sobota, 25 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Przypominamy ostatnią wygraną w Gliwicach

Piłka nożna. Przypominamy ostatnią wygraną w Gliwicach

Piłka nożna. Przypominamy ostatnią wygraną w Gliwicach
Data publikacji: 2016-08-19 20:34
Ostatnia aktualizacja: 2016-08-19 20:34
Wywietleń: 106 149158

Pogoń w sobotę gra w Gliwicach. Ostatni raz wygrała tam 35 lat temu. Przypominamy ten mecz, który zaważył na przyszłości obu klubów. Zarówno Piast, jak i Pogoń rywalizowały wtedy o awans do ekstraklasy.

2 maja na stadionie Śląskim w Chorzowie polska reprezentacja wygrała z NRD 1:0 znacznie zbliżając się do awansu na finały mistrzostw świata w Hiszpanii. W tym samym dniu w Gliwicach odbywał się mecz na szczycie w drugiej lidze.

Do końca sezonu pozostawało siedem kolejek, a Piast miał nad Pogonią trzy punkty przewagi (za zwycięstwo przyznawano wówczas dwa punkty). Wygrywając z podopiecznymi Jerzego Kopy praktycznie zapewniał sobie awans. W Szczecinie mało kto wierzył w dobry wynik. Pogoń w poprzedniej kolejce niespodziewanie przegrała u siebie ze Stilonem Gorzów 3:4.

- Kibice może zwątpili, ale drużyna jechała do Gliwic z mocnym postanowieniem wygranej - wspomina Andrzej Rynkiewicz, wtedy kierownik drużyny. - Na stadionie obecnych było 15 tys. ludzi.

Nigdy wcześniej ani później mecz Piasta nie zgromadził w Gliwicach tylu kibiców. Na Śląsk przyjeżdżały kolumny samochodów i autokarów - wszyscy na eliminacyjny mecz z NRD. W oczekiwaniu na spotkanie reprezentacji, wielu kibiców postanowiło obejrzeć mecz w Gliwicach.

- Pogoń pokazała wtedy swoją wielkość i wszystkie atuty - kontynuuje A. Rynkiewicz. - Na skrzydłach znakomicie grali: Janusz Turowski i Dariusz Krupa, a piękną bramkę zdobył Zbigniew Stelmasiak.

W bramce Pogoni bronił wtedy Zbigniew Długosz. Zajął miejsce Marka Szczecha, który w spotkaniu ze Stilonem zawalił ewidentnie przy jednej z bramek. To nie była jedyna zmiana na newralgicznej pozycji.

Trener Kopa nie bał się niebanalnych rozwiązań personalnych. W defensywie postawił na 22-letniego Krzysztofa Jędrzejewskiego kosztem słabo grającego ze Stilonem Leszka Piekarczyka.

- Marek puścił gola między nogami z 5 metrów - wspomina Z. Długosz. - W bramce Piasta stał wówczas jego brat. Media z tego powodu miały świetny temat, ale trener Jerzy Kopa zrobił im psikusa. Zawsze, gdy coś się waliło, to stawiał na mnie. Tak zrobił i tym razem.

Trener Kopa długo opracowywał taktykę na tamten mecz. Dokonał kilku roszad w składzie, a drużyna przystąpiła do spotkania maksymalnie zmotywowana.

- Nasza taktyka była jak na tamte czasy misterna - kontynuuje Z. Długosz. - Mieliśmy w składzie kilku piłkarzy świetnie wyszkolonych. Trener nakazał nam długie utrzymywanie się przy piłce na swojej połowie, wciąganie przeciwnika w naszą strefę obronną i szybkie uruchamianie naszych skrzydłowych: Krupę i Turowskiego. Wszystko wypaliło perfekcyjnie, rozegraliśmy kapitalne zawody i wygraliśmy pewnie i zasłużenie.

Gdyby portowcy stracili w tamtym spotkaniu jakieś punkty, to ich szanse na awans zmalałyby do minimum.

- Wiedzieliśmy o tym, ale nas to nie sparaliżowało - kontynuuje Długosz. - Atmosfera w drużynie prowadzonej przez Jerzego Kopy zawsze była bojowa - wtrąca A. Rynkiewicz. - Nikt nie wątpił w sukces, choć łatwo nie było.

Pogoń grała w tamtym meczu w składzie: Długosz – Stańczak, Kozłowski, Jędrzejewski, Czepan – Biernat (72, Szostakowski), Kasztelan, Krawczyk – Turowski (85, Woronko), Stelmasiak, Krupa.

Gole: Stelmasiak (17), Krupa (40), Turowski (85). (par)

Podpis: Zbigniew Kozłowski i Zbigniew Długosz grali w pamiętnym meczu w Gliwicach rozegranym 35 lat temu.

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny

Nekrologi