czwartek, 26 kwietnia 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Kawał z brodą

Kawał z brodą

Wywietleń: 1784

Co jest dziś najwidoczniejszym symbolem triumfu dżihadu na świecie? Broda młodych mężczyzn. Długa, gęsta, czarna. Na ogół. A do brody długiej włosy bardzo krótkie. Zazwyczaj.

Żeby się zmieściły pod turbanem czy kipą?

* * *

Dzisiejszy wzór męskości to już nie dandys, nie metroseksaulny facecik, nie napakowany sterydami kark, ale surowa męskość wojownika.

A któż jest dziś takim - wykreowanym mimochodem przez media, które pokazują terrorystów z fałszywym oburzeniem - wzorem wojownika? Przecież nie polityk w garniturze, szarżujący korytarzem przy Wiejskiej. Ani wyżelowany (to już nie modne) cacuś z telewizji śniadaniowej.

Taki wzorem jest natomiast islamski terrorysta, dżihadysta z kałasznikowem albo mieczem do ścinania głów niewiernym.

Owszem, możemy się obruszać, że to żaden wzór, udawać, że z tą modą na brodę chodzi o coś zupełnie innego i zapewniać, że się nam ponurzy islamscy bojownicy nie tylko nie podobają, ale i wkurzają nas lub śmieszą, tyle że podświadomość i tak już wpompowała nam do głów (z brodami), że za młodu musimy być wojownikami, a prawdziwy wojownik to wojownik z brodą.

* * *

Kulturowe znaki z życia codziennego bywają trwalszym świadectwem podboju niż spalone miasta i zburzone świątynie.

Turecka moda, która przeniknęła sarmacką Polskę, obwieszając nasze oblicza wąsami i goląc nam karki, wciskając nas w delie, sukmany i kontusze, stała się przecież wyróżnikiem polskości na wieki. Przy okazji czyniąc nas w oczach tzw. Zachodu barbarzyńcami ze Wschodu.

Paradoksalnie więc polski szlachcic, który w XVI wieku próbował rozmawiać z Francuzem po łacinie, prędko się rozczarowywał, bo Francuz, choć Gal, mowy Rzymian nie znał, za to ów szlachcic jawił się swemu rozmówcy bynajmniej nie jako erudyta, a jako dziki Turek.

* * *

Kulturowe kody życia codziennego przybliżają nas lub oddalają - względem epok, mód, obyczajów sprzed lat. Brody Marksa, Engelsa wsparte bródką Lenina śmieszyły pokolenia bez zarostu.

Ale już Che Gevara dał hippisom poczuć z nim jedność w brodzie i włosie (długim) z przepaską.

Dziś, wobec tak dynamicznej „mody na brody", nie można wykluczyć, że Marks i Engels staną się dla młodych „kolesiami wporzo". Czy będą znani tylko jako wizerunki brodaczy na T-shirtach, czy też jako patroni buntów nowej fali „oburzonych"? Wtedy okazać by się mogło, że mody obyczajowe - tu: na fryzurę - idą czasem w parze z nastrojami społecznymi i politycznymi.

* * *

Paweł Kukiz (Cookie’s), „Ciasteczkowy potwór" polskiej demokracji, agitując podczas swego koncertu w Piotrkowie Trybunalskim: „Jeśli nie zagłosujecie, plujcie sobie w brodę i nie dziwcie się, że wasze dzieci wyjadą za granicę".

Problem w tym, że to właśnie dzieci tych, do których zwraca się Kukiz, noszą dziś brody. Więc to raczej one będą mieli w co pluć, jeśli Kukiza posłuchają.

* * *

Duży baner przed jednym ze sklepów w śródmieściu. A na nim tylko dwa słowa: „Pomidor. Polska". A niżej: 2,99. W domyśle: cena.

Faktycznie niewysoka, ale wrażenie robi głównie zestawienie tych dwóch słów. Ta narodowość pomidora. Czyniąca go, jak się łatwo domyślić, pomidorem lepszym.

Takie dwa słowa - nazwisko plus narodowość, którą ono reprezentuje" - pojawiają się często w sportowym kontekście. Jak to wykrzykują w ringu czy na stadionie: Gołota, Polska!

A w domyśle: Wałęsa, Polska. Chopin, Polska.

I pomidor. Polska.

Artur Boruc, znany z tego, że gdy musi odpowiadać na kłopotliwe pytania, posiłkuje się starą dziecięcą zabawą w pomidora (według zasady: „Czy był pan pijany?" „Pomidor"), mógłby rzecz całą skomentować po swojemu.

Czy uważa pan, że pomidor jest prawdziwym Polakiem?

Pomidor!

* * *

Przyznam ze wstydem, że z dużym opóźnieniem dotarła do mnie wiadomość, że podczas XV Mistrzostw Europy w Szlachetnej Sztuce Wabienia Jelenia pierwsze miejsce zajęła Polska.

Zawody odbyły się w Czechach, dokładniej w Lysej nad Labem, ale naszym reprezentantom wcale nie było po nich lyso (przepraszam: łyso), zwłaszcza że zwyciężyli w tej Szlachetnej Sztuce po raz kolejny. Bo i rok temu w Salzburgu wabili jelenia najlepiej w Europie.

Choć przecież i bez tych medali złotych wiadomo od dawna, że my, Polacy, jesteśmy w wabieniu jeleni absolutnymi mistrzami. Co tam Europy, świata!

* * *

A skąd mój wstyd? Stąd, że gdybym o tych sukcesach biało-czerwonych wiedział wcześniej, nie dziwiłbym się aż tak przy okazji niedawnych wyborów. Teraz wiem i mogę się przestać dziwić.

Mistrzowie z wszystkich partii politycznych już zresztą zaczynają jelenia wabić. Jesień blisko. Ale że takie wabienie to „sztuka szlachetna" widzimy na co dzień: a to pociąg przyjedzie z ważnym pasażerem, a to autobus, a to nam koncert jakiś zagrają i sztandarami machać będą. I za każdym razem słyszymy obietnice, obietnice, obietnice...

Pamiętaj o tym, obywatelu szykujący się, by wziąć udział w rykowisku. Przepraszam, w wyborach.

* * *

W Stanach Zjednoczonych niby lepiej się dzieje; wybory mają obcykane demokratycznie od dawna, a na różnych mitingach wyborczych też bywa gorąco. Widziałem niedawno w telewizji migawki z takiego spotkanie, na którym kolejny Bush, o wdzięcznie brzmiącym dla nas imieniu Jeb, witany był dziesiątkami wzniesionych w górę tabliczek z napisem: „Jeb!". Jak się spojrzało na salę, to wszędzie się widziało to: Jeb! Jeb! Jeb! Jeb! Jeb!

No tak. To też bywa program wyborczy. Zwłaszcza w stosunku do politycznych przeciwników.

ADL


Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu