dziecko usłyszało tu od obcego: „oj nieładnie tak mówić do mamusi” lub „taka ładna dziewczynka a tak brzydko się odzywa”. Coś, co w Polsce jest właściwie na porządku dziennym, w Anglii zupełnie nie istnieje. Niestety większą sensację wzbudzi tu upominający dzieciaki dorosły, niż nastolatek rozsiadający się w autobusie pełnym emerytów. Nie nasiąka ta skorupka za młodu najprostszym „dzień dobry”, za to na starość trąca zupełnie bezwartościowym „Hi, how are you?”. ©℗
Joanna Flis

Fot. Dariusz Gorajski

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
11
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy