sobota, 19 sierpnia 2017.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Zielony kokos sumienia

Zielony kokos sumienia

Wywietleń: 1556

Porównania do działań Putina są wobec rządzących Polską na pewno na wyrost, ale trudno tego i owego nie porównywać w kwestii PR, czyli tzw. pijaru. Kiedyś mówiło się w takim przypadku o propagandzie. Ale że propaganda (czarna propaganda, propaganda sukcesu) dzisiejszym politykom źle się kojarzy, więc wymyślili public relations. Szkoda, że nie wymyślili nowych sposobów manipulowania społeczeństwem. Bo stare trącą propagandą na kilometr, a nawet wiorstę. Tę putinowską właśnie.

* * *

Jeszcze niedawno śmialiśmy się z otwartych dla rosyjskich mediów posiedzeń Putina i jego ministrów. Putin brwi marszczy i słucha z uwagą, gdy ministrowie opowiadają, w jaki sposób uszczęśliwiają Rosję i tłumaczą się, że robią to zbyt opieszale. A on – car, prezydent i premier w jednym – chwali ich umiarkowanie, poucza, co mają robić, by naprawić błędy, a i palcem czasem pogrozi.

I z czego się było śmiać? Premier Beata Szydło podsumowała pół roku pracy swego rządu na jego specjalnym otwartym dla mediów posiedzeniu. Pani premier uśmiechała się wprawdzie miło i częściej niż car, zagadując do swych ministrów, czy aby wszystko jest na dobrej drodze do dobrej zmiany, ale brwi też nie omieszkała zmarszczyć z troską. Na przykład, gdy zwracała uwagę panu ministrowi infrastruktury: niech pan buduje te autostrady, te drogi, ludzie na nie czekają!

* * *

Owszem, nie groziła palcem. Bo też jej rola w rządzeniu inna niż prezydenta Rosji. Od grożenia palcem jest u nas kto inny. A i używa on palca do grożenia obcym, nie swoim. Przynajmniej publicznie.

W kręgu dobrej zmiany panuje poza tym jedność.

Można by rzec, że to jedność z hasła Trzech Muszkieterów: Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tyle że przekształconego twórczo. Wszyscy (PiS) za prezesem (jednym), a jeden (prezes) za wszystkich – wie wszystko.

* * *

Ale nawet ci, co wiedzą wiele – o swojej specjalności – w niektórych kwestiach wiedzą mniej. Wicepremier Mateusz Morawiecki nie wie wciąż, że pewnych rzeczy nie należy mówić. Np. takich, że wybory w USA – rywalizacja między Trumpem a Clinton – to dla Polski wybór „między dżumą a cholerą”, jak mu się zdarzyło palnąć, ale też, że „półtorej roku”, „półtorej miesiąca” mówić nie uchodzi.

A tak właśnie mówił podczas wspomnianego posiedzenia. Upowszechniając coraz popularniejszy błąd językowy.

Tymczasem cała rzecz w końcówce gramatycznej. Wiesz, jakiej płci jest dane słowo i już odmieniać możesz. Jeśli by więc miało być „półtorej”, to na przykład – półtorej pani premier (rodzaj żeński), natomiast jeśli „półtora”, to półtora pana premiera (rodzaj męski).

W tej ostatniej odmianie można też stosować znany, acz trochę zapomniany zwrot – półtora nieszczęścia (rodzaj nijaki).

Kto dziś wygląda – w polityce na przykład – jak półtora nieszczęścia, niech już sobie wyborcy wybiorą sami.

* * *

Kto by się jednak łudził, że po drugiej stronie barykady jest wysyp medialnych i politycznych talentów, powinien za Dantem zakrzyknąć: Lasicate ogni speranza! Porzućcie wszelką nadzieję!

Nie ma dziś nikogo, kto mógłby odegrać – niechby na populistyczną nutę – choćby taką rolę jak Aleksis Tsipras w Grecji czy – nie daj Boże zresztą – pani Le Pen we Francji. Nasi demokraci, liberałowie, socjaliści, lewacy, a i prawica skrajna – bez wyjątku – nie wykreowali spośród siebie żadnego naturalnego lidera buntu, który mógłby się stać przywódcą na większą skalę. I na przyszłość.

