środa, 24 stycznia 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Wychowanek Chemika podporą Lechii

Piłka nożna. Wychowanek Chemika podporą Lechii

Piłka nożna. Wychowanek Chemika podporą Lechii
Data publikacji: 2016-11-04 16:02
Wywietleń: 118 167671

24-LETNI Rafał Janicki jest podporą nie tylko defensywy, ale też całej drużyny Lechii Gdańsk, sobotniego rywala piłkarzy Pogoni Szczecin w szlagierowo zapowiadającym się spotkaniu 14. kolejki piłkarskiej ekstraklasy.

Lider tabeli podejmuje najlepszą drużynę października, a osoba Rafała Janickiego powoduje, że spotkanie nabiera dodatkowego wymiaru. Rafał Janicki jest wychowankiem Chemika Police. Dziś śmiało można stwierdzić, że jednym z najsłynniejszych, jeżeli nie najbardziej renomowanym graczem tego klubu w jego historii.

W polickim klubie zaczął grać w wieku 8 lat. Było lato, kiedy na boiskach Belgii i Holandii rozgrywane były piłkarskie mistrzostwa Europy. Rafał ma brata bliźniaka Michała. Obaj jednocześnie rozpoczęli treningi w Policach.

– Od zawsze występowałem na środku obrony – wspomina R. Janicki. – Michał też był obrońcą, ale nie powodowało to sytuacji, że musieliśmy ze sobą rywalizować. To był jeszcze czas, kiedy środkowi obrońcy nie występowali w jednej linii obok siebie. Ja byłem tym ustawionym bliżej bramkarza, a Michał tak zwanym forstoperem. Nie musieliśmy zatem rywalizować.

16-letni debiutant

Rafał Janicki do pierwszej drużyny Chemika trafił w wieku 16 lat. Chemik występował wówczas w II lidze – tej samej, w której grała Pogoń. Cele obu klubów były jednak inne. Pogoń miała awansować i uczyniła to, natomiast Chemik grał o utrzymanie i nie udało mu się tego dokonać.

– Wiadomo, że od dziecka kibicowałem Pogoni – wspomina R. Janicki. – Jeździłem z Polic na mecze Pogoni, kibicowałem jej, śledziłem wszystkie wyniki. Marzyłem, żeby kiedyś zagrać przy ul. Twardowskiego. Tak się złożyło, że swój drugi mecz na poziomie seniora rozegrał w wieku niespełna 17 lat przeciwko właśnie Pogoni.

Liczył na to, że dobra gra zaowocuje tym, że ktoś z Pogoni go zauważy, da szansę, zaproponuje transfer. Nic takiego jednak się nie zdarzyło. Pogoń miała wówczas jasno sprecyzowane cele. Trzeba było przede wszystkim awansować, a pomóc w tym mogli piłkarze doświadczeni i ograni. Janicki, jak wielu innych utalentowanych graczy z regionu do takich się nie zaliczał.

– Nasz mecz z Pogonią był ostatnim, kiedy oba kluby spotkały się na tym samym szczeblu rozgrywek i chyba nigdy się już taka sytuacja nie powtórzy – ocenia R. Janicki. – Na trybunach był komplet, przegraliśmy 1:3, ale chyba nie zawiodłem. Nikt z Pogoni jednak nie był zainteresowany moją osobą.

W Pogoni grali Kołc i Dymek

Przypomnijmy, że w Pogoni wówczas parę środkowych obrońców tworzyli tacy piłkarze, jak: Piotr Kołc i Marcin Dymek, o których trudno dziś powiedzieć, że zrobili zawrotne kariery. Raczej poza szczebel trzeciej klasy rozgrywkowej już nie wyszli.

Chemik w tamtym czasie prowadził bardzo dobre szkolenie. Rafał Janicki nie był jedynym utalentowanym piłkarzem wywodzącym się z tego klubu. W reprezentacji Polski juniorów grał też inny środkowy obrońca, młodszy od Janickiego o rok Michał Kołodziejski. O dwa lata młodsi koledzy wywalczyli natomiast w roku 2011 tytuł mistrzów Polski juniorów młodszych.

