sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Na Luzie > Moda? Nie dajmy się zwariować!

Moda? Nie dajmy się zwariować!

Moda? Nie dajmy się zwariować!
Data publikacji: 2016-03-25 21:26
Ostatnia aktualizacja: 2016-03-25 21:36
Wywietleń: 2049 125955

Rozmowa z Katarzyną Bobalą, szczecińską projektantką mody, stylistką

- Kasiu, ile to już lat „robisz w modzie”?

- Ponad 22 lata... 22 lata temu poszłam do fabryki robić kolekcję...

- Do fabryki?

- No, do takiego małego zakładu przemysłowego. Wyszłam z domu, z mojej pracowni, gdzie szyłam pojedyncze sukienki i na przykład kreacje na imprezy typu Miss Polonia - to wówczas było wielkie wydarzenie, które wszyscy śledzili. Ale kiedy mój syn Kacper podrósł, poszłam normalnie do pracy i robiłam kolekcje dla pewnej małej wytwórni. To były zupełnie inne czasy, ale mile je wspominam. A potem zaczęłam pracę w Magnum...

- To była słynna marka...

- Tak. I to już była duża sprzedaż na poziomie tysięcy sztuk. Ta współpraca trwała wiele lat...

- A teraz?

- Od sześciu lat mam swoją małą firmę. Atelier Katarzyna Bobala. Stworzyłam miejsce, w którym się dobrze czuję i gdzie jestem niezależna od wyników sprzedaży, to jest zupełnie inna filozofia niż w przemyśle. Robię przede wszystkim pojedyncze projekty dla klientek.

- W Szczecinie można z tego wyżyć?

- To nie jest pomysł na biznes. Zawód projektanta leży na pograniczu sztuki i rzadko który projektant opływa w dostatek. Są sezony lepsze i gorsze. Wyżyć się da, oczywiście, ale jeśli ktoś ma ambicje zarobienia naprawdę dużych pieniędzy, to akurat drogę, którą ja wybrałam odradzam.

- Ale może jest to droga do sławy?

- Hm. Pytanie co to znaczy sława...

- ...jest to jednocześnie pytanie o twoje postrzeganie siebie na rynku lokalnym.

- Nie mam zielonego pojęcia. Bardzo mnie dziwi, kiedy ludzie mnie rozpoznają, a rozpoznają często. Na przykład jestem na imprezie i jakieś panie podchodzą do mnie, serdecznie się witają, mówią, że jeszcze u mnie nie były, ale dużo słyszały i pytają czy mogą przyjść do pracowni w przyszłym tygodniu. Ale ja już długo żyję, miasto nie jest duże, więc siłą rzeczy wszyscy jakoś tam się znają...

- No dobrze. Przychodzi do ciebie taka pani i mówi: pani Kasiu niech mi pani uszyje coś ładnego czy też twoje klientki mają bardziej skonkretyzowane pomysły?

- Generalnie jest właśnie tak: niech mi pani uszyje coś ładnego. Ale przede wszystkim mam bardzo dużo stałych klientek. Nieskromnie powiem, że jak już ktoś do mnie przyjdzie, to ze mną zostaje.

- Jakie są twoje klientki?

- Szyję dla kobiet 35++++. W życiu wielu kobiet pojawia się taki etap, kiedy gdzieś się gubią. Nie potrafią odnaleźć swojego stylu w dojrzałości. Tej, która charakteryzuje się zmianą nastawienia do życia, zmianą statusu w społeczeństwie oraz zmianą sylwetki i dynamiki ruchu. Przez strój wyrażamy siebie, ale jest też naszą tarczą. Bardzo silnie wpływa na to, jak postrzegamy siebie, jakie mamy poczucie kontroli i bezpieczeństwa. Panie przychodzą i mówią wprost, że mają problem z wyjściem z domu, bo czują się skrępowane swoim wyglądem, oceniają się skrajnie źle. Źle się w swoich ubraniach czują. Potrzebna jest osoba, która spojrzy z boku, obiektywna.Często bardzo szybko pojawia się błysk w oku. Lubię te momenty, bo widzę ile to daje radości i ulgi. Również mnie. Jedni się znają na gotowaniu, inni na ubieraniu.... Pracuję bardziej jako stylista i krawiec niż projektant, chociaż można u mnie oczywiście kupić projekty autorskie i na to też jest spore zapotrzebowanie. Na rzeczy trochę ekscentryczne, inne.

- Słyszałam, że udało ci się stworzyć fajne miejsce, coś więcej niż pracownię krawiecką...

- Tak, jest fajna atmosfera, miejsce w jakiś sposób wygrzane. Ogromnie mnie cieszy, że w atelier funkcjonuje coś w rodzaju klubu, w którym klientki się ze sobą spotykają, gadają, zaprzyjaźniają. Spora jest też grupka pań, które kupują u mnie tkaniny i szyją same, podpatrują pracę moich krawcowych, modele. To moja ogromna satysfakcja!

 - Zdradźmy w tym miejscu, że jest to pierwsza rozmowa z cyklu, który najogólniej określmy hasłem „Jak sobie radzić z modą...”.

- Ale czy z modą w ogóle trzeba sobie radzić?

- ?

- Może ważniejsze co jest dla kogo dobre? Przecież nie ma obowiązku bycia modnym.... Tym bardziej, że pojęcie tego co jest modne staje się coraz bardziej płynne. A histeria wokół bycia modnym jest sztucznie nakręcana. Ciuchów jest za dużo, a świat ma naprawdę wiele ważniejszych problemów. Niech ta nasza autoprezentacja będzie raczej wypadkową potrzeb i osobowości niż narzuconą formułą. Tak więc może lepszym byłby tytuł „Luzik" albo „Bez spiny"?

- OK. Do tematu wrócimy niebawem. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Berenika Lemańczyk

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską