wtorek, 12 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Tenis. Wrócił ulubieniec Kloppa

Tenis. Wrócił ulubieniec Kloppa

Tenis. Wrócił ulubieniec Kloppa
Data publikacji: 2016-09-13 17:02
Ostatnia aktualizacja: 2016-09-13 17:02
Wywietleń: 784 154900

Dustin Brown, to jeden z faworytów szczecińskiego challengera i jeden z najbardziej ulubionych w Szczecinie graczy. To triumfator edycji sprzed dwóch lat. Miał grać w Szczecinie też rok temu, ale w ostatniej chwili został dowołany do reprezentacji Niemiec na mecz pucharu Davisa. Tym razem z podobnego powodu nie przyjechał ubiegłoroczny triumfator Jan Struff.

31-letni Niemiec z jamajskimi korzeniami pokonał w pierwszej rundzie estońskiego kwalifikanta Vladimira Ivanova, ale nie bez problemów.

– Przeciwnik postawił dziś ciężkie warunki i pojedynek na pewno nie należał do łatwych – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Brown. – Miałem szansę wygrać w dwóch setach, ale się niestety nie udało i na własne życzenie trzeba było grać trzecią partię. Cieszę się, że wygrałem i dalej mogę występować w Szczecinie. Z tym turniejem łączą mnie dobre wspomnienia, czuję się tu bardzo pewny siebie i dlatego zawsze chętnie biorę udział w Pekao Szczecin Open.

Powrót z Jamajki

Jeżeli tenisistą jest ciemnoskóry Niemiec z dredami na głowie, kolczykiem na języku i tatuażem na brzuchu, to taka osoba bez względu na sportową klasę musi budzić zainteresowanie. Do Szczecina po raz pierwszy przyjechał w roku 2010. To był rok, kiedy po 14 latach spędzonych na Jamajce powrócił do Europy, bo tam widział dla siebie więcej szans na tenisową karierę.

Nie jechał w nieznane. Jest synem Niemki i Jamajczyka i w Niemczech się urodził. W wieku 5 lat stawiał pierwsze tenisowe kroki, ale po 7 latach nauki wyjechał na Jamajkę. To wtedy zapuścił włosy i nie obcinał ich już przez następnych 19 lat.

Z dumą reprezentował barwy Jamajki w meczach Pucharu Davisa. W roku 2003 rozegrał w jej barwach 8 spotkań i tylko jedno przegrał. Wiedział, że prawdziwy tenisowy świat jest gdzie indziej. Dustin Brown zrozumiał to w wieku 26 lat. 

Dość późno, ale nie na tyle, by nie zwrócić na siebie uwagi tylko własnym, dość kontrowersyjnym, ale też uroczym stylem bycia. Już w pierwszym roku swoich występów po powrocie do Europy, wygrał trzy challengery.

Tenisowe życie po trzydziestce

Brown w grudniu tego roku skończył 32 lata i tak naprawdę dopiero przed trzydziestką zaczęły się dziać dla niego ciekawe rzeczy. To wtedy osiągnął swoją najlepszą pozycję w rankingu ATP. Był 78, a zadecydował o tym świetny występ na turnieju z nawierzchnią trawiastą w Halle.

To wtedy po raz pierwszy w swojej karierze pokonał Rafaela Nadala i to tamta wygrana pozornie mogłaby mieć dla zawodnika zdecydowanie większą wartość sportową od ubiegłorocznej na trawiastych kortach w Wimbledonie.

Brown pokonał w Halle dwa lata temu Nadala zaraz po jego spektakularnym sukcesie w Rolland Garros. To był ostatni wielkoszlemowy triumf Hiszpana, który w siedmiu meczach na kortach w Paryżu stracił zaledwie dwa sety. Będący wtedy poza pierwszą setką rankingu Brown niemal zmiótł faworyta z kortu, wygrywając z nim 6:4, 6:1.

Minął rok, a obaj tenisiści spotkali się ponownie. Kto wie, czy Brown zdołałby osiągnąć swój najbardziej prestiżowy sukces, gdyby nie wygrana sprzed roku, dająca mu wiarę, że jest to możliwe.

Ogrywał Nadala i Hewitta

Brown przed ubiegłorocznym pojedynkiem w Wimbledonie z Nadalem nigdy wcześniej nie grał na korcie centralnym. Pokonał Hiszpana i powtórzył swój sukces sprzed trzech lat, kiedy też dotarł do trzeciej rundy i też postarał się o nie lada niespodziankę, eliminując słynnego Lleytona Hewitta. Australijczyk oczywiście nie był wtedy już jednym z najlepszych graczy na świecie, ale potrafił wygrać ze Stanislasem Wawrinką.

Dopiero jednak wygrana z Nadalem podczas ubiegłorocznego Wimbledonu spowodowała, że Jamajczyk z niemieckim paszportem z dredami na głowie stał się w tenisowym świecie postacią absolutnie rozpoznawalną. Bardziej, niż wielu równie, a może jeszcze bardziej zdolnych i klasyfikowanych wyżej w światowym rankingu tenisistów.

W trzeciej rundzie Brown mierzył się z kolejnym z faworytów, rozstawionym z nr. 22 w turnieju Victorem Troickim z Serbii. A trzeba pamiętać, że Brown, by spotkać się na korcie centralnym Wimbledonu z Nadalem, musiał wcześniej wygrać trzy mecze w kwalifikacjach.

Między Borussią, a Liverpoolem

Mecz z Nadalem toczył natomiast dzień po czterogodzinnym, wyczerpującym pojedynku w turnieju deblowym. Na meczu z Troickim trybuny wypełnione były do ostatniego miejsca. Niemal każdy kibic dopingował sympatycznego 30 - latka.

Miedzy innym mający po raz pierwszy od wielu lat sporo wolnego czasu Juergen Klopp - były trener piłkarskiej drużyny Borussi Dortmund, ale jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Liverpoolem, który nie ukrywał, że jest wielkim fanem talentu Browna.

Klopp zawsze uwielbiał takie kariery - chłopców niepokornych, wyłamujących się ze schematów, postępujących według własnego kodeksu i przy tym wzbudzających ogólną sympatię, a czasem wręcz zachwyt.

Tak samo jest w Szczecinie. Bez względu na to, jak przebiegać będzie tegoroczny turniej, to można być pewnym, że Dustin Brown w swoim piątym starcie w szczecińskim challengerze będzie miał największą rzeszę fanów. ©℗ Wojciech Parada

Podpis: Dustin Brown w swoim pierwszym meczu podczas tegorocznego Pekao Szczeicn Open nie bez trudu pokonał estońskiego kwalifikanta Vladimira Ivanova.

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje