czwartek, 19 października 2017.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Pociąg do autobusu

Pociąg do autobusu

Wywietleń: 321

Tygodnik „Angora", strona tytułowa. Taki rysunek: goła żona leży w łóżku z gromadą różnokolorowych mężczyzn. I mówi do stojącego w drzwiach męża: „Powinieneś im współczuć. Przecież to uchodźcy".

Pyszny żart, z gatunku tych, które pogłębiają naszą ksenofobię i niechęć do Obcych. Którzy, jak wiadomo, zagrażają naszym domom i naszym dochodom. Że już się nie wspomni o naszych żonach.

*

Nie dziwmy się potem, gdy w jakimimś kraju, w którym nas, Polaków, robi się dużo (oj, dużo bardziej dużo niż uchodźców w naszym kraju) załatwiający swoje interesy politycy szczują swoich obywateli przeciw nam, imigrantom.

A mimo wszystko trudno mi sobie wyobrazić, że jakaś gazeta w Londynie publikuje rysunek podobnego typu: goła Angielka, jej łóżko, a w nim zgraja Polaków...

I nie tylko dlatego, że Polacy żyjący dziś na Wyspach wybierają raczej Polki.

*

W słynnym, bo też i sugestywnie wykonywanym przeboju Budki Suflera z lat 80. „Jolka, Jolka pamiętasz" (wybranym niedawno w jakimś plebiscycie największym przebojem tego zespołu) kobieta zdradza mężczyznę - śpiewającego o tym słodko-gorzko, acz chwilami cienko - z „autobusem Arabów". 

Do dziś nie mogę zrozumieć, co autor słów, ceniony na ogół Marek Dutkiewicz, chciał przez to powiedzieć. To znaczy, rozumiem, co chciał, ale nie bardzo rozumiem, dlaczego zrobił to tak niemądrze.

Autobus z Arabami?! Na wycieczce w Polsce? Gdzież Dutkiewicz go widział? Bo że autobus z Polakami w jakimś z krajów arabskich, to rzecz dość oczywista, zgoda. Ale odwrotnie?

Jeśli już Dutkiewicz i pięknie, głosem „histeryczno-dziadowskim" (określenie Dutkiewicza!) wyśpiewujący jego balladę Felicjan Andrzejczak chcieli dać słuchaczom do zrozumienia, że kobitka zdradziła z większą liczbą mężczyzn (więc nie z jakimś pojedynczym szejkiem w limuzynie), mogli przecież zasugerować, że uczyniła to z „samolotem", „odrzutowcem" Arabów. Byłoby i do rymu (też cztery sylaby), i do sensu.

*

Powiedzenie (zaśpiewanie), że zdradziła z „pociągiem" byłoby wprawdzie kuszące podwójnym znaczeniem, ale liczba sylab się nie zgadza (trzy), a i prawdopodobieństwo skuszenia kogoś polskim pociągiem (czyli pociągiem w pociągu) w latach 80 było raczej niewielkie, a i dziś takim pozostaje.

Mimo głośnej kampanii reklamowej PKP, które twierdzą (one, tj. Koleje), że „zmieniają się" dla nas.

Ciekawe, że samo słowo „zmiana" taką dziś robi karierę. Polityczną. U nas też.

Co prawda tego, że nadzieję zaczął nim robić ludziom prezydent Obama („change!") nie pamiętają już wyborcy prezydenta-elekta Dudy, ale może czas, by sobie przypomnieli.

*

W „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz Stanisława Barei" w roli zastępcy dyrektora Krzakoskiego, którego gra Krzysztof Kowalewski, występuje Stanisław Tym. I to on wygłasza do zwolnionego Krzakoskiego, na którego miejsce właśnie wskoczył, słynną kwestię: „Zmiany, zmiany, zmiany!"

Nazywa się Dudała.

Tego typu sytuacje i nasuwające się skojarzenia kwitowano kiedyś w filmach napisami: „Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń jest przypadkowe".

*

Swoją drogą, coś jest z tymi filmami Barei, że bywają prorocze nawet w kwestii nazwisk. We wspomnianym „Co mi zrobisz..." - premiera odbyła się w 1978! - bohaterowie mają nazwiska, by tak rzec - przyszłościowe. Bo są tu nie tylko Krzakoski (czyż nie brzmi jak Krzaklewski?), ale i Kwaśniewski.

Na dodatek Kowalewski w roli Krzakoskiego był do Krzaklewskiego jakoś tam podobny. No dobrze, z akcentem na „jakoś", ale jednak.

Tyle że inżyniera Kwaśniewskiego, który gryzł kochanki w uszko, grał Tadeusz Pluciński. Tu akurat podobieństwa i skojarzenia między filmem a rzeczywistością raczej się kończą.

*

Od pociągu Kwaśniewskiego do młodych kobiet wracam do pociągów PKP. Owszem, Pendolino, to jest pociąg, do którego można czuć pociąg. Tyle że nie jest on normą na polskich torach (a szkoda, zwłaszcza ze szczecińskiej perspektywy). Zabawne skądinąd, że dla rodzimych heiterów, walczących z PO, jest dziś to Pendoliono „jazdą obowiązkową". Że niby przepłacone, marne i powolne, co nie przeszkadza przy innej okazji tym samym heiterom obwiniać tegoż Pendolino za liczne śmierci na torach.

W tym jednym przypadku Pendolino okazuje się być pociągiem za szybkim, jak na oczekiwania Polaków.

*

Codzienność niestety wciąż pozostaje daleka tak od Penodlino, jak i rodzimej Pensy, która od włoskiego ekspresu jest ponoć nie szybsza może, ale lepsza. Dlatego wzrusza mnie wielce, gdy jadąc którymś z pociągów TLK słyszę płynący z głośników komunikat: „W trosce o Państwa komfort i bezpieczeństwo prosimy o zapoznanie się z informacjami wewnątrz przedziału". Wzrusza mnie ta „troska" właśnie.

Co nie zmienia faktu, że nie wiem, jaki wpływ na mój komfort - w pociągu bez klimatyzacji (albo z klimatyzacją, która nie działa), bez baru, i z dziurawym kiblem, który zalewa korytarz - ma mieć np. informacja, żebym się nie wychylał przez okno?

*

To pewnie w trosce o ten komfort - tym razem psychiczny - TLK łagodzi treść komunikatów, które brzmią czasem w głośnikach podczas podróży.

Ostatnio na przykład usłyszałem taki: „Pociąg doznał opóźnienia o pół godziny". Nie że się o te pół godziny spóźnił, że jest spóźniony, nie! On spóźnienia „doznał"!

Zważywszy jednak, że to określenie, mające tu pewnie zabrzmieć oględnie i elegancko, jest raczej związane frazeologicznie z innego rodzaju sytuacjami - na ogół przykrymi - bo doznać można obrażeń, albo szoku - informacja o „doznanym spóźnieniu" nie łagodzi nastrojów pasażera.

*

W „Przeglądzie Sportowym" zachwyty nad siłą i potencjałem polskiego kolarstwa. Szosowego. Redaktor Sebiastian Parafianowicz daje nawet swojemu felietonowi patetyczny tytuł: „Szosa jest Polską".

Czy aby nie dlatego, że wszyscy po niej równo jadą?

ADL

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu