wtorek, 24 kwietnia 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Legia - Pogoń. Wspomnienia i anegdoty (cz. 4)

Piłka nożna. Legia - Pogoń. Wspomnienia i anegdoty (cz. 4)

Piłka nożna. Legia - Pogoń. Wspomnienia i anegdoty (cz. 4)
Data publikacji: 2015-11-08 08:07
Ostatnia aktualizacja: 2015-11-08 08:07
Wywietleń: 1216 36151

Pogoń w niedzielę kończy pierwszą część sezonu zasadniczą mocnym uderzeniem. W Warszawie zechce pokonać miejscową Legię po raz pierwszy od 32 lat.

Legia Warszawa jest klubem, z którym piłkarze Pogoni rozegrali najwięcej spotkań w ekstraklasie. Wygrywała jednak w co ósmym spotkaniu, a na wyjeździe w co dziesiątym. To Legia była zawsze faworytem potyczek pomiędzy obu ekipami - nawet w czasach, kiedy portowcy byli wyżej w tabeli.

Szczecińscy kibice niewątpliwie mają w pamięci mecz z sierpnia 2000 roku. Prowadzona przez Franciszka Smudę Legia chciała zastopować w Szczecinie kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa zespół prowadzony przez Edwarda Lorensa i z Radosławem Majdanem w roli kapitana drużyny.

W licznych wywiadach Majdan najczęściej wspomina mecz z Legią Warszawa (1:1), rozegrany w sierpniu 2000 roku, jako jeden z najbardziej pamiętnych w jego karierze. Szczeciński stadion pękał w szwach już na kilka godzin przed meczem.

Niepowtarzalna atmosfera

Wychowanek Pogoni obronił rzut karny, pobito rekord Polski w ilości rzuconych serpentyn. Nigdy wcześniej, ani nigdy później nie było już tak wspaniałej atmosfery na szczecińskim obiekcie.

- Kibice wypełnili tłumnie trybuny stadionu już trzy, cztery godziny przed meczem - wspomina grający w tamtym spotkaniu przez kwadrans Ferdinand Chi Fon. - Nigdy już później nie grałem przed taką publicznością.

- Czuliśmy się trochę, jak gladiatorzy, wychodzący na arenę walki - wspomina Radosław Majdan.

- To było spotkanie wyjątkowe dla kibiców, ale dla mnie mało przyjemne - wspomina Robert Dymkowski, napastnik Pogoni.
 

W pierwszej połowie przy stanie 1:0 dla Pogoni, goście wykonywali rzut wolny. Piłkę w pole karne wrzucił Piekarski, a Zieliński padł na murawę, jak ścięty. Nikt nie widział przewinienia, zobaczył je sędzia Ryszard Wójcik.

- Jacek zachował się wtedy po cwaniacku - mówi Dymkowski. - Ja rzeczywiście trzymałem go za koszulkę, jednak nie tak mocno, by go przewrócić. Nie miał już szans na dojście do piłki i wywrócił się.

Majdan uratował Dymkowskiego

Dymkowskiego i całą drużynę uratował jednak Majdan, który wybronił strzał Sylwestra Czereszewskiego.

- Potem miałem jeszcze dogodną okazję, ale nie wykorzystałem jej - kontynuuje Dymkowski. - Po przerwie na boisko już nie wyszedłem.

Na  krótko do Legii trafił najbardziej utalentowany wychowanek Pogoni, jaki pojawił się w ostatnich latach - Kamil Grosicki. W roku 2007 piłkarz został sprzedany za 250 tys. euro. Całość stała się łupem Antoniego Ptaka, który najwięcej zarobił na piłkarzach wychowanych w Pogoni, a nie w uwielbianych przez niego w Brazylii.
 

Wcześniej Grosicki niespodziewanie odmówił wyjazdu na zgrupowanie, a następnie na finały młodzieżowych mistrzostw świata.

- To dla mnie niezrozumiałe - mówił trener, Michał Globisz. - Przecież ci piłkarze nigdy już być może nie będą mieli okazji zagrać przeciwko Brazylii, czy Argentynie, gdzie wystąpują tacy gracze, jak: Pato, Jo, czy Aguerro.

Grosicki nie żałował swojej decyzji i cieszył się z kontraktu w Legii. Przeciwko Argentynie - już w pierwszej reprezentacji zagrał cztery lata później. Warszawa oszołomiła go, a przed piłkarzem otwierały się coraz to nowe jej wątpliwe atrakcje.

- W kasynie po raz pierwszy byłem w wieku 17 lat. Było to jeszcze w Szczecinie - wspomina K. Grosicki.

Spotkanie z trenerami

W Warszawie wpadł w nałóg bez reszty.

- Chodziłem do kasyn codziennie. Przegrywałem po kilkanaście tysięcy złotych jednej nocy. Gdy nie miałem pieniędzy, to patrzyłem, jak inni grają.
 

Grosicki radził sobie w Legii coraz lepiej. Zdobył swoją pierwszą bramkę, wygrał rywalizację na prawej pomocy z Radovicem. Po wielu miesiącach o ciekawej historii przypomniał sobie Jacek Magiera - jeden z trenerów Legii, opiekujący się młodymi graczami Legii.

- Kiedyś spotkaliśmy z Janem Urbanem na lotnisku w Warszawie Grosickiego udającego się do Szczecina. Stanowczo zakazaliśmy mu wyjazdu. Tej samej nocy byliśmy w jednym ze szczecińskich klubów nocnych i spotkaliśmy tam ... Grosickiego. Nasze zdumienie było ogromne, ale jeszcze większe piłkarza. ©℗ Wojciech Parada

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
7
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Fontanna przy deptaku trysnęła kolorami
Zakwitły szczecińskie magnolie
Potańcówka w filharmonii z paprykarzem i oranżadą
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy