środa, 22 listopada 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Historia meczów z Podbeskidziem

Piłka nożna. Historia meczów z Podbeskidziem

Piłka nożna. Historia meczów z Podbeskidziem
Data publikacji: 2015-08-17 11:12
Ostatnia aktualizacja: 2015-08-17 13:02
Wywietleń: 558 12433

W poniedziałek piłkarze Pogoni Szczecin podejmowani są przez Podbeskidzie Bielsko Historia meczów tych drużyn jest bardzo krótka. Niemal każdy z tych pojedynków miał jednak swoją dramatyczną historię.

Po raz pierwszy obie drużyny zmierzyły się 8 listopada 2003 roku. Pogoń miała fantastyczną jesień. Szczególnie groźna była u siebie, wygrywając sześć spotkań i jedno remisując. Podbeskidzie wydawało się łatwym kąskiem po wiktoriach nad znacznie bardziej renomowanymi ekipami, jak Cracovia (3:0), czy Arka (5:1).

Sam mecz jednak przebiegał w dość dramatycznych okolicznościach i zakończył się szczęśliwym zwycięstwem portowców 1:0. Jedynego gola meczu zdobył Przemysław Kaźmierczak strzałem zza linii pola karnego już w doliczonym czasie gry.

21 - letni pomocnik był wówczas ulubieńcem właściciela klubu, Antoniego Ptaka. Choć trener Bogusław Baniak bardziej cenił umiejętności bardziej doświadczonych: Radosława Bilińskiego, czy Pawła Drumlaka, to musiał ulegać sugestiom swojego szefa i ustalać skład według jego zaleceń.

- Przemek na pewno był utalentowanym piłkarzem, o czym świadczy kariera, jaką później zrobił - mówi po latach Radosław Biliński, jesienią 2003 podstawowy piłkarz Pogoni. - Wtedy jednak jeszcze nie prezentował wysokiej formy i grał trochę na wyrost.

45 minut Bilińskiego

Biliński w meczu z Podbeskidziem grał zaledwie 45 minut. Taka sytuacja zdarzyła mu się po raz pierwszy w sezonie. Jego miejsce zajął właśnie Kaźmierczak, który też niczym szczególnym się nie wyróżniał poza strzelonym golem, dającym portowcom zwycięstwo.

- W tym meczu wyraźnie nam nie szło - przypomina uczestnik tamtego spotkania, Grzegorz Matlak. - Stwarzaliśmy mało sytuacji, a jak już je mieliśmy, to nie wykorzystywaliśmy ich.

Pogoń na kwadrans przed końcem wykonywała rzut karny. To była czwarta jedenastka podyktowana w rundzie dla Pogoni, ale druga nie wykorzystana przez Brazylijczyka Batatę. Później do rzutów karnych podchodził już Grzegorz Matlak.

- W rundzie wiosennej wykonywałem dwie jedenastki i za każdym razem - celnie wspomina Matlak. - Jedną zapamiętałem jednak szczególnie. To było w Bielsku, gdzie zapewniliśmy sobie awans do ekstraklasy.

Wygrać i awansować

Na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu portowcy podejmowani byli przez Podbeskidzie i w przypadku zwycięstwa oraz porażki GKS Bełchatów z Zagłębiem w Lubinie mieli już zapewniony awans.

- Wiedzieliśmy o tym od samego początku i ten fakt mocno spętał nam nogi - kontynuuje R. Biliński, dla którego był to ostatni sezon w Pogoni.

- Nigdy nie lubiłem grać z bielszczanami - twierdzi Matlak. - Oni zawsze grali z takim typowym dla siebie góralskim charakterem, trudno było ich zdominować. Podobnie było w meczu, decydującym o naszym awansie.

Pogoń w 47 minucie objęła prowadzenie po strzale z rzutu karnego Matlaka. Gospodarze jednak na 5 minut przed końcem wyrównali i wydawało się, że o wszystkim zadecyduje mecz w następnej kolejce z Bełchatowem w Szczecinie.

- Nie chcieliśmy do tego dopuścić - wspomina Matlak. - Drużynę Bełchatowa trenował Mariusz Kuras i mogło różnie to wyglądać.

Decydujący cios Parzego

Pogoń jednak zdołała w ostatniej minucie spotkania strzelić zwycięską bramkę. Zdobył ją Tomasz Parzy, który na boisku pojawił się w drugiej połowie zmieniając Artura Andruszczaka.

- Po meczu staliśmy na murawie i czekaliśmy na wiadomość z Lubina, gdzie Zagłębie grało z Bełchatowem - mówi Matlak. - Gospodarze wygrali i razem z nami mogli świętować awans.

Mecz rozgrywany był w środę, piłkarze wracali całą noc pociągiem i trudno nie zgadnąć, że był to bardzo wesoły pociąg.

- Nie spaliśmy całą noc, a na dworcu przywitał nas redaktor Piotr Baranowski ze swoją gitarą i piosenką „Żegnaj druga ligo i nie wracaj" - opowiada Matlak.
Obie drużyny spotkały się już w następnym sezonie, a stawką był awans do ćwierćfinału pucharu Polski.

- Na pierwszy mecz do Bielska jechaliśmy trochę z duszą na ramieniu - wspomina Matlak. - To był początek rundy wiosennej, która zapowiadała się dla nas fantastycznie, ale rzeczywistość brutalnie zweryfikowała wszystkie plany.

Gol Diveckiego

Antoni Ptak zimą poczynił spektakularne transfery. To wtedy do drużyny dołączył między innymi Edi Andradina. Wtedy też sprowadzono prawdziwego brazylijskiego gwiazdora - Adriano, który będąc w Szczecinie nie kwapił się jednak do wytężonych treningów i niemal każdy z nich opuszczał z czystą i niespoconą koszulką. Do Pogoni trafili inni renomowani gracze: Kuchar, Poledica i Divecky. Trener Panik nie potrafił jednak z plejady dobrych piłkarzy stworzyć równie dobrego zespołu.

- Pierwsze dwa mecze rundy wiosennej przegraliśmy, z Legią Warszawa 0:3 i Górnikiem Zabrze 0:2 - mówi Matlak. - Chcieliśmy sobie powetować stratę w pucharze Polski, ale w Bielsku też mieliśmy spore kłopoty.

Pogoń z trudem uratowała z drugoligowcem remis. Przez ostatnie 20 minut grała z przewagą jednego piłkarza, a mimo to straciła gola. Wyrównał na sekundę przed zakończeniem spotkania Radek Divecky.

- Boisko było zmarznięte, twarde, łatwo było o kontuzję - przypomina Matlak.- Rywal był zdeterminowany, a my po zgrupowaniu w Brazylii długo dochodziliśmy do siebie.

Pogoń zdołała jednak wyeliminować drugoligowca z Bielska. W rewanżu wygrała 1:0 po golu Krzysztofa Michalskiego, ale wciąż swoją grą nie zachwycała. ©℗ (p)

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny