czwartek, 22 lutego 2018.
Strona główna > Sport > Tenis stołowy. Chińczyków bolało ...

Tenis stołowy. Chińczyków bolało ...

Tenis stołowy. Chińczyków bolało ...
Data publikacji: 2015-12-29 21:01
Ostatnia aktualizacja: 2016-01-05 18:31
Wywietleń: 934 77390

Rozmowa z Patrykiem Chojnowskim, tenisistą stołowym Startu Szczecin

W plebiscycie sportowym naszej redakcji najlepszym zawodnikiem niepełnosprawnym w roku 2015 został tenisista stołowy Startu Szczecin Patryk Chojnowski. W kończącym się roku największe sukcesy odniósł we wrześniu, podczas mistrzostw Europy w Vejle w w Danii, wygrywając rywalizację singlistów i walnie przyczyniając się do złotego medalu polskiej drużyny. Poprosiliśmy go o rozmowę, którą rozpoczęliśmy od duńskich mistrzostw.

- Trudniej było wywalczyć złoty medal indywidualnie, czy w drużynie?

- W rywalizacji singlistów początkowo wszystko toczyło się zgodnie z planem i pewnie wygrywałem, ale tak było tylko do finału. W pojedynku o złoto uległem w pierwszym secie, a w drugim przegrywałem już 2:7, więc naprawdę było niewesoło. Rywal chyba nie wytrzymał jednak presji i popełniał sporo własnych, niewymuszonych błędów, dzięki czemu odrobiłem straty, a później przechyliłem szalę na swoją stronę. Bardziej cieszy mnie jednak złoto wywalczone w drużynie, bo bój z Hiszpanami był dramatyczny do samego końca. Niedawno zmieniono regulamin i gra się obecnie do dwóch zwycięstw, a nie do trzech wygranych jak przed laty, więc emocje są jeszcze spotęgowane, bo nie ma czasu na odrabianie ewentualnych strat. Wygrałem swój pojedynek, ale później przegraliśmy debla, więc było 1:1 i o mistrzostwie Europy miał przesądzić pojedynek młodszego ode mnie o 7 lat, zaledwie 18-letniego Igora Misztala. Bardzo mu kibicowałem, denerwując się znacznie więcej niż przy własnej grze, ale za to po sukcesie radość była ogromna.

- Dla szczecińskiego Startu zdobywał pan także medale mistrzostw świata.

- Działo się to w poprzednim roku, w Chinach, gdzie tenis stołowy jest bardzo popularny, a poziom sportowy szalenie wysoki. W finale singla grałem z reprezentantem gospodarzy i zwyciężyłem 3:2, choć w decydującym secie przegrywałem 9:10, a rywal serwował, co jest sporym plusem. Do zwycięstwa Chińczyk potrzebował tylko jednej wygranej piłki, bo teraz gramy do 11 punktów, a nie do 21 jak przed laty. W dramatycznej końcówce byłem górą, a w drużynie, w boju o złoto, Polska także pokonała gospodarzy. To z pewnością Chińczyków bardzo bolało... (mij)

Cały wywiad czytaj w środowym wydaniu Kuriera Szczecińskiego, lub w e - wydaniu.

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
-1
na godz. 18:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jak żyło się w powojennym Szczecinie
Morsy na kąpielisku Głębokie
Dawny Szczecin
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy