piątek, 24 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Piłka ręczna. Powrót po pięciu miesiącach (ROZMOWA)

Piłka ręczna. Powrót po pięciu miesiącach (ROZMOWA)

Piłka ręczna. Powrót po pięciu miesiącach (ROZMOWA)
Data publikacji: 2017-03-21 17:03
Ostatnia aktualizacja: 2017-03-21 17:03
Wywietleń: 81 225732

Rozmowa z Wojciechem Zydroniem, skrzydłowym Sandry SPA Pogoń Szczecin

W sobotnim meczu superligi piłkarzy ręcznych, w którym Sandra SPA Pogoń Szczecin pokonała Meble Wójcik Elbląg 32:24, na boisku po 5-miesięcznej przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi pojawił się skrzydłowy Wojciech Zydroń, który swój pierwszy tegoroczny występ uświetnił 6 bramkami, w tym czterema z rzutów karnych, które egzekwował ze 100-procentową skutecznością.

– Co było początkiem problemów z kolanem?

– Pamiętam dokładnie, że 25 października podczas meczu w Szczecinie z Wisłą ORLEN-em Płock, po ostrym starciu z rywalem poczułem silny ból w prawym kolanie. Diagnoza lekarska o uszkodzeniu łękotki była błyskawiczna i prawie od razu trafiłem na chirurgiczny stół. Zabieg przeszedł pomyślnie, rozpocząłem rehabilitację i byłem już gotowy wystąpić w meczu Pucharu Polski z Gwardią w Koszalinie, ale podczas rozgrzewki noga zaczęła mnie boleć. Po badaniach okazało się, że ponownie uszkodziłem łękotkę, ale tym razem w innym miejscu niż w październiku i niezbędny stał się kolejny zabieg chirurgiczny, który przeszedłem w styczniu.

– Czy z nogą już jest wszystko w porządku?

– Nie dostałem jeszcze zielonego światła od lekarza na grę, ale postanowiłem wystąpić na własne ryzyko, by zobaczyć jak ta moja noga wygląda. Ciężko jeszcze coś mówić po 15-minutowym zaledwie występie. W czasie meczu nic mnie nie bolało i czułem się bardzo dobrze, ale to normalne, bo adrenalina z superligi swoje zrobiła. Na drugi dzień czułem jednak kolano, na którym pojawił się obrzęk. Cały czas przechodzę rehabilitację i będę się starał powoli wejść w rytm meczowy. Mam nadzieję, że będę w stanie wystąpić w najbliższym, sobotnim pojedynku ze Stalą Mielec, który rozpocznie się o godzinie 18 w hali przy ulicy Twardowskiego. Trudno mi na razie jednak prognozować, kiedy moja noga będzie w pełni sprawna.

– Woli pan grać na Twardowskiego czy w Azoty Arenie?

– Można występować i tu i tu, lecz są to całkiem inne klimaty. Hala na Szafera jest ładna i duża, ale na Twardowskiego jest dla odmiany bardziej kameralnie i lepszy kontakt z kibicami, o nogi których niemal się ocieram biegając po skrzydle.

– Do końca sezonu zasadniczego pozostały trzy kolejki. Jakie są szanse waszego zespołu na awans do play-offów?

– Gramy jeszcze ze Stalą Mielec, Gwardią Opole i Górnikiem Zabrze, więc wszystkie mecze za dwa punkty i sześć oczek do zdobycia. Mamy obecnie piąte miejsce gwarantujące grę w barażowym dwumeczu o play-off z czwartym zespołem i dwa punkty przewagi nad szóstym w naszej Granatowej Grupie KPR-em Legionowo. Przed rywalami dwa mecze za dwa punkty i jeden za trzy, więc matematycznie, jeśli wszystko wygramy, to nie damy się dogonić. Nie będzie jednak łatwo wygrać trzech spotkań, ale w sporcie wszystko jest możliwe.

– W jakiej formie są pańscy koledzy?

– Mamy teraz dobrą passę zwycięstw, ale powiem nieskromnie, że ja tak właśnie prognozowałem, że gdy powrócą do zdrowia kontuzjowani i drużyna się dotrze, to przestaniemy być przysłowiowym chłopcem do bicia.

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗ (mij)

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny