czwartek, 26 kwietnia 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Eusebio z Wielgowa kończy 75 lat

Piłka nożna. Eusebio z Wielgowa kończy 75 lat

Piłka nożna. Eusebio z Wielgowa kończy 75 lat
Data publikacji: 2017-03-06 12:06
Ostatnia aktualizacja: 2017-07-10 18:02
Wywietleń: 3831 220998

Marian Kielec dzisiaj (6 marca) kończy 75 lat. To najbardziej legendarna postać i najsłynniejszy napastnik, jaki kiedykolwiek występował w Pogoni Szczecin. Na boiskach ekstraklasy i jej zaplecza zdobył w historii Pogoni najwięcej goli. Jego rekord trudny będzie do pobicia.

Był postacią nietuzinkową, nie tylko ze względu na swój piłkarski talent. Jego historia, trochę tajemnicza i pokrętna, jego entuzjazm w grze i poza boiskiem spowodowały, że w latach 60. ubiegłego wieku nie było w Szczecinie osoby bardziej wielbionej i popularnej.

– Pamiętam, kiedy byłem dzieckiem, spotkałem Mariana na ulicy – wspomina Leszek Wolski, później znakomity piłkarz Pogoni, a jeszcze później zięć Mariana Kielca. – Stanąłem, jak wryty. Patrzyłem się, co robi, jak się zachowuje. W pewnym momencie przystanął, pomyślał, podszedł do saturatora. Poprosił o szklankę wody. Wypił, odstawił szklankę, poszedł dalej. Analizowałem każdy jego ruch, tak byłem w niego wpatrzony.

Marian Kielec rozpoznawany był wszędzie. Kiedyś przed treningiem wstąpił do baru mlecznego. Poprosił o ryż ze śmietaną. Kelnerka poznała go i zaserwowała potrójną porcję.

– Miałem wtedy problem – wspomina Kielec. – To było przed treningiem, nie chciałem się objadać, ale nie chciałem też zrobić przykrości miłej kelnerce.
Kibice Pogoni przygotowali nawet na jego cześć szczególnej treści transparent. Widniał na nim napis „ Marian Kielec duma nasza, gdy spudłuje to przeprasza”. Takie w latach 60. były transparenty, tacy kibice i tacy piłkarze.

Syn Rumunki i Polaka

Marian Kielec urodził się trzy lata przed zakończeniem II wojny światowej w Rumunii. Jego matka była Rumunką, a ojciec Polakiem. Po kapitulacji Niemiec cała jego rodzina wyemigrowała na ziemie odzyskane. Kielcowie zamieszkali nieopodal Szczecina – w Wielgowie.

Czasy były takie, że młodzi chłopcy nie mieli wielu rozrywek. Kopanie piłki, to była jedna z atrakcyjniejszych form spędzania wolnego czasu, a tego było aż w nadmiarze. Mały Marian też tak czynił.

Smykałkę do strzelania bramek miał od małego. Zapisał się do pobliskiego klubu. Gdy do Wielgowa na oficjalny pojedynek przyjechała szczecińska Pogoń, młodzi zawodnicy z Wielgowa sprężyli się wyjątkowo. Wygrali 5:1, ale nic nie wskóraliby bez swojego lidera – Mariana Kielca, strzelca wtedy czterech goli.

– Potem potoczyło się wszystko bardzo szybko – wspomina Kielec. – Trafiłem do młodzieżowej drużyny Pogoni i tam zacząłem strzelać gole.

Przedwojenny reprezentant

Mariana Kielca trenowali: Zdzisław Nowacki, Zbigniew Ryziewicz i Janusz Przybylski. Najwięcej jednak może zawdzięczać Edwardowi Brzozowskiemu. To był przedwojenny reprezentant Polski i powojenny mistrz Polski z Polonią Warszawa.

Do Pogoni przyjechał w styczniu 1959 roku, by przygotować zespół do premierowego startu w rozgrywkach najwyższej klasy rozgrywkowej. W 12-zespołowej stawce drużyn Pogoń była skazywana na degradację i nie wiadomo, jaki byłby jej los, gdyby Edward Brzozowski w odpowiednim czasie nie postawił na 17-letniego młokosa z Wielgowa.

– Debiut zaliczyłem w Chorzowie – mówi Kielec. – Graliśmy z Ruchem i przegraliśmy 0:1. Mecz odbywał się na stadionie śląskim, a na trybunach obecnych było 75 tysięcy kibiców.

Na swoją pierwszą bramkę czekał zaledwie trzy tygodnie od premierowego występu. Do Szczecina przyjechała Polonia Bytom – wtedy najgroźniejszy konkurent Górnika Zabrze w walce o tytuł mistrza Polski. W bramce stał reprezentacyjny golkiper Edward Szymkowiak. Kielcowi udało się go pokonać, dzięki czemu szczecinianie zremisowali z trudnym rywalem 1:1.

Łeb w łeb z Kalinowskim

W pierwszym sezonie Kielc zagrał w 12 spotkaniach i zdobył aż 9 bramek – tyle samo, co doświadczony Henryk Kalinowski, który musiał zacząć dzielić się swoją popularnością z niedocenianym młokosem.

– Początkowo do wszystkich starszych zawodników mówiłem na „pan” – kontynuuje Kielec. – Zmienił to Józef Piątek. Po jednym ze spotkań powiedział w szatni, żebym przestał jemu i innym „panować”. Stało się tak dlatego, bo wszyscy zaczęli doceniać moje strzeleckie umiejętności.

Kielec był powoływany do reprezentacji juniorów, młodzieżowej, a w Pogoni o miano najlepszego strzelca w drużynie rywalizował z Rafałem Aniołą i Joachimem Gacką. W roku 1962 Pogoń powróciła do I ligi, a sezon 1962/63 okazał się dla Kielca wyjątkowy.

– Zostałem wtedy królem strzelców. Zdobyłem 18 goli – opowiada Kielec. – Zadebiutowałem też w reprezentacji Polski. Rozegrałem jedną połowę towarzyskiego meczu z Marokiem – dość mało istotnego i na tym się skończyło. Może gdybym zmienił klub, to tych występów byłoby więcej. Nigdy jednak nie żałowałem tego. Pogoń miałem w sercu, nie wyobrażałem sobie grać w innym mieście i dla innego klubu.

Na propozycje Kielec nie narzekał. Chciała go mieć u siebie Legia. Miał być partnerem w ataku samego Lucjana Brychczego.

– Kiedyś późnym wieczorem ktoś zapukał do moich drzwi – wspomina Kielec. – To byli panowie w mundurach. Trochę się przestraszyłem, ale co było robić. Otworzyłem. Potem okazało się, że przyjechali po mnie i zaoferowali przeprowadzkę do Warszawy. Grzecznie, ale stanowczo odmówiłem.

Propozycja z Rostoku

Kielec miał też propozycję gry za granicą. W latach 60 w ramach współpracy miast Szczecina i Rostocku, grupy sportowe dwóch miast często się wzajemnie odwiedzały. Również piłkarze wyjeżdżali na towarzyskie mecze. W roku 1965 Pogoń spadła do II ligi, a Niemcy chcieli mieć u siebie szczecińskiego napastnika. Podobnie, jak Legia obeszli się smakiem.

Kielec karierę sportową zakończył zdecydowanie przedwcześnie, mając zaledwie 28 lat.

– Rok wcześniej do Pogoni przyszło dwóch napastników ze Śląska Wrocław: Roman Jakóbczak i Włodzimierz Wojciechowski – kontynuuje Kielec. – Obaj na boisku widzieli tylko siebie. Siłą rzeczy otrzymywałem mniej podań, byłem trochę skazany sam na siebie. Wcześniej obiecałem sobie, że jeżeli wyląduję na ławce rezerwowych, to zakończę grę w piłkę.

Po przegranym meczu z GKS w Katowicach 0:3 przyszło spotkanie z Szombierkami w Szczecinie. Trenerzy: Ksol i Kosarz zdecydowali się posadzić na ławce rezerwowych piłkarską legendę Szczecina – Mariana Kielca. To było ostatnie spotkanie w rundzie jesiennje, zakończone triumfalnym zwycięstwem portowców 5:1 – niestety bez udziału Kielca.

Piłkarz, jak zapowiedział, tak zrobił. Rok później nie było już w Szczeciie nie tylko Kielca, ale też wspomnianych: Jakóbczaka i Wojciechowskiego, którzy powrócili do rodzinnego Poznania, by pracować na potęgę miejscowego Lecha.

– To był pierwszy przykład na to, by szanować piłkarzy miejscowych, a nie tych przyjezdnych – przestrzega Kielec. – Potem trochę żałowałem swojej decyzji. Mogłem przecież jeszcze pograć kilka sezonów. Nikt nie może wiedzieć, jak potoczyłaby się moja kariera.

Epizod w ekstraklasie

W roku 1979 Kielec miał już za sobą 8 lat przerwy w grze, 37 lat na karku, ale postanowił spróbować jeszcze raz. Pogoń szykowała się do rundy wiosennej, która potem zakończyła się pierwszą po 13 latach degradacją do II ligi. Kielec jednak zaliczył w tamtej drużynie zaledwie epizod.

– Przepracowałem okres przygotowawczy bardzo solidnie – wspomina Kielec. – W pierwszym meczu rozegranym w Łodzi z ŁKS nie dostałem szansy. Przegraliśmy 1:2. W drugim wszedłem na boisku w drugiej połowie i udało się zremisować ze Stalą Mielec 1:1. Ja jednak czułem, że u trenera Pawlikańca nie mam zbyt dobrych notowań i definitywnie zrezygnowałem z gry.

Marian Kielec nazywany był szczecińskim Eusebio z Wielgowa. To ze względu na ciemną karnację skóry, ale też, a o może przede wszystkim z uwagi na kocią zwinność, spryt pod polem karnym przeciwnika i świetną skuteczność.

Do dziś pozostaje najskuteczniejszym piłkarzem w dziejach Pogoni i raczej nikt jego dokonań już nie powtórzy. Zdobył łącznie w meczach pierwszej i drugiej ligi aż 113 goli. Po wielu latach do tej granicy zbliżył się jedynie Robert Dymkowski, który swoją grę w Pogoni zakończył na 109 trafieniach. ©℗ 

Wojciech PARADA

Komentarze

Marek
Pamiętam te lata gdy brat zabierał mnie na stadion Pogoni. Na stadionie najczęściej wymienianym zawodnikiem był Marian. Pytałem dlaczego mówicie tylko o Marianie. Usłyszałem odpowiedź: Bo jak Marian jest przy piłce to coś będzie się działo. I tak było faktycznie. Pamiętam na stadionie, zawsze w tym samym miejscu, siedział jeden kibic. Gdy Marian miał piłkę on krzyczał "Marian idziesz!!!" Marian kiwał głową i szedł jak burza. To były piękne czasy. Dużo zdrowia życzę Ci Marian. I serdecznie pozdrawiam.
2017-07-10 17:59:42
Wiking 46 Jańcio
Marian Kielec to najlepszy zawodnik w historii Pogoni nikt tak nie strzelał nożycami,a bramka strzelona z wolnego w meczu z Gwardią W.to był majstersztyk......było wiele efektownych bramek i zagrań Mariana.Pozdrawiam Cię Marian obojętnie gdzie przebywasz.
2017-06-18 14:19:32
Wawa
Moc zdrowia !!!!!!!!
2017-03-07 10:55:37
wawa
Znamienne ...szanowac piłkarzy miejscowych , a nie przyjezdnych Panowie działacze i trenerzy , którym składy ustala zarząd!!!
2017-03-07 10:54:27
Mirro
Jak napisano powyżej. Kielec to legenda. Dziwne że tak mało komentarzy. Panie Marianie STO LAT.
2017-03-06 21:16:16

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Czytaj także

Pogoda
6
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Fontanna przy deptaku trysnęła kolorami
Zakwitły szczecińskie magnolie
Potańcówka w filharmonii z paprykarzem i oranżadą
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy