czwartek, 19 października 2017.
Strona główna > Świat > Nie dostrzegając wojny

Nie dostrzegając wojny

Nie dostrzegając wojny
Data publikacji: 0001-01-01 00:00
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-24 08:37
Wywietleń: 566 3744

Kijów. Andriejewna krąży między grządkami a bazarem. Jest tak zajęta pracą w ogródku koło Gorłówki pod Donieckiem, że czasem udaje się jej nawet zapomnieć, że mieszka na terytorium objętym wojną.

Władze w Kijowie tygodniowo rejestrują 15-20 tys. osób, które uciekają z zajętych przez prorosyjskich separatystów obszarów w Donbasie na wschodzie kraju. Ludzie, którzy z różnych powodów tam pozostają, walczą o przetrwanie: zdobycie jedzenia, schronienie się przed przypadkowym pociskiem, strach o najbliższych. Czas zajmuje im modlitwa o dom, którego nie chcą opuścić, a na który w każdej chwili może spaść bomba. Myśli o tym, jak uzyskać przepustkę na tereny pozostające pod kontrolą Ukrainy, o rodzinie, która tam mieszka i której bez tej przepustki nie można odwiedzić. I o tym, kiedy to wszystko nareszcie się skończy.

Ogródkiem, który latem jest całym jej życiem, Andriejewna może zajmować się dopiero wtedy, gdy umilkną strzały. Kiedy słychać wybuchy, siedzi w piwnicy. Gdy jest spokojnie, idzie na targowisko.

- Sprzedałam dziś wszystko: wiśnie, koperek, cebulę i kwiaty rumianku. Na rynku biorą dziś wszystko, jak leci – mówi przez telefon swojej mieszkającej w Kijowie córce, która opisuje te rozmowy na stronie "Truskawka Andriejewna" na Facebooku. Nie chcą, by publikować ich nazwiska. Ich dialogi mogłyby zainteresować organy spraw wewnętrznych nieuznawanej przez nikogo Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Andriejewna relacjonuje, że władze "republiki" zaczęły wypłacać emerytury w rublach, jednak martwi się, że dla wszystkich nie wystarczy.

- Lekarze nie dostają wypłat od ubiegłego roku. Górnicy tak samo. Ludzie nie mają pieniędzy, a oni jeszcze znęcają się nad nami tymi reklamami – mówi matka.

- Jakimi reklamami? – pyta córka.

- Zapraszają na wypoczynek na Krym i do Soczi – odpowiada Andriejewna.

W DRL panuje atmosfera terroru. Internauci donoszą, że separatyści ogłosili w ostatnich dniach polowanie na ludzi, którzy słuchają ukraińskiej muzyki, malują na murach proukraińskie hasła, rozdają ulotki "Donbas to Ukraina". Niektórzy więc ze strachu przyczepiają na samochodach flagi DRL. Ukraińskiej nie ma ani jednej. W opowieściach ludzi, którzy pozostali w zajętym przez prorosyjskich bojowników Donbasie, najgłośniej brzmi jedno słowo: dom. Zostają w rodzinnych domach, często budowanych ze skąpych oszczędności jeszcze w czasach komunizmu, bo niczego poza tym nie mają. Cierpią, gdyż nie chcą się tułać po ośrodkach dla uchodźców, obawiają się, że w nowym miejscu nie znajdą pracy.

- 63 dni bez światła i łączności, 48 dni bez wody, pół dnia bez gazu. I wszystko to można byłoby przeżyć, gdyby nie te stałe, wywołujące strach ostrzały – wspomina najgorętszy okres walk między ukraińskimi siłami rządowymi a separatystami w ubiegłym roku wykładowczyni jednej z uczelni w Ługańsku, gdzie rządzą rebelianci. Strzały artylerii słychać w Donbasie i teraz, jednak walki nie są obecnie tak intensywne, jak wtedy. Obie strony prowadzą wojnę pozycyjną, broniąc zajętych terytoriów. Ziemie opanowane przez separatystów są jednak praktycznie odcięte od Ukrainy. Konflikt może trwać jeszcze bardzo długo. (pap)

 

Na zdjęciu: Ukraińscy wojskowi uczą obsługi broni ochotników cywilnych w Mariupolu w południowo-wschodniej Ukrainie. 

Fot. EPA/SERGEY VAGANOV

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Lekarze wspierali lekarzy
Krokusowa inauguracja w Różance
Kobiety protestowały na pl. Solidarności
Poprzedni Następny

Nekrologi