sobota, 18 listopada 2017.
Strona główna > Wiadomości > Pobiegli dla jeży

Pobiegli dla jeży [GALERIA]

Pobiegli dla jeży
Data publikacji: 2017-10-14 13:26
Ostatnia aktualizacja: 2017-10-17 12:15
Wywietleń: 676 296648

Czy jeże jedzą biedronki? Czy po hibernacji zmienia się im charakter? Dlaczego rodzą się bez kolców? Jak nie zadrapać jeża? - to tylko niektóre z pytań, na jakie odpowiadali Renata i Piotr Pihanowie, dla których kolczastych podopiecznych Parkrun Szczecin, Stowarzyszenie PROGRESSUM oraz lokalny oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami zorganizowały w sobotę charytatywny „Jesienny Bieg Jeża".

Już po raz czwarty szczecinianie (14 bm.) pobiegli dla jeży - niezwykle pożytecznych ssaków, które choć chronione prawem często padają ofiarami ludzkiej niewiedzy i bezmyślności: potrącane przez rowerzystów i samochody, ranione kosiarkami, palone w pryzmach jesiennych liści czy nadziewane na widły w kompostownikach, zagryzane przez psy właścicielskie, na spacerze bez kagańca spuszczane ze smyczy.

- Co roku w Polsce ginie około 40 tysięcy jeży. Jeżeli ludzie nie będą wiedzieli, jak im pomagać, to w krótkiej perspektywie - do 2025 roku - one całkowicie wyginą. Niestety, wiele osób nadal nie wie, jak pomóc, gdy na swojej drodze napotka jeża. Właśnie to chcemy zmienić - mówiła Renata Pihan.

I tłumaczyła:

- Jeże mają podobną nam temperaturę, czyli od 36 do 38 stopni Celsjusza. Jeżeli więc na swojej drodze spotkacie jeża, który wyda się wam chłodny, to natychmiast go ogrzejcie, choćby wkładając pod kurtkę. Kocyk, kartonik i ciepła woda, z miodem. Bo często nie rany i choroby zabijają jeże, tylko właśnie zimno.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z BIEGU

Jeże to sprzymierzeńcy działkowców i ogrodników. Bo ich przysmakiem jest to wszystko, co niszczy ozdobne rośliny i owocowo-warzywne uprawy: ślimaki, chrząszcze, myszki, nawet małe szczurki.

- Niestety, nasz „jeżowy Hilton" jest zapełniony - przyznawała p. Renata. - Wśród podopiecznych mamy sporo maluszków sierpniowo-wrześniowych, które ważą od 100 do 300 gramów, które przed zimą nie zdążą dorosnąć. Zostaną z nami aż do wiosny, gdy temperatura w nocy będzie się utrzymywać już powyżej 10 stopni Celsjusza. Mamy również jeże w ciężkim stanie, wymagające specjalnej troski, a pozostałe również potrzebują troski, jedzenia, leczenia i rehabilitacji.

Uczestnikom „Jesiennego Biegu Jeża" towarzyszyły m.in. Koparki. Czyli ósemka jeży, których gniazdo wraz z matką podniosła łycha jednego z urządzeń budujących drogę na Pomorzanach. Matka zbiegła z kartonu, w którym operator zabezpieczył całą „tuptusiową" rodzinę. Miot - choć każdy z „kolczyków" ważył nie więcej niż 18-20 g - udało się uratować. Jednak maluchy na wolność wrócą dopiero wiosną.

- Nam też jeże serca skradły - opowiada Joanna Krajnik, która wraz z mężem Piotrem i synem Michałem (16 l.) w Warzymicach też ratują te oryginalne ssaki. - Mieliśmy tylko przez noc przetrzymać jeża, jakiego z Koszalina transportowaliśmy do Renaty, na ratowanie. I tak jakoś już dwa lata mijają, jak niewidoma Beza na zawsze, a inne jeżynki na czas rehabilitacji trafiają do naszego domu, ogrodu i… stale nam się powiększa rodzina (śmiech). Ostatnio o Franka, 155-gramowego chłopaka.

W „Jesiennym Biegu Jeża" - na dystansie 5 km - zwyciężył Piotr Kuchta (wynik: 17’39") z Klubu Sportowego „Pionier Szczecin".

- Zwykle to pasja, a dzisiaj to było niecodzienne bieganie na pomaganie. Wyjątkowa okazja, aby połączyć przyjemne z pożytecznym. Tym większa osobista satysfakcja, gdy wspiera się innych w potrzebie. Wszystkim polecam! - komentował zwycięzca.

Natomiast w kategorii kobiet I miejsce zdobyła Agata Kamińska (wynik 22’42"), mama 2-miesięcznej Alicji, 2-letniego Nikodema i 9-letniej Weroniki, która również pobiegła, tyle że „Biegu Jeżyka" jaki na wielki finał został rozegrany dla 25 najmłodszych - od 4 do 12 l. - na dystansie 1 km.

- Żeby się tu dostać na godz. 9 i wystartować w biegu, to dla naszej rodziny było nie lada wyzwanie - opowiadała p. Agata. - Ale że z nas rodzina biegaczy, bo i mąż Łukasz jeszcze dzisiaj startuje na 10 km w Policach, to było zobowiązanie. Tym większe, że Parkrun Szczecin zawsze organizuje fantastyczne imprezy, często łącząc sport z charytatywnym przesłaniem. Możemy więc łączyć osobiste pasje z pomaganiem innym, co w potrzebie: ludziom, fundacjom, zwierzętom. Jak dzisiaj - jeżom. Gdyby nasza kotka Szakira o tym wiedziała, pewnie byłaby z nas dumna (miech). A poważnie, to cieszę się, jak moje dzieci uczą się, że trzeba coś z siebie dać innym, żeby być dobrym człowiekiem.

Dla wszystkich rezydentów „jeżowego Hiltona" jest potrzebna kocia karma, najlepiej dla maluszków (junior, kitten) - mokra i sucha, a także larwy mączniaków, papierowe ręczniki, podkłady higieniczne. Kto może choćby w ten sposób wesprzeć kolczastych „braci mniejszych" w potrzebie, niech to zrobi. Wystarczy przekazać swój akces dzwoniąc na numer: 660 753 033 (pp. Pihan), albo też kontaktując się ze szczecińskim oddziałem TOZ lub Fundacją na Rzecz Zwierząt „Dzika Ostoja".

Arleta NALEWAJKO

Fot. Mirosław WINCONEK

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z BIEGU

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny

Nekrologi