sobota, 21 kwietnia 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Pogoń - Wisła: wspomnienia i anegdoty

Piłka nożna. Pogoń - Wisła: wspomnienia i anegdoty

Piłka nożna. Pogoń - Wisła: wspomnienia i anegdoty
Data publikacji: 2015-08-20 09:32
Wywietleń: 1038 13113

W piątek Pogoń podejmuje na własnym boisku Wisłę Kraków. W historii potyczek obu klubów było wiele zaciętych i pamiętnych spotkań. W czwartek pierwsza część wspomnień. W piątek druga, ta nowsza.

Wisła Kraków, to jeden z najbardziej utytułowanych i zasłużonych polskich klubów. Swoje największe sukcesy odnosi od końca ubiegłego wieku. Wcześniej klub nie zawsze spełniał określone nadzieje i oczekiwania. Dla Pogoni od samego początku wzajemnych kontaktów był to zespół niewygodny, wygrywający nadspodziewanie łatwo i często.

Po raz pierwszy obie drużyny zmierzyły się w roku 1959. Pogoń była wówczas beniaminkiem. Wisła nie spisywała się też dobrze. Na mecie sezonu wyprzedziła portowców tylko dwoma punktami, ale w bezpośrednich konfrontacjach nie pozostawiła cienia złudzeń. Najwyższe porażki Pogoń poniosła właśnie z Krakusami. U siebie przegrała 0:3, a na wyjeździe 0:4.

- Wisła miała świetnych obrońców - wspomina Eugeniusz Ksol, obrońca Pogoni w tamtym czasie.

Fryderyk Monica i Władysław Kawula byli podporami drużyny „Białej Gwiazdy" przez kilkanaście lat. Ten drugi do dziś pozostaje rekordzistą pod względem ilości rozegranych spotkań w barwach Wisły. Zaliczył ich dokładnie 329.
 
0:5 u siebie
 
W następnym sezonie portowcom udało się nie przegrać w Krakowie. Tam padł remis 2:2. W Szczecinie znów jednak doszło do pogromu. Wisła ograła portowców aż 5:0.

- Mieliśmy wtedy bardzo zły okres - kontynuuje E. Ksol. - Przegrywaliśmy często nie tylko z Wisłą, ale aż tak wysoko to z nikim.

Na pierwsze zwycięstwo portowcy czekali aż do ostatniej kolejki rundy jesiennej roku 1963. Szczecinianie przystępowali do spotkania podbudowani wygranymi derbami z Arkonią Szczecin 1:0, ale Wisły się obawiali, bo pamiętali kilka klęsk z lat poprzednich. Wtedy jednak odkuli się za wszystkie czasy. Wygrali 6:0.

- Graliśmy szybciej i odważniej - wspomina Bogdan Maślanka, obrońca Pogoni. - Na trybunach było ponad 30 tys. widzów, a my po każdej następnej bramce chcieliśmy strzelić kolejną, by jak najmocniej zrewanżować się za wcześniejsze wpadki.

Końcówka sezonu nie zapowiadała wielkich emocji. Na dwie kolejki przed końcem dwaj spadkowicze byli niemal pewni: Arkonia Szczecin i właśnie Wisła. Pogoń jednak niespodziewanie przegrała u siebie derby z Arkonią 1:2, a Wisła pokonała na wyjeździe walczącą o tytuł wicemistrza Polski Odrę Opole 4:2. Odra w żadnym innym spotkaniu nie przegrała tak wysoko, a Wisła we wszystkich pozostałych spotkaniach wyjazdowych strzeliła rywalom zaledwie 8 goli.
 
Zwycięski remis na Reymonta
 
O tym, który z zespołów: Wisła, czy Pogoń spadnie do drugiej ligi miał zadecydować bezpośredni mecz Wisły i Pogoni przy ul. Reymonta w Krakowie. Portowców urządzał remis, a Wisła musiała wygrać.

Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wisła po raz pierwszy w swojej historii spadła do drugiej ligi, a bezpośrednio przyczyniła się do tego Pogoń. Jednym z piłkarzy w tamtym meczu był Andrzej Trywiański.

- Mecze w Krakowie toczyły się zawsze w specyficznej atmosferze - mówi A. Trywiański. - Wiślacki hymn śpiewany był po spotkaniu, kiedy piłkarze schodzili do szatni. W czasach panowania Gomułki jego działanie było szczególnie silne. Tylko na Wiśle śpiewano hymn.

- Bylismy wtedy blisko wygrania - dodaje Bogdan Maślanka. - Sam miałem nawet dobrą sytuację, ale nie zdołałem dojść do piłki i ta przeszła obok słupka.


Dla Bogdana Maślanki mecz skończył się dramatycznie.

- Zderzylem sie przy kornerze głowami i nastąpiło złamanie łuku jarzmowego. Po powrocie do Szczecina bylem operowany w szpitalu na Piotra Skargi i później dość długo pauzowałem.
 
Zespół niespełnionych nadziei
 
Wisła po roku powróciła do ekstraklasy i grała w niej nieprzerwanie ponad 20 lat. W roku 1967 zdobyła puchar Polski, ale najlepszą drużynę miała w latach 70.

- To był zespół niespełnionych nadziei - tłumaczy Henryk Wawrowski, piłkarz Pogoni w tamtych czasach, który wielu piłkarzy Wisły znał ze wspólnych zgrupowań kadry Kazimierza Górskiego, a następnie Jacka Gmocha.

1 maja 1974 roku jak zwykle hucznie obchodzony był dzień pracy, ale prócz tego swoją kolejkę ligową rozgrywali pierwszoligowcy. Pogoń podejmowała zespół z Krakowa. Wisła była mocną drużyną, ale nikt nie przypuszczał, że trener Kazimierz Górski powoła do reprezentacji aż pięciu jej piłkarzy. Na finały mistrzostw świata pojechali: Antoni Szymanowski, Adam Musiał, Kazimierz Kmiecik, Marek Kusto i Zdzisław Kapka. Dwaj ostatni mieli zaledwie po 20 lat, a Kapka zakończył sezon z koroną króla strzelców.

- My broniliśmy się wtedy przed spadkiem - wspomina H. Wawrowski. - W podobnej sytuacji była połowa ligi. Potrafiliśmy się jednak zmobilizować na mecze z dobrymi drużynami. Wisłę ograliśmy wtedy 3:1 i był to mecz przerywający jakąś niezbyt fortunną passę.
 
Krakowska młodzież
 
Wcześniej Wisła triumfowała we wzajemnych konfrontacjach z Pogonią w pięciu potyczkach z rzędu. Już wtedy znana była ze znakomitej pracy z młodzieżą. Praktycznie wszyscy jej piłkarze wywodzili się z krakowskich klubów, a wielu z nich to wychowankowie.

- To właśnie wtedy zaczęto mówić o słynnej krakowskiej szkole - kontynuuje H. Wawrowski. - Wisła słynęła z gry ładnej dla oka, wymieniała mnóstwo podań. To była taka nasza polska Barcelona z tą różnicą, że wtedy nikt jeszcze nie wiedział o Messim i jego pokoleniu.

Wisła w latach 1975 i 76 zdobywała tytuł mistrza Polski juniorów. To wtedy piłkarskiej Polsce pokazali się tacy piłkarze, jak: Jan Jałocha, Krzysztof Budka, Adam Nawałka, czy Andrzej Iwan.

- Wisła była klubem o wielkich możliwościach, ale też wielkich zmarnowanych szans - zaznacza H. Wawrowski.

O tym, że Wisła ma ogromny potencjał świadczyły jej występy w europejskich pucharach. W roku 1976 wyeliminowała z rozgrywek o puchar UEFA słynny Celtic Glasgow, a z RWD Molenbeck przegrała dopiero po serii rzutów karnych.
 
Gol 17 letniego Iwana
 
Pogoń w sezonie 1976/77 potrafiła jednak z Wisłą nie przegrać. W Krakowie w inauguracyjnym meczu zremisowała 1:1, a w rewanżu na stadionie w Szczecinie wygrała 2:1. Honorowego gola dla pokonanych zdobył wtedy zaledwie 17 letni Iwan i była to jego pierwsza bramka w ekstraklasie.

W roku 1978 Wisła wywalczyła mistrzostwo Polski i świetnie reprezentowała polski futbol w pucharze Europy, dochodząc do ćwierćfinału. W rozgrywkach ligowych prezentowała się jednak kiepsko.

- Wygraliśmy wtedy u siebie 3:0 - przypomina H. Wawrowski. - Piłkarze Wisły byli mocno rozczarowani przegranym ćwierćfinałem z Malmoe.

Ta wygrana zapoczątkowała kapitalny serial sześciu wygranych z rzędu z krakowskim zespołem, choć nie uchroniła portowców od spadku z ekstraklasy.

- Taki był wtedy poziom naszej ekstraklasy - uważa H. Wawrowski. - Ćwierćfinalista pucharu Europy potrafił przegrać 0:3 ze spadkowiczem.
 
Portowcy wyżej nie wygrali już z Wisłą nigdy. ©℗ Wojciech Parada

Druga część wspomnień z udziałem drużyn Wisły i Pogoni w piątek na stronie 24kurier.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
15
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zakwitły szczecińskie magnolie
Potańcówka w filharmonii z paprykarzem i oranżadą
Maszerowali dla życia
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy