poniedziałek, 11 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Hat trick Kielca, zemsta Jaworskiego

Piłka nożna. Hat trick Kielca, zemsta Jaworskiego

Piłka nożna. Hat trick Kielca, zemsta Jaworskiego
Data publikacji: 2017-03-30 16:31
Ostatnia aktualizacja: 2017-03-31 13:29
Wywietleń: 1466 229766

W sobotę piłkarze Pogoni Szczecin będą podejmowani przez drużynę mistrza Polski Legię Warszawa. Na stadionie spodziewany jest komplet 30 tysięcy kibiców. Pogoń swój największy sukces w konfrontacji z warszawskim zespołem zanotowała już w inauguracyjnej potyczce obu zespołów w ostatnim meczu sezonu roku 1959.

Legia Warszawa jest klubem, z którym piłkarze Pogoni rozegrali najwięcej spotkań w ekstraklasie. Wygrywała jednak w co ósmym spotkaniu, a na wyjeździe w co dziesiątym. To Legia była zawsze faworytem potyczek pomiędzy obu ekipami - nawet w czasach, kiedy portowcy byli wyżej w tabeli.

Pogoń po raz pierwszy podejmowała Legię 26 lipca 1959 roku. Była to ostatnia kolejka pierwszej rundy sezonu. Szczecinianie rozpoczęli od mocnego uderzenia. Już w 3 min. gola strzelił Henryk Kalinowski, ale później na boisku dominowała już Legia, która po bramkach Błażejewskiego i Gadeckiego wygrała 2:1.

Również w rewanżu zdecydowanie więcej szans na wygraną dawano Legii. To była ostatnia kolejka spotkań, która miała pogrążyć Pogoń, znajdującą się na przedostatnim miejscu w tabeli. Legia w przypadku zwycięstwa miała szansę zająć trzecie miejsce.

Na boisku działy się dziwne rzeczy. W końcówce pierwszej połowy dwa gole dla szczecinian zdobył 17 letni wówczas Marian Kielec. Po przerwie dołożył jeszcze jedną bramkę, a wynik na 4:0 ustalił Roman Jaworski, który miał swoją prywatną satysfakcję po tym, jak Legia nie potraktowała go poważnie pięć lat wcześniej.

Korespondencyjny pojedynek

Wyprzedzająca Pogoń o jeden punkt Cracovia przegrała z mającym już zapewniony tytuł mistrza Polski Górnikiem Zabrze 0:1. Oznaczało to, że szczecinianie w inauguracyjnym sezonie na boiskach ekstraklasy utrzymali się po zaskakującej wygranej i w zaskakującym stosunku w Warszawie, a spadła Cracovia.

- Legia grała wtedy w najsilniejszym składzie - przypomina Teodor Jabłonowski, obrońca Pogoni Szczecin. - Na obronie między innymi Edmund Zientara, a w ataku Lucjan Brychczy.

Legia miała fatalną końcówkę sezonu. Na cztery kolejki przed końcem przegrała w Zabrzu z Górnikiem 0:1 i praktycznie straciła szanse na mistrzowską koronę. W kolejnych trzech spotkaniach wojskowi wywalczyli tylko punkt.

- Wtedy jeszcze telefony nie były tak powszechne, jak dziś - kontynuuje T. Jabłonowski. - O komórkach nikt wtedy nie myślał. Nasi działacze zaopatrzeni byli w wojskowe radiostacje, dzięki czemu wiedzieli, jaka jest sytuacja na boisku w Krakowie.

15 listopada 1959 roku, to był wielki dzień Mariana Kielca. Zdobyć trzy gole na Łazienkowskiej w wieku 17 lat, to wyczyn, jakiego chyba nie dokonał żaden inny polski piłkarz.

- To był ostatni mecz sezonu, ale długo w Polsce jeszcze o tym się mówiło - wspomina T. Jabłonowski. - Kielca chwalili wszyscy, włącznie z uznawanym wtedy za najlepszego polskiego obrońcę, Stanisławem Oślizło z Górnika Zabrze.

Pogoń nigdy już później nie ograła Legii tak wysoko. To była prywatna zemsta Romana Jaworskiego, który zdobył jedną z bramek, ale nie tylko jego. Piłkarz odbywał służbę wojskową w Zawiszy Bydgoszcz, ale wieść o talencie prawoskrzydłowego szybko dotarła do Warszawy.

Jaworski i Słowiński w Legii

Legia w tym samym momencie ściągnęła dwóch graczy, którzy kilka lat później spotkali się w Pogoni. Roman Jaworski i Jerzy Słowiński zagrali razem w Legii w jednym - przegranym 1:4 meczu z ŁKS w Łodzi. Znacznie lepiej wiodło się temu pierwszemu, choć nie na tyle dobrze, żeby zakotwiczyć w Warszawie na dłużej. Po jednym sezonie powrócił do Zawiszy i w tamtym klubie dokończył wojsko.

Mecz w Warszawie był też szczególny dla trenera Edwarda Brzozowskiego. To był polonista z krwi i kości, przedwojenny piłkarz tego klubu. W powojennej Polsce dla takich klubów, jak Polonia Warszawa nie było miejsca. Doświadczyły tego również: Cracovia i Warta Poznań. Przyczyn było kilka, ale najważniejszą niechęć komunistycznych władz do klubu, który kojarzył się z przedwojenną Warszawą.

Pierwsza połowa lat 50-tych to czarny okres stalinizmu, ówczesne władze chciały usunąć wszystko, co miało związek z dawną Polską. Każdemu klubowi dano resortowego „sponsora", Polonii przypadła kolej, która w przeciwieństwie do górników, wojska i milicji, do bogatych nie należała.

Legia przejmowała kibiców

Trzeba jednak przyznać, że nieudolność działaczy też nie pomogła klubowi w utrzymaniu. Jeszcze kilkanaście lat po spadku, na Polonię przychodziły tysiące ludzi. Później stopniowo sympatię Warszawy przejmowała Legia, która mogła się pochwalić znacznymi sukcesami.

- W latach 50 do Legii trafiało mnóstwo bardzo dobrych piłkarzy - wspomina Eugeniusz Ksol, wtedy piłkarz Ruchu Chorzów, później Polonii Bydgoszcz i dopiero następnie Pogoni Szczecin. - Chodziło głównie o przekierunkowanie sympatii warszawian na ten klub kosztem właśnie Polonii.

Dla Edwarda Brzozowskiego praca w Pogoni była pierwszą poza Warszawą. Jako piłkarz odnosił sukcesy w Polonii, stamtąd trafił do reprezentacji, natomiast jako szkoleniowiec najlepiej mu się wiodło w Gwardii. Z warszawskich klubów pracował też w Hutniku, ale nigdy w Legii.

Wygrana Pogoni na jej terenie aż 4:0 miała dla niego wymowę symboliczną, niezwykle satysfakcjonującą. Tym bardziej, że katem doświadczonej drużyny okazał się piłkarz, którego wprowadził w świat poważnego futbolu. Wojciech Parada

Komentarze

polek
Eugeniusz Ksol nigdy nie grał w Poloni Bydgoszcz! Natomiast na pewno był zawodnikiem Zawiszy. A to jednak dwa różne kluby. To tak jakby pomylić Pogoń z Arkonią.
2017-03-31 13:29:22

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

Teresa Syrek

kondolencje