sobota, 18 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Jak szczecinianie radzili sobie z Realem i Borussią

Piłka nożna. Jak szczecinianie radzili sobie z Realem i Borussią

Piłka nożna. Jak szczecinianie radzili sobie z Realem i Borussią
Data publikacji: 2016-08-25 21:47
Ostatnia aktualizacja: 2016-08-26 10:19
Wywietleń: 932 149754

Legia Warszawa zagra w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów z Realem Madryt, Borussia Dortmund i Sportingiem Lizbona. To grupa bardzo mocna, niezwykle medialna i atrakcyjna dla kibiców. Ci nie zawsze mają okazję podziwiać rywalizację polskich drużyn przeciwko tak renomowanym ekipom.

W przeszłości w takich spotkaniach mieliśmy kilka szczecińskich akcentów. W latach 70 ubiegłego wieku jednym z najlepszych piłkarzy Stali Mielec był Krzysztof Rześny. Zanim stał się w Mielcu piłkarzem dużego formatu, to próbował w latach 60 przebijać się do drużyny Pogoni Szczecin

- Krzysiek był za grzecznym chłopcem - mówi o swoim młodszym koledze Andrzej Trywiański, zawodnik Pogoni. - Pochodził z tamtych stron i zdecydował się na powrót, będąc jeszcze nastolatkiem.

Rześny w Pogoni rozegrał zaledwie dwa mecze, natomiast ze Stali trafił nawet do reprezentacji Polski i brał udział w legendarnym meczu z Anglią w Chorzowie w roku 1973 zakończonym zwycięstwem polskiej drużyny 2:0

Zientara prowadził Stal przeciwko Realowi

Jesienią w roku 1976 mielczanie w meczu I rundy Pucharu Europy mierzyli się ze słynnym Realem Madryt z takimi piłkarzami w składzie, jak: Camacho, del Bosque, Breitner, czy Santillana. Trenerem Stali był natomiast Edmund Zientara, który w latach 1972-75 prowadził Pogoń Szczecin.

Niewiele brakowało, aby piłkarzem Stali został Henryk Wawrowski, w latach 70 ikona szczecińskiego klubu, wielokrotny reprezentant Polski. Ostatecznie piłkarz nie skorzystał z oferty mistrza Polski i pozostał w Szczecinie. Tym samym przeszły mu koło nosa potyczki ze słynnym Realem Madryt.

Stal pierwszy mecz z Realem grała dwa tygodnie po potyczce z Pogonią w Szczecinie. Wtedy padł remis 0:0. Pogoń nie wykorzystała szansy, że mistrzowie Polski nie byli jeszcze w najwyższej formie.

- Pierwsze dwa mecze w sezonie Stal przegrała, ale z nami udało jej się zremisować - wspomina Zbigniew Kozłowski, wtedy obrońca Pogoni Szczecin. - Przerwaliśmy passę czterech z rzędu porażek z tą drużyną u siebie, ale czuliśmy niedosyt. Zabrakło odwagi.

Rześny przed szansą

Stal dwa tygodnie po tym meczu przegrała u siebie z Realem 1:2, a w rewanżu 0:1. W tym drugim meczu znakomitej szansy na zdobycie gola nie wykorzystał Rześny.

- Nie przestraszyliśmy się renomowanego rywala - opowiada Rześny. - Szkoda, że nie zagraliśmy odważniej, bo mogliśmy uzyskać lepszy wynik.

Stal miała wtedy jeszcze innych znakomitych piłkarzy, którzy nie osiągali takich sukcesów międzynarodowych, jak ich reprezentacyjni koledzy, ale też zasługiwali na uznanie.

- Taki Hnatio palił 40 papierosów dziennie, a mimo to biegał po boisku i praktycznie nie zatrzymywał się - przypomina Zbigniew Kozłowski.

Hnatio w roku 1975 uznany został za odkrycie piłkarskie w Polsce. Grał z Kozłowskim w reprezentacji młodzieżowej.

- Znałem się jeszcze z Ryszardem Perem, z którym w młodzieżówce tworzyliśmy blok obronny - przypomina Kozłowski.

Majdan i Stolarczyk na Santiago Bernabeu

Po raz kolejny polski klub mierzył się z Realem 18 lat później. Wisła Kraków w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów mierzyła się z królewskim klubem i oczywiście była w tej konfrontacji bez szans. Przegrała dwukrotnie – 0:2 u siebie i 1:3 na wyjeździe.

Wstydu nie było, ale szans na wyrównaną rywalizację też nie. W składzie Realu byli tacy piłkarze, jak: Roberto Carlos, Beckham, Figo, Zidane, Raul, czy Ronaldo. Trenerem natomiast był Jose Camacho, który 18 lat wcześniej był piłkarzem tego klubu podczas rywalizacji ze Stalą Mielec.

W bramce Wisły występował wówczas wychowanek Pogoni Szczecin Radosław Majdan. W rewanżowym meczu na Santiago Bernabeu w obecności 70 tys widzów grał obecny dyrektor sportowy Pogoni Szczecin, a niegdyś też piłkarz i trener Maciej Stolarczyk, który po swojej stronie boiska toczył boje ze słynnym Beckhamem i grającym ofensywnie prawym obrońcą Salgado.

Stolarczyk może mieć tą satysfakcję, że druga połowa meczu w Madrycie zakończyła się remisem 1:1, a on grał tylko w drugich 45 minutach.

Pogoń lepsza od Borussi

Borussia Dortmund natomiast w roku 1983 napotkała na swojej drodze piłkarzy Pogoni Szczecin. W Brugge rozgrywany był w bardzo mocnej obsadzie turniej towarzyski z udziałem gospodarzy, PSV Eindhoven i Borussi Dortmund.

Pogoń pojechała na ten turniej trochę przypadkowo. Polski futbol liczył się wtedy bardzo. Polska była trzecią drużyną świata, a Widzew w roku 1983 grał w półfinale Pucharu Europy.

Z Brugge przyszło zaproszenie dla polskiej drużyny klubowej i pierwotnie miała jechać Gwardia Warszawa. To był wtedy klub milicyjny, ale drużyna powoli rozpadała się, odszedł między innymi Dariusz Dziekanowski do Widzewa. Z okazji skorzystała Pogoń i wyjechała na turniej.

- Mieliśmy wtedy najsilniejszą drużynę w historii klubu – opowiada trener portowców Eugeniusz Ksol. - W pucharze Intertoto wygrywaliśmy z Werderem Brema, FC Malmoe, St. Gallen, a w Brugge najpierw pokonaliśmy gospodarzy 2:0, a następnie w finale Borussię 1:0. (par)

 

 

Komentarze

Co by bylo gdyby szefa Kosobuckiego nie bylo no co?
Szef Kosobucki to ten co jest na zawsze najwieksza legenda Pogoni bo ten klub wtedy jak go tworzyl i nim potem kierowal byl najlepszym klubem pilkarskim w Polsce.Mial swoja kopie w bylym szefie UEFA szwedzie Lenartssonie ale byl moim zdaniem lepszy. od niego a znalem ich obu .. Mial wymagania i niektore wypowiedzi jego powinny na stale zostac zapisane jako wazne nie tylko dla Pogoni a jedna z tych najwazniejszych byla:synu jak nie umiesz grac przerzuc sie na spiew!! Podczas tych jego lat nigdy nie zdazylo sie to co teraz Legii Warszawa co jest jako zespol najgorsza od 50 lat i jak na ironie ma teraz grac np z Realem Madrid w CH-L..
2016-08-26 10:01:19

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny

Nekrologi