poniedziałek, 18 grudnia 2017.
Strona główna > Komentarze redakcyjne > Miłość do „Quo vadis”

Miłość do „Quo vadis”

Data publikacji: 2016-09-08 11:18

Miało się nie powtórzyć, a wraca. Człowiek czuje się więc dość podle, jak za dawnych lat, lecz mimo wszystko swojsko. Bo to się dobrze zna, z tym umie się żyć, choć miało tego nie być.

Zdarzyło się to w ubiegłą sobotę w pewnym mieście, w bibliotece. Nazwa miasta nie jest ważna, podobnie jak biblioteki. Byłyby ważne, gdyby to był fakt jednostkowy.

Przyjechał lektor, weszli uczniowie gimnazjum: pełna sala, krzesło przy krześle, ciało przy ciele. Pani dyrektor – miła i Bogu ducha winna – przywitała wszystkich i ogłosiła Narodowe Czytanie „Quo vadis”.

Lektor zaczął pięknie, bo głos ma piękny. Czytał płynnie, ładnie, dwie minuty, pięć, dziesięć. Potem czytał uczeń, potem znów lektor: pięć minut, dziesięć…

Sufit w sali był niski, ciało przy ciele… Robiło się ciepło, cieplej, duszno. Gdy lektor czytał, chłopak przy regale zaczął przysypiać, kolega go szturchał, trzeci się śmiał, czwartemu wzrok utkwił ślepo w oknie i tkwił tym mocniej, im lektor czytał dłużej….

Mieliśmy Narodowe Czytanie, narodowy „spęd”. Co z niego zostanie?

Może nie wszędzie tak było jak w tamtym mieście, lecz miało w ogóle nie być „spędów” i akademii. A jednak jakimś rykoszetem wróciły, jak bumerang.

Dla dzisiejszych uczniów to chyba coś nowego, bo dla uczniów byłych, jak autor tego felietonu, to zwykłe déjà vu. Co prawda wówczas, w PRL-u, Narodowych Czytań nie było, lecz było sto innych okazji do podobnych zgromadzeń w szkołach i salach, gdy krzesło stało przy krześle, a ciało siedziało (stało) przy ciele, gdy trzeba było przetrwać, bo nic innego nie dało się robić.

W mieście, o którym mowa, uczniowie dzielnie przetrwali Narodowe Czytanie. Gdy lektor ogłosił, że koniec, bili mu brawo i wychodzili z sali. Z ulgą i radością? Nie było widać. Być może gdyby czytał dłużej, minęłaby ich następna lekcja. Normalka.

On jednak nie mógł czytać dłużej. Spieszył się do innego miasta, na następne Narodowe Czytanie.

Peerelowskie déjà vu, starsi umieją z tym żyć. Co z tego będzie? Nie będzie miłości do „Quo vadis”.

Komentarze

Quistorp
W. Sz. Panie redaktorze. W całości i w rozciągłości, i tak na dzisiejsze czasy w 3D. podzielam Pański osąd, i wyczucie sprawy. To jest pogardliwe traktowanie , naszego społeczeństwa, obywateli. To tak jak gdyby , do władzy dorwała się ekipa , lubująca , się w Galu Anonimie., czy w twórczości Wincentego Kadłubka, i z napuszoną powaga , i z zadęciem waltorni, czytała, "ciemnemu ludowi" ducha historii. Nie tędy droga. Dzisiejsza młodzież , czyta , ale nie papierowe kartki, a strony kryształów krzemowych, zapełnione ,pikselami, do granic możliwości. Za jednym kliknięciem z jednego obrazka wyczyta więcej , niż nudne dukanie, jąkającego się , i z przesadna , wręcz z groteskowa manierą przesadnie międlił poważne teksty.Talenty oratorskie nie idą w parze z długością nazw tytulatury na zasiadających stanowiskach urzędniczych!
2016-09-09 17:50:18
Jarun
No i ma pan problem. Czytać -źle, nie czytać - jeszcze gorzej. Ale to już pański problem, na długie debaty z kolegami. "Jak ciasto biorą gazety w palce I żują, żują na papkę pulchną, Aż papierowym wzdęte zakalcem, Wypchane głowy grubo im puchną."
2016-09-08 14:59:07

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Ostatni dzień jarmarku
Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Poprzedni Następny

Nekrologi