Nic zatem dziwnego, że grającym regularnie na boiskach III ligi Rafałem Janickim, a także Michałem Kołodziejskim (dziś podpora III-ligowego Świtu Skolwin) zainteresowały się kluby ekstraklasy. Pierwszy, który wyraził chęć współpracy, był Ruch Chorzów, a konkretnie Bogusław Pietrzak, który praktycznie wydrenował szczeciński rynek piłkarski.

– Pojechałem na testy do Chorzowa razem z Michałem Kołodziejskim i wystąpiłem w dwóch meczach Młodej Ekstraklasy – wspomina R. Janicki. – Spotkałem tam wielu kolegów z Salosu. W meczu przeciwko Lechowi Poznań grało ich aż pięciu: Starzycki, Lisowski, Flis, Korzeniewski i Szubert. Znaliśmy się z meczów w kadrze województwa, ale nie zostałem w Chorzowie na dłużej.

Wyłączył Rengifo

Janicki zagrał w meczach przeciwko Lechowi i Koronie. W tym pierwszym spotkaniu musiał zmierzyć się z doświadczonym Hernanem Rengifo. To był wtedy najlepszy napastnik Lecha, ale został odesłany do drużyny Młodej Ekstraklasy, bo nie chciał przedłużyć kontraktu. Janicki doświadczonego napastnika praktycznie wyłączył z gry. W tamtej drużynie Lecha grało też trzech piłkarzy, którzy później trafili do Pogoni: Wojciech Golla, Mateusz Szałek i Kamil Drygas.

Bogusław Pietrzak i inni obserwatorzy meczu byli Janickim zachwyceni. Już układali mu karierę w Ruchu. Szykowali się właśnie do sprzedaży do Polonii Warszawa Macieja Sadloka, a w jego miejsce miał właśnie wskoczyć do składu 17-letni wówczas Janicki.

Młody piłkarz wracał w rodzinne strony i otrzymał wiadomość, że ma się stawić do Gdańska. W Lechii spotkał się z zupełnie innym przyjęciem.

– W Ruchu miałem być jedynie aspirantem do gry w pierwszej drużynie – opowiada 
R. Janicki. – Nikt mi niczego nie obiecywał, żadnego kontraktu, jedynie treningi z drużyną Młodej Ekstraklasy i miejsce w internacie. W Lechii było inaczej. Zaproponowano mi umowę, w wieku 18 lat wskoczyłem do pierwszej drużyny, same treningi bardzo dużo mi dały i dość szybko zadebiutowałem w ekstraklasie.

Debiut na Traugutta

Sezon 2010/11 był ostatnim, kiedy Lechia grała na starym stadionie przy ul. Traugutta. Janicki zdążył jeszcze na nim zadebiutować, choć był ciągle jeszcze juniorem. Lechia grała z Wisłą zmierzającą do tytułu mistrza Polski, a Janicki w bloku defensywnym był jedynym polskim piłkarzem. Szansę debiutu dał mu trener Tomasz Kafarski.

– To był trudny dla mnie sezon, bo przez cały jego czas trenowałem z pierwszą drużyną, jeździłem na mecze, jako rezerwowy i nie grałem zbyt wiele nawet w rezerwach. W kolejnym sezonie zacząłem już grać w wyjściowym składzie regularnie i tak jest do dziś.

Janicki jest w Lechii już siódmy sezon. Zdążył już trafić nawet do pierwszej reprezentacji Polski, ale na wspólnym zgrupowaniu na razie się skończyło. Mimo młodego wieku bywał już kapitanem drużyny Lechii, a mecze przeciwko Pogoni tylko na samym początku wywoływały u niego dodatkowe emocje.

– Tak było podczas naszych pierwszych konfrontacji – ocenia R. Janicki. – Dziś odczuwam dodatkowe emocje tylko przy okazji meczów rozgrywanych w Szczecinie, bo wiem, że jest obecna rodzina, znajomi, no i ten stadion wciąż ten sam cały czas na mnie jeszcze działa. Poza tym nie odczuwam jakiegoś sentymentu, minęło zbyt wiele czasu, a ja tak naprawdę z Pogonią nie miałem nigdy nic wspólnego. Nigdy nie otrzymałem z tego klubu żadnej oferty, nawet wtedy gdy kończył mi się kontrakt w Lechii i podpisywałem następny. ©℗ Wojciech PARADA

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
4
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Bicie rekordu w spinningu rowerowym
Światełko do nieba 2018
Wielkie granie na Łasztowni
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy