czwartek, 23 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)

Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)

Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)
Data publikacji: 2016-08-03 08:57
Ostatnia aktualizacja: 2016-08-03 08:57
Wywietleń: 839 146776

Rozmowa z Michałem Ruciakiem – siatkarzem Espadonu Szczecin

SIATKARZE Espadonu rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Beniaminek Plus Ligi rozpocznie nowy sezon w zupełnie nowym składzie. Będzie w nim roić się od utytułowanych graczy z Polski i zza granicy. Jednym z nich jest 33-letni przyjmujący Michał Ruciak, który po wielu latach powraca w swoje rodzinne strony.

– Nie wszyscy pewnie pamiętają, ale debiutował pan w najwyższej klasie rozgrywkowej w drużynie Morza Bałtyk Szczecin. Pamięta pan ile miał wtedy lat?

– Miałem wtedy 16 lat, a trenerem był Hubert Wagner. Rzeczywiście musiały to być dawne czasy. Graliśmy wtedy jeszcze w starej hali SDS, która przecież pamiętała wiele siatkarskich sukcesów w męskim wydaniu. Później siatkówki w Szczecinie w najwyższym krajowym wydaniu nie było. Wraca po kilkunastu latach a ja cieszę się, że mogą być częścią nowego siatkarskiego projektu, który narodził się w Szczecinie.

– Długo trzeba było pana namawiać na powrót do Szczecina?

– Oferta była konkretna i bardzo interesująca. Nie ukrywam, że ucieszyłem się, jak ją otrzymałem. Było to w połowie maja jakoś dwa tygodnie po zakończeniu poprzedniego sezonu. Perspektywa powrotu w moje rodzinne strony na pewno zadziałała i jestem tu po kilkunastu latach.

– Pochodzi pan jednak ze Świnoujścia?

– Tam się urodziłem, tak rozpocząłem treningi, tam mieszkają moi rodzice i brat. W Szczecinie też mam rodzinę, wujków, mam też sporo znajomych. Czuję, że wracam do dobrze sobie znanego miejsca. W takich okolicznościach zawsze łatwiej o aklimatyzację.

– Nowa drużyna Espadonu będzie raczej takim tworem międzynarodowym. Pan siłą rzeczy stanie się takim szczecińskim emblematem tego klubu w jego pierwszym sezonie gry w Plus Lidze. Czuje pan na sobie dodatkową presję?

– Presją nie nazwałbym tego. To raczej dodatkowy rodzaj mobilizacji. Na pewno przy okazji różnych wydarzeń moja przeszłość będzie przypominana. Pan też teraz o to pyta. Gram już w siatkówkę wiele lat, wiele widziałem i na pewno nie zeżre mnie trema. Podołam powierzonej mi odpowiedzialności.

– Czy duże znaczenie w rozmowach transferowych miał fakt budowania drużyny w oparciu o doświadczonych i utytułowanych graczy?

– Na pewno chciałem wiedzieć, jakie cele stawia sobie klub nie tylko na najbliższy sezon, ale na najbliższe lata. Jak chce się rozwijać, jaką ma wizję. Z naszych rozmów wynikało, że projekt jest ambitny, warty wyzwania. Stać nas na to, żeby sprawić niejedną niespodziankę.

– Jakiś konkretny cel władze klubu stawiają przed drużyną?

– Dotąd takich rozmów nie prowadziliśmy. Nie dyskutowaliśmy o konkretnych miejscach, o sukcesach, czy trofeach, jakie klub chciałby zdobyć. Myślę, że na takie deklaracje jeszcze za wcześnie. Najważniejsze, żeby drużyna się scementowała, żebyśmy stanowili zgraną i zwartą grupę. Przede wszystkim musimy teraz popracować nad naszą tożsamością, a o celach porozmawiamy później.

– Spotkał się pan w drużynie między innymi z Marcinem Miką, z którym byliśmy w drużynie sięgającej po mistrzostwo świata juniorów. Przyszłość pokazała, że selekcja wtedy prowadzona była wzorowo.

– Z tamtej drużyny wypłynęli też inni: Winiarski, Możdżonek, Wlazły. Byliśmy skoszarowani w Szkole Mistrzostwa Sportowego, skupialiśmy się na treningach, nawet zajęcia szkolne przekładane były czasem na soboty, lub niedziele. Wszystko po to, by maksymalnie skoncentrować się na odpowiednim szkoleniu i dało to znakomity efekt. Mocna pozycja polskiej siatkówki, to między innymi dobre szkolenie w SMS, o czym sam się przekonałem.

– Z nimi w drużynie osiągał pan swoje największe międzynarodowe sukcesy już w siatkówce seniorskiej.

– Miałem to szczęście, że byłem w drużynie, która zdobywała tytuł mistrza Europy i brązowy medal mistrzostw Europy. Było to dość dawno temu – w roku 2009 i 2011. Dziś widzimy, że nie jest łatwo powtórzyć tamte osiągnięcia.

– Za kilka dni rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie. Czy te przed czterema laty były dla pana największym sportowym rozczarowaniem?

– Na pewno jechaliśmy do Londynu w roli faworytów. Wygraliśmy w cuglach Ligę Światową i wszyscy spodziewali się, że tak samo będzie w Londynie. Początek był jeszcze dobry. Wygraliśmy z Włochami, ale później było już tylko gorzej. Na pewno nasze oczekiwania były inne. Dla mnie to był jedyny start w igrzyskach. W Pekinie nie byłem, a przed igrzyskami w Atenach brałem udział jedynie w kwalifikacjach. Długo czekałem na ten start, bo dla każdego sportowca już sam udział w igrzyskach to niezapomniane przeżycie. Sukcesu sportowego jednak nie było.

– Dziękuję za rozmowę. ©℗ Wojciech PARADA

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny