piątek, 22 września 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Sportowe wyzwania Bartosza Ławy (ROZMOWA)

Piłka nożna. Sportowe wyzwania Bartosza Ławy (ROZMOWA)

Piłka nożna. Sportowe wyzwania Bartosza Ławy (ROZMOWA)
Data publikacji: 2017-03-16 12:02
Ostatnia aktualizacja: 2017-03-16 12:10
Wywietleń: 226 224085

Rozmowa z Bartoszem Ławą, piłkarzem Chemika Police

Podczas nadchodzącego weekendu zainaugurowane zostaną rozgrywki piłkarskiej V ligi, a transferowym hitem w tej klasie rozgrywkowej było pozyskanie przez Chemika Police dwóch byłych piłkarzy Pogoni Szczecin, Bartosza Ławy (jesienią Vineta Wolin) i Ediego Andradiny (ostatnio Mewa Resko).

– Co zadecydowało o pańskim odejściu z III-ligowej Vinety Wolin? – zapytaliśmy Bartosza Ławę

– Wcześniej podjąłem decyzję, że po zakończeniu rundy jesiennej rozstaję się z klubem z Wolina, bo nie dam już rady grać dla Vinety na satysfakcjonującym poziomie. Mam już swoje lata, a z wiekiem przychodzą inne priorytety. Nie ukrywam, że główną przeszkodą były dalekie podróże do Wolina oraz na III-ligowe wyjazdy.

– Dlaczego postanowił pan kontynuować karierę w Chemiku Police?

– To zasługa… Pogoni Szczecin, która w ubiegłym roku podpisała umowę patronacką z polickim klubem. Bardzo długo Dariusz Adamczuk, Maciej Stolarczyk i Robert Kolendowicz namawiali mnie, bym pomógł Chemikowi, aż w końcu się zgodziłem pograć przez pół sezonu. Dalej w przyszłość nie wybiegam, a o tym co będzie później, zdecyduję w lipcu.

– Oprócz pana Chemika wzmocnił także drugi były portowiec, Edi Andradina, lecz nie widzieliśmy go w sparingach…

– Powinien jednak wiosną grać w Chemiku, ale to jego proszę pytać o tę sprawę. Dodam tylko, że on skierował się w stronę Polic z podobnego powodu co ja, czyli za sprawą Pogoni.

– Jaki cel postawiono przed pana nowym zespołem?

– Chcemy walczyć o awans, a nasze apetyty uzasadnia dobra pozycja wyjściowa po jesieni i kontakt punktowy z miejscami premiowanymi awansem. Przyznam jednak, że niezbyt dobrze znam V-ligowe realia i jest pewna niewiadoma. Przedsezonowe sparingi ze Świtem Skolwin i Przodkowem wypadły bardzo dobrze, co nastrajało nas optymistycznie, ale przegrany mecz Pucharu Polski z Kluczevią okazał się dla nas zimnym prysznicem.

– Jak Chemik prezentuje się pod względem organizacyjnym?

– Jest to zasłużony klub, kierowany przez kompetentnych ludzi i dobrze zorganizowany, a z tego co wiem, nie ma zaległości finansowych, stanął na nogi po krachu jakim było wycofanie się z III ligi. Współpraca z Grupą Azoty i z Pogonią też wpływa na możliwości Chemika, którego stać na grę wyżej niż V liga.

– Co słychać u V-ligowych rywali?

– Po I rundzie prowadzą rezerwy Błękitnych Stargard i Rega Trzebiatów, a my jesteśmy za nimi na III miejscu. W czołówce są też szczecińskie kluby, czyli prowadzona przez byłego piłkarza Pogoni, Radosława Bilińskiego Stal, oraz odmłodzona Arkonia. Z tego klubu odeszło czterech doświadczonych zawodników i w nieelegancki sposób pozbyto się mojego kolegi, trenera Arkadiusza Kondraciuka, którego zastąpili Robert Jurszo i Tomasz Brzozowski. Postaram się pokazać włodarzom Arkonii, że popełnili błąd…

– Spogląda pan na tabelę IV ligi, o awans do której walczycie?

– Już przed tygodniem IV-ligowcy rozpoczęli wiosenne rozgrywki, a zdecydowanym liderem jest Energetyk Gryfino. W czołówce są także dwa kluby szczecińskie, Hutnik i Jeziorak. Ten pierwszy, prowadzony przez byłego piłkarza Pogoni Szczecin, Arkadiusza Jarymowicza, wypożyczył zimą Mateusza Kowalczyka z Chemika i Mateusza Gejdyka z Morzycka Moryń, a na inaugurację zremisował z Dębem Dębno. Natomiast ekipie z Załomia udało się utrzymać czołowego strzelca Mateusza Chlibyka, którego zimą kusił Świt Skolwin, ale przed tygodniem Jeziorak uległ na wyjeździe Polskiemu Cukrowi Kluczevii, która ma słodkiego sponsora o czym świadczy nazwa.

– Ciężko nam było się skontaktować, a pana koledzy mówili, że to dlatego, iż trenuje pan jazdę rowerem przed zawodami triathlonu, które mają się odbyć 6 maja na Majorce…

– To prawda, bo zamierzam na tej hiszpańskiej wyspie wystartować w Triathlonowej Ćwiartce, w której trzeba przepłynąć półtorej kilometra, 40 kilometrów przejechać rowerem i 10 kilometrów przebiec. Po zakończeniu wysokiego piłkarskiego wyczynu przed dwoma laty, postanowiłem szukać nowych wyzwań, by być w ruchu i pierwszy wybór padł na siatkonogę oraz… półmaratony. Właśnie niedawno przebiegłem taki w Barcelonie, gdzie pojechałem z grupą przyjaciół, a w gronie tym byli także znani z piłkarskich boisk: Olgierd Moskalewicz, Robert Kolendowicz i Tomasz Podobas. Niedługo, bo już 2 kwietnia wystartuję w kolejnym półmaratonie; tym razem bliżej, bo w Berlinie. Natomiast w triathlonie majowy występ na Majorce będzie moim debiutem w tej trudnej dyscyplinie.

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗

(mij)

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Elektryczny autobus w zajezdni
Wielkie latawce na niebie
Korki na Sczanieckiej
Poprzedni Następny

Nekrologi