* * *

Ba, nawet kandydata na nowego Leppera nie widać.

A Piotr Duda z „Solidarności”? Coś mało słyszalny ostatnio. Nie jestem entuzjastą gry na tym nazwisku, ale tym razem nie mogę się oprzeć, bo bardzo tu pasuje staropolskie powiedzenie: wziąć dudy w miech. Czyli zwinąć chorągiewkę, położyć uszy po sobie.

* * *

Coraz popularniejsze jest wśród rządzących wprowadzanie „klauzuli sumienia” do każdego zawodu. Ostatnio próbowano wprowadzić ją do profesji fizjoterapeutów. Zgodnie z tym projektem masażysta – miłośnik zwierząt – mógłby odmówić masowania, gdyby ktoś miał w sercu „odzwierzęce” (czyli pozyskane z tkanki zwierząt) zastawki, a inny fizjoterapeuta, prorodzinny, niewymasowania pani, która by miała wkładkę domaciczną. Nie zakładano, na szczęście, obowiązku prezentacji, czy dana pani jej nie posiada.

Jeśliby pomysł na sumienia masażystów przeszedł, mieliby używanie bywalcy pornograficznych stron w sieci, gdzie wątek masażysta i masowana zawsze może liczyć na wiele kliknięć.

* * *

Tylko patrzeć, a klauzula sumienia wprowadzona zostanie do masarni. Rzeźnik to przecież też masarz, tyle że przez „rz”. I wtedy świnie będą się musiały – nomen omen – prosić, żeby je wziąć pod nóż.

* * *

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Wojciech Kaczmarczyk (PiS) wyraził w prasie, a potem na Facebooku pogląd, że klauzula sumienia powinna umożliwić hotelarzom odmowę zameldowania pary gejów albo Murzyna.

Nawet jeśli założyć, że sam Kaczmarczyk nie jest ani jednym, ani drugim, a już zwłaszcza jednym i drugim równocześnie, powinno się go jednak – w ramach klauzuli sumienia i równego traktowania zarazem – wymeldować z rządu.

* * *

W szczecińskim centrum wycina się na ulicach zdrowe piękne drzewa. Nie byłoby w tym nic oryginalnego – przywykłem do wycinki drzew w polskich miastach – gdyby nie fakt, że robi się to w ramach programu… „Zielone podwórka i przyogródki”. Bo podwórka (zielone) i przyogródki – zgodne z tradycją XIX-wiecznego Szczecina – można stworzyć ponoć wtedy dopiero, gdy się posadzi drzewa. Nowe. Ale zanim się posadzi nowe, to się stare wytnie.

To już nie lepiej wyciąć hołubca? Też będzie zgodnie z tradycją.

Na razie zresztą to nam wycinają – kolejny numer.

* * *

Stare powiedzonko o „twardym orzechu do zgryzienia”, jak sporo wyrażeń idiomatycznych, przechodzi ostatnio dobrą zmianę. Dzięki której orzech z powiedzonka nie musi być twardy. Słuchając radia i oglądając telewizję, notowałem sobie, jaki być może. Może być więc „ciężki” (przede wszystkim), „trudny”, „dziwny” (!), ale także „duży”.

O „dużym orzechu do zgryzienia dla naszych siatkarzy” mówił ostatnio komentator Polsat Sport Wojciech Drzyzga. Chodziło mu pewnie o kokosa. Ale przecież i tak wiadomo, że na siatkówce kokosów się nie zrobi. 

Komentarze

Piotr Wójcicki
Przedmówców zachęcam do zapoznania się z definicją grafomanii, bo najwyraźniej jej nie znają.
2016-05-27 12:54:03
Pan Witek
Grafomania w czystej postaci.
2016-05-27 10:29:22
.
To już nie jest logorea, lecz biegunka słowna.
2016-05-26 14:30:49

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu