niedziela, 18 lutego 2018.
Strona główna > Sport > Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)

Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)

Siatkówka. Ruciaka powrót do domu (ROZMOWA)
Data publikacji: 2016-08-03 08:57
Ostatnia aktualizacja: 2016-08-03 08:57
Wywietleń: 873 146776

Rozmowa z Michałem Ruciakiem – siatkarzem Espadonu Szczecin

SIATKARZE Espadonu rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Beniaminek Plus Ligi rozpocznie nowy sezon w zupełnie nowym składzie. Będzie w nim roić się od utytułowanych graczy z Polski i zza granicy. Jednym z nich jest 33-letni przyjmujący Michał Ruciak, który po wielu latach powraca w swoje rodzinne strony.

– Nie wszyscy pewnie pamiętają, ale debiutował pan w najwyższej klasie rozgrywkowej w drużynie Morza Bałtyk Szczecin. Pamięta pan ile miał wtedy lat?

– Miałem wtedy 16 lat, a trenerem był Hubert Wagner. Rzeczywiście musiały to być dawne czasy. Graliśmy wtedy jeszcze w starej hali SDS, która przecież pamiętała wiele siatkarskich sukcesów w męskim wydaniu. Później siatkówki w Szczecinie w najwyższym krajowym wydaniu nie było. Wraca po kilkunastu latach a ja cieszę się, że mogą być częścią nowego siatkarskiego projektu, który narodził się w Szczecinie.

– Długo trzeba było pana namawiać na powrót do Szczecina?

– Oferta była konkretna i bardzo interesująca. Nie ukrywam, że ucieszyłem się, jak ją otrzymałem. Było to w połowie maja jakoś dwa tygodnie po zakończeniu poprzedniego sezonu. Perspektywa powrotu w moje rodzinne strony na pewno zadziałała i jestem tu po kilkunastu latach.

– Pochodzi pan jednak ze Świnoujścia?

– Tam się urodziłem, tak rozpocząłem treningi, tam mieszkają moi rodzice i brat. W Szczecinie też mam rodzinę, wujków, mam też sporo znajomych. Czuję, że wracam do dobrze sobie znanego miejsca. W takich okolicznościach zawsze łatwiej o aklimatyzację.

– Nowa drużyna Espadonu będzie raczej takim tworem międzynarodowym. Pan siłą rzeczy stanie się takim szczecińskim emblematem tego klubu w jego pierwszym sezonie gry w Plus Lidze. Czuje pan na sobie dodatkową presję?

– Presją nie nazwałbym tego. To raczej dodatkowy rodzaj mobilizacji. Na pewno przy okazji różnych wydarzeń moja przeszłość będzie przypominana. Pan też teraz o to pyta. Gram już w siatkówkę wiele lat, wiele widziałem i na pewno nie zeżre mnie trema. Podołam powierzonej mi odpowiedzialności.

– Czy duże znaczenie w rozmowach transferowych miał fakt budowania drużyny w oparciu o doświadczonych i utytułowanych graczy?

– Na pewno chciałem wiedzieć, jakie cele stawia sobie klub nie tylko na najbliższy sezon, ale na najbliższe lata. Jak chce się rozwijać, jaką ma wizję. Z naszych rozmów wynikało, że projekt jest ambitny, warty wyzwania. Stać nas na to, żeby sprawić niejedną niespodziankę.

– Jakiś konkretny cel władze klubu stawiają przed drużyną?

– Dotąd takich rozmów nie prowadziliśmy. Nie dyskutowaliśmy o konkretnych miejscach, o sukcesach, czy trofeach, jakie klub chciałby zdobyć. Myślę, że na takie deklaracje jeszcze za wcześnie. Najważniejsze, żeby drużyna się scementowała, żebyśmy stanowili zgraną i zwartą grupę. Przede wszystkim musimy teraz popracować nad naszą tożsamością, a o celach porozmawiamy później.

– Spotkał się pan w drużynie między innymi z Marcinem Miką, z którym byliśmy w drużynie sięgającej po mistrzostwo świata juniorów. Przyszłość pokazała, że selekcja wtedy prowadzona była wzorowo.

– Z tamtej drużyny wypłynęli też inni: Winiarski, Możdżonek, Wlazły. Byliśmy skoszarowani w Szkole Mistrzostwa Sportowego, skupialiśmy się na treningach, nawet zajęcia szkolne przekładane były czasem na soboty, lub niedziele. Wszystko po to, by maksymalnie skoncentrować się na odpowiednim szkoleniu i dało to znakomity efekt. Mocna pozycja polskiej siatkówki, to między innymi dobre szkolenie w SMS, o czym sam się przekonałem.

– Z nimi w drużynie osiągał pan swoje największe międzynarodowe sukcesy już w siatkówce seniorskiej.

– Miałem to szczęście, że byłem w drużynie, która zdobywała tytuł mistrza Europy i brązowy medal mistrzostw Europy. Było to dość dawno temu – w roku 2009 i 2011. Dziś widzimy, że nie jest łatwo powtórzyć tamte osiągnięcia.

– Za kilka dni rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie. Czy te przed czterema laty były dla pana największym sportowym rozczarowaniem?

– Na pewno jechaliśmy do Londynu w roli faworytów. Wygraliśmy w cuglach Ligę Światową i wszyscy spodziewali się, że tak samo będzie w Londynie. Początek był jeszcze dobry. Wygraliśmy z Włochami, ale później było już tylko gorzej. Na pewno nasze oczekiwania były inne. Dla mnie to był jedyny start w igrzyskach. W Pekinie nie byłem, a przed igrzyskami w Atenach brałem udział jedynie w kwalifikacjach. Długo czekałem na ten start, bo dla każdego sportowca już sam udział w igrzyskach to niezapomniane przeżycie. Sukcesu sportowego jednak nie było.

– Dziękuję za rozmowę. ©℗ Wojciech PARADA

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
3
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jak żyło się w powojennym Szczecinie
Morsy na kąpielisku Głębokie
Dawny Szczecin
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy