sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Blogi > Janusz Ławrynowicz > Ich pomysł na Szczecin

Ich pomysł na Szczecin

Wywietleń: 264

Od ponad 20 lat króluje, nie tylko u nas, pogląd, że – niezależnie od epoki i strefy klimatycznej, miasto powinno być jak najbliżej rzeki. Cóż, rzeka to życiodajna woda, ryby, a przede wszystkim szlak komunikacyjny, a więc miejsce na port, przemysł i handel. Jeszcze 20 lat temu naprzeciw Wałów Chrobrego aż do wysokości dworca kolejowego rozciągał się port, cumowały statki, wznosiły się spichlerze i fabryki. Dziś, w epoce kontenerów i upadku przemysłu, port się skurczył, a włodarze Szczecina chcą wzorem innych krajów przenieść centrum miasta na niedawne portowe nabrzeża. Stąd projekt zabudowy Łasztowni (a nawet Międzyodrza). Przedsięwzięciu towarzyszy magiczna teza, że szczecinianie chcą mieszkać nad wodą, bo woda to magnetyczny żywioł…

Rzeczywistość wielu miast najwyraźniej temu przeczy. Otóż w starych nadrzecznych dzielnicach portowych północnej Europy gnieździła się najbiedniejsza ludność, nękana przez choroby, skazana na plagę gryzoni. Zamożniejsi szczecinianie już od XVI wieku budowali swe siedziby wyżej, uciekali od rzeki, od bagnistego klimatu portu. Wszak XIX- i XX-wieczny Szczecin gwiaździstych placów, a tym bardziej zielone Pogodno, to ucieczka miasta od nadwodnego siedliska chorób i nędzy! Od hałasu i smrodów portu. Od największych w II Rzeszy szczurów, których bały się nawet koty. Dlatego architekci z lat 30. planowali wyburzenie Podzamcza, w czym zresztą wyręczyły ich alianckie naloty.

Odtworzona w latach 90. na siłę, wbrew logice, dzielnica pozostaje na wpół opustoszała. Po prostu ludziom ten rejon jakoś nie pasuje… Łasztownia i sąsiednie wyspy to świetne tereny rekreacyjne, miejsce na przystanie, letnie bary i kafejki, a nie na czynne od jesieni do wiosny ośrodki kultury… Architektura może być efektowna, ale zimno, mokro, wiatr! Szczecin to nie Sydney!

Tymczasem szeroko rozbudowane miasto czeka na inwestycje komunikacyjne z prawdziwego zdarzenia. To od 18 lat lansowane przez „Kurier” naziemne metro – od lat kilku projekt pod nazwą Szczecińskiej Kolei Metropolitarnej. To także oczekiwane od lat 10 północne drogowo-kolejowe obejście miasta z mostem lub tunelem pod Odrą w Świętej. Obie równie pilne. 

Niestety, swych pomysłów na Szczecin zrodzonych w wąskim kręgu decydentów pod nadętym hasłem „Floating Garden” nasi samorządowcy nie konsultują z szerokim kręgiem mieszkańców, nie pytają o zdanie zwykłych ludzi. Dlaczego w ostatnich dwóch kadencjach na przekór oczekiwaniom oczywistej większości obywateli miasta zlikwidowano targ kwiatów w alei o kwiatowej nazwie oraz zdewastowano plac Solidarności, fundując w zamian frygi, szklane pułapki i zegary słoneczne?

Dlaczego od kilku lat władza samorządowa z uporem maniaka pozbawia Szczecin – najbardziej zielone miasto w Polsce, już wrosłych w pejzaż ulic drzew i krzewów? Cieszą się projektanci „odnawiający zieleń” oraz firma tnąca stare i sadząca młode, rachityczne drzewka… Żywot tych ostatnich bywa krótki, bo chętnych do podlewania tego co wspólne brak.

Komentarze

Jarun
Gderanie starego dziada...
2017-02-23 10:17:41
Syndrom Urbanisty
"Bliskość rzeki" była zaletą gdy nie było wodociągów miejskich i wodę trzeba było nosić wiadrami, a większość mieszkańców pracowała w "rybołówstwie rzecznym" albo w szkutnictwie czy w "pralniach przybrzeżnych". Gdy nie było kolei to dochodzi jeszcze praca w transporcie rzecznym, flisactwie itp. Wiele miast nie ma rzeki w swojej topografii i..jest ok. Dobrym pytaniem jest czy rzeka dzisiaj znaczy tyle samo co kiedyś, a jeżeli tak to czy umiemy z jej dobrodziejstw korzystać ? Spostrzeżenia Redaktora o bezzasadnej zabudowie (od zera) Podzamcza jako objawu chorej skanseno-manii, przekonują mnie, w odróżnieniu od zasadnej praktyki urządzania skansenów jako kulturowego dziedzictwa historycznej ale opuszczonej zabudowy, przeważnie wiejskiej. Miasto takie jak Szczecin żyje inaczej i zniszczenia wojenne są częścią jego historii. Większość z nas przyjmuje istnienie jakiejś "urbanistycznej wiedzy tajemnej", którą dysponują jedynie trudno-dostępne komórki organizacyjne w Magistracie i ta nie wyrażona jasno teza paraliżuje nasz "zdrowy rozsadek". Ktoś jednak czuwa, na szczęście, i budzi nas z umysłowego letargu.
2017-02-22 22:20:48
cierpliwy obywatel
Cała mysl o Floating garden przypomina wylansowanie pudełka o nazwie Toyota Yaris na samochod roku.Kierownik sprzedazy toyoty na Polske wydał tyle obiadów dla redaktorów wszystkiego co drukowane że przez rok wyzywiłby wszystkich bezdomnych w Polsce.floating jesli pływa to w kieszeni pomysłodawcy,a pomysł niby chwycił prawem kaduka.Wynik tego pomysłu bedzie jak z pomnikiem Zołnierzy Radzieckich po cichu ze wstydem bedzie rozmontowany.Panie redaktorze ma pan szczegolna moc wytykania niektorym pryszczy na twarzy,nazywa je kiłą w ostatnim stadium rozwoju a delikwenci twierdza że to tradzik młodzienczy.Nie ma sensu wymagac moralności od tych co prózniaczyli i zyli rozwiążle.wymra wkrótce wystarczy nie podawać reki dziś i co jakiś czas wyszydzić.Swoją drogą wpływ rzeki na życie ludzi jest przeogromny.do 6 metrów nad poziom wody
2017-02-22 06:40:39
Do pismomatołka
Drogi kolego, marzy ci się KWPZPR na pl.Żołnierza? Życzę ci, abyś tego nie doczekał. Towarzyszować możesz oczywiście, ale bez cynizmu, bo mogą ci mieć za złe towarzysze myśliwi, towarzysze podróży itp.Towarzysz wcale nie jest związany tylko z jedną partią. Czyż byś nie wiedział, TOWARZYSZU DROGI ? A swoją drogą artykuł na czasie i bardzo dobry. Oby trafił jak najszybciej do ludzi sprawujących władze. Pozdrawiam.
2017-02-21 22:08:51
pisomatołek
a to dlatego towarzyszu, że nie ma juz wytycznych z KWPZPR z placu Zołnierza, które to przez ścianę były słyszane w redakcji Kuriera.
2017-02-21 18:25:35

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu