sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Wiadomości > W KURIERZE: Klapsy w przedszkolu

W KURIERZE: Klapsy w przedszkolu

W KURIERZE: Klapsy w przedszkolu
Data publikacji: 2016-07-20 10:26
Ostatnia aktualizacja: 2017-08-09 23:50
Wywietleń: 1868 144849

W maju tego roku zabrała 3-letniego Filipa z punktu przedszkolnego w Trzebiatowie. – Krzyk, wystawianie na taras, zmuszanie na siłę do leżenia – to tylko niektóre z zachowań, jakie dyrektor placówki stosowała wobec mojego dziecka – tłumaczy Magdalena Jarczak, która powiadomiła o sprawie kuratorium oświaty. Właścicielka punktu przedszkolnego odpiera zarzuty.

Rodzice Filipa przypadkiem dowiedzieli się, że w przedszkolu, które reklamuje się w sieci jako przyjazne i bezpieczne miejsce, mogło dochodzić do zachowań, które w ich ocenie mają charakter znęcenia psychicznego i fizycznego nad ich synem.

– 14 maja. Bawimy się na placu zabaw w drewnianym domku. W środku stolik, plastikowe krzesełka. Przed wejściem mały taras. „Mamo będziesz moją siostrzyczką. Przyszłaś do przedszkola i marudzisz, płaczesz za mamą”. Dziwię się, ale zaczynam wcielać w rolę. „Chcę do mamy” – zaciągam żałośnie. Nagle mój syn mówi stanowczym i rozkazującym tonem, którego nie znam: „uspokój się, mama zaraz przyjdzie”. Płaczę dalej. On znów mnie uspokaja. Wreszcie bierze krzesełko, wystawia je na tarasik. Każe mi usiąść i dodaje: „Jesteś teraz smutna i za karę będziesz tu siedziała, aż się nie uspokoisz”. Zostawia mnie. Zamyka się w domku. Po chwili wychodzi. Pytam, dlaczego kazał mi siedzieć na tarasie. A on, że płakałam i marudziłam. „Płakałam, bo tęskniłam, bo byłam sama bez mamy w przedszkolu” – tłumaczę mu i mówię, że to nic złego. On na to: „No tak, ale pani Ola mi tak robi” – mowi mama 3-letniego Filipa.

Od tej chwili kobieta czujnie obserwuje dziecko. Pyta czy widuje panią w przedszkolu.

– Wiedziałam, że mimo zaawansowanej ciąży, przychodzi do placówki, włącza się w zajęcia – mówi pani Magdalena. – Któregoś dnia pytam o panią Olę. Filip mówi, że była w przedszkolu. Opowiada, że kazała mu się położyć obok siebie. Dopytywałam, co było później. „Potem trzymała mi głowę i mnie to bolało, a później zabrała mnie na karę i ja płakałem”. Byłam przerażona. ©℗

Marzena Domaradzka

Więcej w środowym „Kurierze Szczecińskim” i e-wydaniu z dnia 20 lipca 2016 r.

Fot. Robert Wojciechowski

 

 

Komentarze

inna sprawa
ze dzisiaj rodzice nie potrafia zapanowac nad swoimi dziecmi - nie znam sie na dzieciach ale prawda jest ze od kilkunastu lat robia sie coraz bardziej rozwydrzone a rodzice nie potrafia nad swoim potomstwem zapanowac (winne zapewne jest telewizja. media , sami rodzice ale i Panstwo ktore woli rozdawac pieniadze niz np. inwestowac w takie rzeczy jak szkoly rodzenia, szkoly wychowywania dzieci i oczywiscie dla najpotrzebniejszych np darmowa zywnosc czy ubrania, czy zaplata za wielodzietna rodzine czynszu,itp a nie po 500zl na dziecko za ktore rodzice kupuja uzywane auta z zachodu lub TV na raty)
2016-07-20 17:38:27
Szok.
Niestety, takie zachowania są bardzo trudne do udowodnienia, gdyż świadkami są małe dzieci, nie do końca umiejące rozróżniać czyny naganne. Jednak przeżycia z tego okresu rzutują na dalszy rozwój człowieka i mogą dać o sobie znać w dalekiej przyszłości. Jednak nie ma się co dziwić, skoro w Szczecinie takie punkty powstają jak grzyby po deszczu, a nawet kiedyś pewna radna powiedziała, że sama zna panią, która mogłaby już otworzyć wiele takich punktów, gdyby miasto zapewniło zapotrzebowanie.
2016-07-20 12:55:51

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską