poniedziałek, 20 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Transfery po szczecińsku

Piłka nożna. Transfery po szczecińsku

Piłka nożna. Transfery po szczecińsku
Data publikacji: 2017-10-26 21:24
Ostatnia aktualizacja: 2017-10-27 21:43
Wywietleń: 2044 298417

Jarosław Fojut, Tomasz Hołota i Adam Gyurcso byli rezerwowymi w meczu Pogoni z Termaliką, natomiast Mate Cincadze nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych.

Dwaj pierwsi już od jakiegoś czasu nie znajdują uznania w oczach trenera Macieja Skorży. Ten pierwszy od ponad miesiąca, natomiast ten drugi od ponad dwóch miesięcy.

Cincadze od początku sezonu postrzegany jest przez szkoleniowca jako gracz głębokich rezerw. To nie pierwszy raz, kiedy zabrakło go w kadrze meczowej.

Cała czwórka, to piłkarze pozyskani przez Pogoń w ciągu ostatnich dwóch lat. Hołota i Cincadze, to wzmocnienia ostatniego roku. Każdy z tych piłkarzy pozyskany został z klubu zagranicznego i każdy z nich stanowi obecnie ogromne rozczarowanie.

Każdy z tych piłkarzy miał być realnym wzmocnieniem drużyny, jeszcze niedawno słyszeliśmy, że Pogoń będzie pozyskiwać w okienku transferowym mało piłkarzy, ale każdy z nich wyprowadzi drużynę na wyższy poziom.

Jeżeli jednak aż czterech piłkarzy znajduje się poza pierwszą jedenastką, to już nie można mówić o wzmocnieniach, ani nawet uzupełnieniach.

To są transferowe porażki, choć nie każdy z tych czterech przypadków jest jednakowy i nie każdy zapowiadał się na transferowy niewypał od początku.

Świetny początek Fojuta

Jarosław Fojut przychodził do Pogoni latem 2015 roku. Podpisał kontrakt na dwa lata i pierwsze pół roku miał znakomite. Świetnie wkomponował się w zespół, z miejsca stał się jednym z liderów, ale trwało to bardzo krótko.

W przerwie zimowej sezonu 2015/16 Jarosław Mroczek przedłużył kontrakt z Fojutem, choć ten miał ważną umowę jeszcze przez 1,5 roku.

Nowy kontrakt miał obowiązywać przez trzy lata po wypełnieniu pierwszej umowy. Pogoń zatem w momencie złożenia podpisów związała się umową z 28-letnim piłkarzem aż na 4,5 roku i teraz ma czego żałować.

Przyszłość pokazała, że runda jesienna roku 2015 okazała się jedyną dobrą w wykonaniu doświadczonego obrońcy. Czesław Michniewicz zaproponowanym sposobem grania umiał wykorzystać potencjał Fojuta, który przy grze bardziej odważnej, wyżej od własnego pola karnego popełnia rażące błędy wynikające z ewidentnych piłkarskich ograniczeń, których w Pogoni przy podpisywaniu drugiej umowy nikt nie dostrzegł.

Fojut w obecnym sezonie zagrał tylko w czterech meczach, w każdym z nich Pogoń przegrała, w każdym traciła gole, w dwóch ostatnich nawet po trzy. Co ciekawe, w trzech z tych czterech spotkań Fojut był kapitanem. To jednoznacznie wskazuje, jak bardzo opaska kapitańska została w Pogoni zdewaluowana poprzez brak w drużynie indywidualności.

Gyurcso po raz pierwszy na ławce

Po raz pierwszy w obecnym sezonie w roli rezerwowego wystąpił Adam Gyurcso. Rozpoczynał już spotkanie jako dubler w meczu pucharowym z Bytovią, ale w spotkaniu ligowym za kadencji Macieja Skorży dopiero po raz pierwszy.

W styczniu miną dwa lata odkąd 26-letni Węgier jest piłkarzem Pogoni. Nikt w klubie nie spodziewał się, że węgierski skrzydłowy osiądzie w Szczecinie na tak długo.

Z każdą kolejną rundą klub ma z tego coraz mniej pożytku, bo piłkarz gra coraz gorzej, a coraz mocniej cierpi na tym z powodów finansowych.

Gyurcso przyszedł do Pogoni jako wolny zawodnik, ale doskonale wiadomo, że na piłkarskim rynku nie ma wolnych transferów. Piłkarze z kartą na ręku kosztują równie dużo jakby trzeba było za nich zapłacić, jedynie odbiorcy tych kwot się zmieniają.

Pogoń liczyła na wyrównanie strat i pokrycie kosztów utrzymania drogiego piłkarza spektakularnym transferem. Dziś nie ma szans, by piłkarzem zainteresował się jakikolwiek poważny klub, zawodnik ma ważny kontrakt do połowy 2019 roku i jeżeli do tego czasu nie zostanie sprzedany, to wciąż będzie sowicie opłacany przez Pogoń.

Zbliża się niechlubna rocznica

Jeżeli Gyurcso w najbliższym czasie nie przełamie swojej strzeleckiej niemocy, to 19 listopada obchodzić będziemy okrągły rok od chwili, gdy piłkarz zdobył swoją ostatnią bramkę z akcji. Od tego czasu rozegrał 39 spotkań, przeważnie w wyjściowym składzie i bardzo często w pełnym wymiarze czasowym.

Tomasz Hołota miał zastąpić w Pogoni Mateusza Matrasa, ale to piłkarz o zupełnie innej charakterystyce, bardziej do rozbijania ataków rywala. Matras umiał jeszcze piłkę rozegrać, świetnie grał głową, było jasne, że trudno go będzie zastąpić, jednak nie spodziewano się, że Pogoń pozyska piłkarza kompletnie do ekstraklasowych wyzwań nieprzygotowanego.

Klub zasugerował się dość bogatym piłkarskim CV, a nie wziął pod uwagę, że Hołota przez ostatni rok praktycznie nie grał, bo znalazł się na piłkarskim marginesie w klubie rozpaczliwie broniącym się przed spadkiem z II Bundesligi.

Pogoń nie wyciągnęła wniosków z wypożyczenia Nadira Ciftciego, który też przyszedł do Pogoni po długiej przerwie w grze. Wciąż jednak na osobach decydujących o transferach w Pogoni wrażenie robią zagraniczne kluby, które miały na swojej liście płac piłkarzy, na których skusił się szczeciński klub. Arminia Bielefeld, czy Celtic Glasgow, to ewidentnie markowe kluby, jednak przy pozyskiwaniu piłkarzy przynależność do nich nie powinna mieć żadnego znaczenia.

W Pogoni jak w Arminii

Kariera Hołoty w Pogoni jest bliźniaczo podobna do tej, jaką przeszedł w Arminii. W niemieckim klubie zagrał w wyjściowym składzie w pierwszych czterech meczach i to wystarczyło, by przekonać się o dość kiepskiej piłkarskiej wartości piłkarza. Później do podstawowej jedenastki już nie wrócił, choć zdołał zaliczyć jedną asystę.

Pogoń jednak chciała się o tym przekonać na własnej skórze i co się okazało? Hołota zagrał w szczecińskiej drużynie w wyjściowym składzie też w pierwszych czterech meczach, po czym piłkarz stracił miejsce w składzie, by wrócić do wyjściowej jedenastki tylko na jeden mecz. Żadnego zaskoczenia być zatem nie powinno, Hołota w Szczecinie jest tak samy przydatny, jak w swoim poprzednim klubie.

Mate Cincadze, to przykład najbardziej spektakularny, bo spośród wszystkich wymienionych graczy za niego trzeba było jeszcze zapłacić. Pogoń wydała na gruzińskiego 22-latka 100 tys. euro i co za to otrzymała? Piłkarz zagrał dotąd w 13 meczach, w 9 w wyjściowym składzie, nie ma na koncie ani gola, ani asysty.

165 minut Cincadze

W obecnym sezonie Cincadze tylko dwa razy wyszedł na boisko w podstawowym składzie, spędził na boiskach ekstraklasy zaledwie 165 minut. Pogoń zatrudniła piłkarza mającego nawet problem z wyróżnianiem się w meczach drużyny III-ligowych rezerw, oceniła zawodnika na podstawie występów w słabej lidze gruzińskiej.

Obecna sytuacja Pogoni wynika też ze zdecydowanie słabszej postawy piłkarzy, od których oczekiwano, że będą brać na siebie ciężar gry. Z czterech wymienionych zawodników aż trzech nie występuje w podstawowym składzie już od dawna, nie jest to zatem przypadek, to są głównie zawodnicy uzupełniający kadrę pierwszego zespołu, a pozyskiwano ich w kontekście autentycznych wzmocnień, co wiązało się oczywiście też z określonymi sumami wynikającymi z umów kontraktowych. ©℗ Wojciech PARADA

Fot. R. Pakieser

Komentarze

BartR
Prawda Panie. Ale Skorża powinien zostać. Do końca kontraktu, nawet jeśli koniec miałby być o klasę rozgrywkową niżej.
2017-10-27 20:59:43

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny

Nekrologi