wtorek, 26 września 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Kolekcjoner tytułów

Piłka nożna. Kolekcjoner tytułów

Piłka nożna. Kolekcjoner tytułów
Data publikacji: 2016-02-15 09:40
Ostatnia aktualizacja: 2016-02-15 09:40
Wywietleń: 1014 120136

Rozmowa z Vladimirem Dwaliszwilim - piłkarzem Pogoni Szczecin

Vladimir Dwaliszwili trafi do Pogoni pod koniec letniego okna transferowego Miał wzmocnić siłę ofensywną portowców. Jesienią nie spełniał jednak oczekiwań. Grał słabo, zdobył tylko dwie bramki. Do rundy wiosennej przygotowywał się bez zakłóceń. Omijały go kontuzje, w sparringach był najskuteczniejszym piłkarzem Pogoni. Oczekiwania wobec niego są zatem spore.

- Pogoń sprowadziła pana do Szczecina w charakterze gwiazdy. Ma pan świadomość tego, że jesienią nie spełnił oczekiwań ?

- Mam i zapewniam jednocześnie, że obecnie jestem w zdecydowanie wyższej formie. Moja słabsza dyspozycja brała się z kilku powodów. Przyjechałem do Szczecina, gdy sezon już trwał. Drużyna miała za sobą sześć, lub siedem spotkań, miała określony styl, sposób grania, a ja musiałem się odpowiednio wpasować. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze i przytrafiła mi się paskudna kontuzja. Wyeliminowała mnie z gry na kilka spotkań, w tym czasie nie trenowałem, czułem się gorzej fizycznie i już do końca sezonu nie zdołałem się odbudować. Wiosną będzie na pewno lepiej.

- Oczekiwania wobec pana są takie, że ma pan być w drużynie siłą napędową w przedniej formacji, tak jak Murawski w drugiej linii, a Fojut w defensywie. Wymagania wobec pana są większe, jak wobec wychowanków.

- Zdaję sobie z tego sprawę i jestem gotowy, by udźwignąć ten ciężar. Gram już w piłkę wiele lat i znajdowałem się w podobnych sytuacjach. Nigdy nie miałem problemów z aklimatyzacją. Ta runda jesienna była specyficzna. Nawet gdy byłem już zdrowy, to nie dostawałem wielu szans. Oczywiście wiem, że skład ustala trener, ale trudno zaprezentować się dobrze, jak dostaje się 20, albo 30 minut. To za mało.

- Ma pan dopiero 30 lat, ale od 1,5 roku zdobył w ligowych meczach tylko cztery gole. Jest pan w stanie być tak skuteczny, jak za swoich najlepszych lat ?

- Na pewno tak. Przed wyjazdem z Legii do duńskiego Odense niemal w każdym sezonie zdobywałem powyżej 10 goli. Nie miałem z tym problemów. Najlepiej szło mi podczas mojego pierwszego sezonu w Izraelu. Do końca walczyłem o koronę króla strzelców i byłem bliski jej wywalczenia. Ostatecznie wyprzedził mnie jeden zawodnik. To jednak nie jest ważne. Ważne jest to, by gole pomagały drużynie wygrywać. Tytuł króla strzelców nic nie znaczy, jeżeli drużyna nie wygrywa.

- Do Pogoni przyszedł pan, jako piłkarz bardzo utytułowany. Chyba nie było jeszcze w Pogoni piłkarzy, którzy trafiali tu, jako pięciokrotni mistrzowie trzech różnych krajów.

- To kapitalna sprawa wygrywać mistrzostwo kraju bez względu na to, jaki to kraj. Wszędzie jest radość i podniosły nastrój. Oczywiście nieco inaczej świętowaliśmy tytuł w mojej rodzinnej Gruzji, a jeszcze inaczej w Maccabi Hajfie i Legii Warszawa. W Izraelu kibice wręcz oszaleli ze szczęścia. Podobnie było w Legii.

- Kiedy wywalczył pan pierwszy tytuł ?

- To było w Dynamie Tbilisi. Miałem zaledwie 19 lat. Byłem piłkarzem na dorobku, ale już wtedy strzelałem gole. Nie byłem piłkarzem podstawowym, ale dostawałem sporo szans.

- Zanim trafił pan do Pogoni, to zawsze grał w klubach bardzo medialnych, rywalizujących o najwyższe cele. Pogoń takim klubem nie jest, dopiero aspiruje do wysokich celów.

- Rozpatrując ofertę Pogoni brałem pod uwagę fakt, jacy piłkarze tam grają. Znałem przecież polską ligę i orientowałem się, którzy piłkarze zasługują na uznanie i szacunek. Nie zwracałem uwagi na medialność klubu, jego wcześniejsze dokonania, ale na realną perspektywę. Gdybym brał pod uwagę ostatnie osiągnięcia, to wybrałbym Wisłę, która też złożyła mi ofertę, a która w ostatnich latach na pewno pod względem osiągnięć bije Pogoń na głowę. Wybrałem jednak Szczecin, bo jest tu ambitny klub z ambitnymi celami.

- Przed przyjazdem do Polki grał pan w Izraelu, czyli lidze dla nas trochę egzotycznej, jednak to z Maccabi Hajfa występował pan w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Lidze Europejskiej.

- Byłem wtedy piłkarzem dużo młodszym i wydawało mi się, że dzięki grze w Lidze Mistrzów mogę się pokazać innym europejskim klubom. Nasza drużyna miała niewiele do powiedzenia w starciach z takimi drużynami, jak Bayern Monachium, Girondins Bordeaux, czy Juventus Turyn, ale to wtedy właśnie miałem wiele ofert z klubów Serie A. Najbardziej chciała mnie Parma, transfer był naprawdę blisko, ale coś stanęło na przeszkodzie, podejrzewam, że Maccabi zażądała zbyt dużej sumy odstępnego. W każdym z sześciu meczów grałem wtedy w wyjściowym składzie. W żadnym nie strzeliliśmy jednak choćby jednej bramki, ale w pięciu przegrywaliśmy tylko po 0:1.

- Grając przeciwko tak mocnym klubom mierzył się pan pewnie z defensorami najwyższej klasy. Jacy to byli obrońcy ?

- W Bayernie grali wtedy: Demichelis i van Buyten, a Juventusie Cannavaro i Chiellini, natomiast w Schalke 04 Hoewedes i Metzelderm. Nie mam jakiejś szczególnie dobrej pamięci, ale kilku z nich chyba było mistrzami świata. Oczywiście, że trudno mi było ich przechytrzyć, oszukać, ale w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej grałem w dwóch edycjach i na pewno wiele skorzystałem, jako piłkarz.

- Polski zespół nie grał już w fazie grupowej Ligi Mistrzów 20 lat. Jak udało się tam dostać drużynie z Izraela ?

- Nie było łatwo, szczególnie we wstępnej fazie eliminacji z kazachskim Aktobie. W pierwszym meczu zremisowaliśmy na wyjeździe 0:0, ale w rewanżu przegrywaliśmy po kwadransie już 0:3 i mało kto wtedy wierzył, że może nas spotkać w tym meczu jeszcze coś przyjemnego. Wygraliśmy jednak 4:3, a ja zdobyłem dwa ostatnie gole, które przypieczętowały nasz awans. Później wyeliminowaliśmy jeszcze Salzburg i też zdobyłem gola.

- Lubi pan zatem grać pod presją ?

- Każdy piłkarz musi umieć radzić sobie z presją. Grałem w klubach, których ciśnienie ze strony kibiców jest bardzo duże. W Pogoni też tak jest. Piłkarz, który nie umie sobie z tym poradzić, to nie osiągnie nigdy żadnego sukcesu.

- W reprezentacji Gruzji rozegrał pan ponad 30 spotkań, ale sukcesów żadnych pan nie odniósł. Czego brakuje waszej drużynie ?

- W Gruzji jest wielu dobrych piłkarzy, grających w renomowanych klubach europejskich. Za słabą mamy ligę. Trudno w niej dobrze przygotować się i zabłysnąć na tyle, by wyjechać do dobrego zachodniego klubu, bo tylko tam można się rozwijać i stawiać sobie dodatkowe i bardziej ambitne cele. Nasza reprezentacja ponadto zawsze grała zbyt defensywnie. Grając przeciwko Niemcom, czy innej silnej drużynie z góry skazujemy siebie na niepowodzenie.

- W poniedziałek pierwszy mecz w tym roku z Koroną Kielce. To w spotkaniu z tym zespołem debiutował pan w Pogoni. Pamięta pan ?

- Doskonale pamiętam. W piątek podpisałem kontrakt, a w sobotę już zagrałem. Mogłem nawet strzelić gola, ale piłka po moim uderzeniu głową trafiła w słupek. Wtedy jeszcze nie myślałem, że na swojego pierwszego gola w Pogoni będę czekał tak długo.

- Dziękuję za rozmowę. ©℗ Wojciech Parada

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Elektryczny autobus w zajezdni
Wielkie latawce na niebie
Korki na Sczanieckiej
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje