piątek, 23 lutego 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Jak Niciński mierzył się z Mendietą

Piłka nożna. Jak Niciński mierzył się z Mendietą

Piłka nożna. Jak Niciński mierzył się z Mendietą
Data publikacji: 2016-10-21 15:40
Ostatnia aktualizacja: 2016-10-21 15:40
Wywietleń: 603 164029

PIŁKARZE Pogoni Szczecin w piątek będą podejmowani przez beniaminka ekstraklasy, zespół Arki Gdynia. Trenerem zespołu jest Grzegorz Niciński, który w latach 1995-97 był piłkarzem Pogoni.

Wrócił do rodzinnej Gdyni, skąd się wywodzi i skąd trafił do szczecińskiego klubu. To tu się rozwinął, to w Szczecinie stał się piłkarzem w kraju rozpoznawalnym na tyle, że był jednym z pierwszych piłkarzy kupionych przez Bogusława Cupiała do tworzonej dopiero wielkiej Wisły Kraków.

Był grudzień roku 1994. Andrzej Rynkiewicz jechał do Gdyni na rozmowy w sprawie Grzegorza Nicińskiego. Oglądał go w akcji w jednym z meczów na zapleczu ekstraklasy i przy okazji sprowadził też do Szczecina rówieśnika Nicińskiego, Macieja Faltyńskiego.

Futbol na Wybrzeżu był w ruinie. Młodzi, utalentowani piłkarze z klubów gdyńskich i gdańskich szukali innego miejsca do rozwoju. To dlatego do Pogoni trafili: Marcin Kaczmarek (Lechia), a w kolejnym sezonie Maciej Faltyński i Grzegorz Niciński (Arka).

Ulubieniec Lenczyka

Andrzej Rynkiewicz dużo sobie po tych zawodnikach obiecywał. Niciński natomiast został ulubieńcem swojego pierwszego trenera na poziomie ekstraklasy – Oresta Lenczyka.

Zanim trafił do Pogoni, a był tego już bardzo blisko, to otrzymał powołanie na towarzyski mecz piłkarski drużyn młodzieżowych z Hiszpanią. W grudniu 1994 roku miała miejsce sytuacja bez precedensu. W kadrze młodzieżowej znalazło się aż pięciu graczy Pogoni Szczecin i wszyscy wystąpili w wyjściowym składzie.

– Pojechałem na ten mecz osobiście, bo chciałem zobaczyć, jak Grzesiu radzi sobie w towarzystwie innych młodych piłkarzy, którzy już byli w Pogoni – wspomina A. Rynkiewicz. – Po tym meczu nie miałem już wątpliwości, że chcę tego piłkarza w drużynie.

Rywalizacja z Mendietą

Leszek Pokładowski, Rafał Piotrowski, Marcin Kaczmarek, Olgierd Moskalewicz i Grzegorz Niciński grali jak równy z równym przeciwko takim graczom, jak: Mendieta, Morientes, Raul, czy de la Pena. Przegrali 0:1, ale pokazali duże możliwości i perspektywy.

Niciński trafił do Pogoni pod skrzydła Oresta Lenczyka. To był trener, który w późniejszym etapie kariery Nicińskiego wywarł bardzo istotne piętno na jej przebieg. Lubił takich piłkarzy – poukładanych, zdyscyplinowanych, znających swoje miejsce na ziemi, chcących się uczyć i mających plan na życie. Zawsze, gdy Niciński trafiał do drużyny Oresta Lenczyka, to miał pewne miejsce w składzie.

– Z piłkarzy grających wtedy w Pogoni dziś kilku z nich jest cenionymi trenerami – dodaje A. Rynkiewicz. – Piotr Mandrysz, Marcin Kaczmarek, to też ludzie, którzy świetnie sobie radzili, jako piłkarze i obecnie jako szkoleniowcy.

Niciński pod wodzą Lenczyka zagrał w 13 meczach i strzelił zaledwie jedną bramkę. Kolejny sezon okazał się dla piłkarza ogromnym rozczarowaniem. Drużyna w teoretycznie bardzo mocnym składzie spadła z ekstraklasy. Niciński trafił do Pogoni, bo chciał się rozwijać na boiskach ekstraklasy. Okazało się, że po 1,5 roku wrócił tam, skąd przyszedł.

Zastąpił Dymkowskiego

Występy w II lidze w barwach Pogoni nie były jednak dla Nicińskiego czasem straconym. Wręcz przeciwnie, dużo mu dały. Zespół objął trener Romuald Szukiełowicz i miał jeden poważny problem. Nie wiedział, jak wypełnić lukę po Robercie Dymkowskim, który został wypożyczony do greckiego PAOK Saloniki.

Najpierw przeprowadził z Nicińskim długą rozmowę, pytał piłkarza, na jakiej pozycji chciałby grać. Niciński 20 lat temu, to był piłkarz trochę podobny do Adama Frączczaka z obecnego okresu. Często zmieniał pozycje, grał na skrzydle, na środku pomocy, a także w ataku. Nigdzie jednak nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej. Szukiełowicz postanowił to zmienić. Postanowił, że Niciński zostanie napastnikiem i była to doskonała decyzja.

Niciński w sezonie 1996/97 strzelił 15 goli, przyczynił się do awansu do ekstraklasy, a w kolejnym sezonie choć Szukiełowicza zastąpił Bogusław Baniak, a z Grecji wrócił Dymkowski, to Niciński pozostał na pozycji napastnika.

Mecz z Wisłą kluczowy

W ekstraklasie szło mu już gorzej, w rundzie jesiennej zdobył zaledwie cztery gole, ale szczególnie dobrze zaprezentował się w jednym z ostatnich meczów rundy z Wisłą Kraków. Strzelił jedną z dwóch bramek, kolejną wypracował i praktycznie zapewnił punkt w konfrontacji z klubem, który akurat szykował się do wielkich wyzwań.

Klub przejmował Bogusław Cupiał, który w przerwie zimowej dokonał licznych zakupów. Jednym z graczy, na których chciał opierać drużynę był właśnie Niciński. To było spore zaskoczenie, że właśnie ten gracz znalazł się w gronie uznanych gwiazd polskiego futbolu. W pierwszym rzucie wytransferowanych piłkarzy byli bowiem tacy piłkarze, jak: Kazimierz Węgrzyn, Krzysztof Bukalski, Grzegorz Kaliciak, Radosław Kałużny, Ryszard Czerwiec, Daniel Dubicki.

Niciński do tego grona dołączył niemal w ostatniej chwili. Pierwotnie klub chciał pozyskać Mirosława Waligórę, ale temat ostatecznie upadł, a klub zdecydował się na piłkarza Pogoni Szczecin.

Niciński w Wiśle dwa razy zostawał mistrzem Polski, późniejsi trenerzy nie zawsze widzieli w nim podstawowego zawodnika, był wypożyczany do GKS Katowice, ale wracał zawsze wtedy, gdy trenerem zostawał Orest Lenczyk. U niego zawsze miał pewne miejsce w składzie, ale jak przystało na piłkarza uniwersalnego, znów nie zagrzał długo miejsca na jednej pozycji. U Lenczyka był głównie defensywnym pomocnikiem.

Piłkarz ostatecznie rozegrał w ekstraklasie ponad 250 spotkań, ale tylko nieco ponad 50 w Pogoni. W piątek przyjdzie mu poprowadzić drużynę przeciwko klubowi, z którego wypłynął. ©℗ Wojciech PARADA

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
-5
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jak żyło się w powojennym Szczecinie
Morsy na kąpielisku Głębokie
Dawny Szczecin
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy