sobota, 23 września 2017.
Strona główna > Sport > Piłka ręczna. Porażka porażce nierówna (ROZMOWA)

Piłka ręczna. Porażka porażce nierówna (ROZMOWA)

Piłka ręczna. Porażka porażce nierówna (ROZMOWA)
Data publikacji: 2016-02-01 08:25
Ostatnia aktualizacja: 2016-02-01 12:06
Wywietleń: 1220 115382

Rozmowa z Januszem Brzozowskim - najbardziej utytułowanym szczecińskim piłkarzem ręcznym

Klęska polskich piłkarzy ręcznych podczas zakończonych w niedzielę mistrzostw Europy wywołała wielką falę wręcz histerycznych reakcji. Nikt nie mógł się spodziewać takiego blamażu, dlatego zabrakło nawet skali porównawczej tego, co wydarzyło się w najważniejszym meczu turnieju - z Chorwacją w minioną środę.

- Czy w pana karierze zdarzyło się kiedyś przegrać równie sromotnie ? - zapytaliśmy Janusza Brzozowskiego, najbardziej utytułowanego piłkarza ręcznego w dziejach szczecińskiej piłki ręcznej, medalisty olimpijskiego i mistrzostw świata.

- Grałem w reprezentacji przez 8 lat, ale takiej klęski nie przeżyłem. To już nawet nie chodzi o rozmiary porażki, które były wręcz niespotykane, ale o ogromny szok, jaki wszyscy przeżyliśmy. Spodziewaliśmy się zupełnie czegoś innego. Liczyliśmy na medal, a nawet na mistrzostwo, a spotkała nas tak surowa lekcja pokory.

- W pana karierze też się jednak zdarzały przykre momenty. Jakie były te najbardziej pamiętne ?

- Na pewno dużym rozczarowaniem były Igrzyska Olimpijskie w Moskwie. Jechaliśmy tam w roli jednego z faworytów. To były trochę inne czasy, wtedy na świecie liczyły się praktycznie tylko państwa europejskie i głównie z bloku socjalistycznego. ZSRR, NRD, Jugosławia, Węgry, Rumunia i my. W fazie grupowej zremisowaliśmy z Węgrami, a z NRD przegraliśmy różnicą jednej bramki. Wtedy straciliśmy szanse na medal. Nie da się jednak tego porównać z tym, co zaserwowali nam podczas ostatnich mistrzostw Europy obecni reprezentanci.

- Pana pokolenie mogło tylko pomarzyć, by grać w tak pięknych halach i przy tak dużym zainteresowaniu publiczności i mediów.

- Wtedy tego nie było, graliśmy w małych, wąskich salkach, a teraz każdy mecz reprezentacji traktowany jest, jak wielkie narodowe wydarzenie. Tego obecnym reprezentantom naprawdę szczerze zazdroszczę. Jeżeli jednak nie sprosta się oczekiwaniom, to trzeba też być przygotowanym na huraganową wręcz krytykę. Taka nastąpiła po meczu z Chorwacją i ja ją rozumiem.

- W nagłówkach gazet pojawiały się takie tytuły, jak Wstyd, czy Patałachy. Środowisko sportowe zaatakowało dziennikarzy. Mają rację ?

- Słowa patałachy nie użyłbym, bo jest to obraźliwe. Natomiast wstyd był i do tego nie czepiałbym się. Jestem przekonany, że nasi reprezentanci po meczu z Chorwacją czuli właśnie wstyd. Bo przegrać różnicą 14 goli, stracić tych goli 22 w jednej połowie i 8 z rzędu, to rzeczywiście wstyd i nie ma się co obrażać. Trzeba odczekać, pozbierać się psychicznie i dobrze przygotować się do olimpijskich kwalifikacji. Jeszcze wszystkiego w tym roku nie przegraliśmy, choć trudno będzie zapomnieć o tym, co wydarzyło się w Krakowie.

- Czy optymizm nie był zbyt duży ? Przecież Chorwacja, to czołowa drużyna świata od wielu lat, a nam udało się ją w ważnym turnieju pokonać tylko raz - w ubiegłym roku.

- W Krakowie mogliśmy nawet przegrać, ale nawet takiego przywileju nie wykorzystaliśmy. Oczywiście, że Chorwacja jest znakomitym zespołem, ale turniej pokazał, że inne, nawet dużo słabsze teoretycznie drużyny grały od nas zdecydowanie lepiej. Przecież nawet w pierwszej fazie turnieju wygraliśmy z Macedonią i Serbią różnicą jednej bramki. Długo z nimi przegrywaliśmy. Jedna, lub dwie akcje w drugą stronę i nie wyszlibyśmy z grupy. Mecz z Francją całkowicie zamazał prawdziwy obraz drużyny. Nie wiem, czy wina jest zawodników, czy trenera, ale wnioski nasuwają się fatalne.

- Już podczas towarzyskiego turnieju przed mistrzostwami Europy przegraliśmy z Hiszpanią równie sromotnie, jak z Chorwacją i zdobyliśmy w całym meczu zaledwie 12 bramek. Wtedy zbagatelizowano ten fakt. To był jednak chyba wyraźny sygnał, że coś w tej drużynie nie funkcjonuje. Jak pan uważa ?

- Każdy sygnał trzeba traktować poważnie. Nawet, jak dzieje się to w meczu towarzyskim. To nie była gra kontrolna podczas zgrupowania, ale oficjalny mecz międzypaństwowy na kilka dni przed mistrzostwami Europy. Wtedy nie chcieliśmy zauważać, że coś z tą drużyną dzieje się złego. Mecz z Chorwacją to potwierdził i pokazał wszystkie mankamenty tej drużyny. To nie był przypadek.

- Ta sama drużyna w ubiegłym roku wywalczyła medal mistrzostw świata.

- I nikt nie pamięta już okoliczności tamtego sukcesu. Wtedy też wygraliśmy dwa mecze różnicą jednej bramki - z przeciwnikami wcale nie topowymi, bo z Argentyną i Rosją. Można powiedzieć, że mieliśmy dużo szczęścia, trafiliśmy na słabszy dzień Chorwatów i znaleźliśmy się w strefie medalowej. Nie chcę odbierać tego, co nasi chłopcy tam osiągnęli, ale staram się znaleźć racjonalne uzasadnienie tego, co się wydarzyło w Krakowie i wygląda na to, że nasze oczekiwania były zdecydowanie na wyrost.

- Mówi się, że Chorwacja znakomicie nas rozpracowała. Odcięła od skrzydeł i zastosowała wysoką obronę. Całkowicie nas tym sparaliżowała. Zgadza się pan z taką opinią ?

- Zgadzam się, ale my też mogliśmy zastosować jakąś sensowną taktykę. Kto bronił naszym trenerom w umiejętnym rozpracowaniu rywala ? Trzeba było zrobić to lepiej i skuteczniej. Skoro nie wychodziło nam w pierwszej połowie, bo już od 20 minuty widać było, że szykuje się totalna katastrofa, to trzeba było znaleźć plan naprawczy. Przerwę wzorowo wykorzystali rywale, którzy wzmocnili jeszcze defensywę, a my graliśmy bez żadnego planu i wyglądało tak, jakby brakowało nawet ambicji. Fatalne wrażenie.

- Gdzie jeszcze popełniliśmy błędy ?

- Nasza gra opierała się praktycznie na czterech zawodnikach: Bieleckim, Jureckim, Syprzaku i Szmalu. Bielecki i Jurecki odsunięci zostali od strefy, a Syprzak przez to nie otrzymywał piłek. Szmal natomiast nie miał wiele do powiedzenia przy kontrach rywali. To kolejny element, który w naszej drużynie kompletnie nie funkcjonował. Dziś gra opiera się na żelaznej defensywie i kontrze. U nas wyglądało to zupełnie odwrotnie. Nastawieni byliśmy na atak pozycyjny i siłę rzutów Bieleckiego i Jureckiego. Gdy rywal wyłączył ich z gry, to nie mieliśmy już żadnych argumentów.

- W strefie medalowej zabrakło też Francji i Danii. Możemy z tego powodu czuć się trochę lepiej ?

- Francja rzeczywiście zawiodła, ale przecież ta drużyna wygrywa w ostatnich latach wszystko, co się da, więc jeden słabszy turniej może jej się zdarzyć. Natomiast Dania walczyła o pierwszą czwórkę do samego końca. Przegrała z Niemcami minimalnie. Powtarzam jeszcze raz, że przegrać można zawsze, porażki są wkalkulowane w sport, ale nie wolno przekraczać pewnych granic, a polska reprezentacja to uczyniła.

- Polska piłka ręczna wiele lat budowała swoją renomę. Czy jednym meczem z Chorwacją ją zburzyła ?

- Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Dziś nasza Superliga toczy się pod dyktando dwóch eksportowych drużyn, w których pierwszoplanowe role odgrywają cudzoziemcy, a ich zmiennikami są Polacy i to w dość zaawansowanym wieku. Gdzie mamy zatem szukać potencjalnych następców ? Taki Konitz grał przez trzy lata w Szczecinie i spełniał się pod względem sportowym, a po przenosinach do Płocka jest jednym z małych trybików i on ma później być ratunkiem dla polskiej reprezentacji ? Rozumiem, że kluby mają swoje cele i są niezależne, ale chciałbym też, żeby więcej szans w naszych topowych klubach otrzymywali zdolni polscy zawodnicy. Później, gdy dochodzi do decydujących spotkań na szczeblu reprezentacji, to okazuje się, że liczyć możemy tylko na Jureckiego i Bieleckiego. Dzieje się tak już od wielu lat. Najchętniej to skorzystalibyśmy jeszcze z Tkaczyka, który zrezygnował z gry w reprezentacji. W sporcie nie wystarczy wygrywać. Trzeba umieć zwyciężać w meczach decydujących, a my rok temu nie potrafiliśmy tego zrobić z Katarem, a obecnie skompromitowaliśmy się z Chorwacją.

- Dziękuję za rozmowę. ©℗ Wojciech Parada

Komentarze

czap
Bardzo ciekawy wywiad, może poza ostatnim dość głupawym zdaniem - "Trzeba umieć zwyciężać w meczach decydujących, a my rok temu nie potrafiliśmy tego zrobić z Katarem...". Naprawdę?
2016-02-01 11:30:49
kibic piłkarski
Bardzo trafne spostrzeżenia
2016-02-01 09:36:29

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Elektryczny autobus w zajezdni
Wielkie latawce na niebie
Korki na Sczanieckiej
Poprzedni Następny

Nekrologi