niedziela, 17 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni

Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni

Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni
Data publikacji: 2017-04-21 09:01
Ostatnia aktualizacja: 2017-04-21 19:01
Wywietleń: 1115 243397

21 kwietnia, to data urodzin Pogoni Szczecin. Dziś obchodzimy 69 rocznicę powstania klubu, który szczególnie w początkach swojej działalności przechodził różne koleje losy, a do krajowej elity dobijał się praktycznie z piłkarskich nizin.

Dziś chcemy przedstawić historię nie tyle klubu, konkretnych dat, zmian nazwy, awansów, największych sukcesów, ale początków całego szczecińskiego futbolu, mających niewątpliwy wpływ na przyszłość Pogoni, a także konkretnych osób, które funkcjonowały w rzeczywistości całkowicie odmiennej od dzisiejszej.

3 czerwca 1945 roku polskie władze otrzymały zgodę na wprowadzenie się do Szczecina. Sytuacja polityczna była bardzo niepewna. Wciąż nie wiadomo było, czy miasto zostanie w rękach niemieckich, czy odbudowane zostanie, jako polska już osada. Szczecin leżał w ruinach. Pojawiające się tysiące osadników z odległych zakątków kraju nie znały dnia i godziny.

-  Mieszkałem z rodziną niemiecką na Pogodnie - wspomina Stefan Żywotko,  później jeden z najwybitniejszych szczecińskich trenerów, który trafił do miasta aż z Lwowa. - Nie było między nami wrogości. Pomagałem im. Przypominali mi  rodziców. Byli wystraszeni. Wkrótce zostali wywiezieni z dworca na Pogodnie. Działo się to nocą, by nie drażnić i nie prowokować coraz odważniej osiedlającej się  polskiej części społeczeństwa. 

Polskie miasta, przemysł i drogi zostały zniszczone w 80 procentach. To był priorytet, by odbudować kraj ze zniszczeń wojennych. Pozornie wydawać by się  mogło, że w czasach, gdy postawa polityczna była ważniejsza od wiedzy i  wykształcenia, nie ma miejsca na rozrywkę i sport. Było jednak inaczej. 

Kazimierz Sworzeniowski był wielkim entuzjastą piłki nożnej i pionierem  Szczecina. To on w swoim mieszkaniu przy ul. 5 lipca inicjował pierwsze spotkania organizacyjne w celu powołania struktur sportowych. 
 
Z Gelsenkirchen do Szczecina
 
Innym zagorzałym fanem piłki nożnej w powojennym Szczecinie był Jan Dixa,  urodzony w niemieckim Gelsenkirchen działacz, sędzia i trener. Wraz ze Stefanem Żywotko, Marianem Suchogórskim i Kazimierzem Górskim kończył pierwszy kurs  trenerski w powojennej Polsce. 

-  To był kwiat polskiej myśli szkoleniowej - wspomina po latach Stefan  Żywotko. - Przez wiele lat absolwenci tego kursu wytyczali piłkarskie trendy w  naszym kraju.

W rozwój futbolu na Ziemiach Odzyskanych zaangażowane były też żony działaczy. Szyły koszulki i spodenki na pierwsze mecze piłkarskie. Materiały  pochodziły z hitlerowskich flag, powiewających na ulicach Szczecina i nie tylko. 

Pierwszy oficjalny mecz rozegrano 17 lipca 1945 roku. Założona przez Jana  Dixę Odra Szczecin mierzyła się z piłkarzami wywodzącymi się z wojsk armii  angielskiej okupującej Szczecin. Polacy wygrali 4:1, a jedną z bramek zdobył Kazimierz Lubik - później wybitny trener od lekkiej atletyki, a konkretnie od  biegów płotkarskich. Spotkanie obserwowało około 80 procent ludności Szczecina.  Wtedy każda społeczna inicjatywa wywoływała ogromny entuzjazm.
 
Lubik pierwszym piłkarskim bohaterem
 
Pochodzący z Poznania 23 letni wówczas Lubik był pierwszym piłkarskim  bohaterem powojennego Szczecina. Miesiąc po spotkaniu z angielskimi  żołnierzami rozegrano spotkanie dwóch szczecińskich klubów: Odry i Pioniera. Odra znów  wygrała 4:1, a Lubik strzelił tym razem dwa gole. Mecz ten opisany został w  ‑„Wiadomościach  Szczecińskich" - pierwszej powojennej gazecie Szczecina i była  to pionierska informacja dotycząca sportowego wydarzenia w naszym mieście.

 W powojennych latach powstawały kolejne kluby, ale zdecydowanie  najsilniejszym była Gwardia - obecnie znana pod nazwą Arkonia. Aż do końca lat  50 był to najsilniejszy i najprężniejszy klub na Pomorzu Zachodnim.

 Jego siła opierała się na poparciu przez Ministerstwo Bezpieczeństwa  Publicznego. Grając w tym klubie można było najszybciej dojść do sportowych  sukcesów, jakby nie zważając na szyld, pod jakim się występuje. 

-  Wskazałem moim przełożonym drogę, którą powinniśmy podążać - mówi po  latach Stefan Żywotko, który karierę piłkarską zakończył w roku 1950, co zbiegło  się z historycznym awansem Gwardii do pierwszej ligi. - Nie mogliśmy rozgrywać  tylko przypadkowych meczów. Musieliśmy trenować, organizować selekcję,  wzmacniać się i rozwijać. 
 
Kolejny  lwowiak
 
W tym celu Żywotko do Szczecina ściągnął Zygmunta Czyżewskiego - przed  wojną znakomitego pomocnika Czarnych Lwów, świetnie znanego przez Żywotkę,  wywodzącego się z tego samego miasta. 

Czyżewski początkowo organizował futbol w Gdańsku. Tam, mimo 35 lat na  karku imponował nienaganną techniką i mimo szpakowatych włosów, zawstydzał swoim piłkarskim kunsztem przynajmniej o 10 lat młodszych rywali. Czyżewski był pierwszym powojennym trenerem szczecińskiej drużyny piłkarskiej, którą  wprowadził do pierwszej ligi. Jego asystentem był Stefan Żywotko. Po latach to samo uczynił z Pogonią. 

-  Nie byliśmy jeszcze wtedy organizacyjnie przygotowani na taki skok  -  wspomina po latach Stefan Żywotko. - Graliśmy w najwyższej klasie  rozgrywkowej zaledwie rok, ale ten rok zmobilizował nas i naszych konkurentów w Szczecinie do  pracy. Wszyscy zrozumieli, że gra w pierwszej lidze nie jest marzeniem ściętej głowy.

Rok młodszy od Żywotki był Zbigniew Ryziewicz. Też pochodził ze Lwowa. W  przeciwieństwie do swojego starszego kolegi zajął się w Szczecinie szkoleniem  młodzieży i przez lata czynił to fantastycznie. To spod jego ręki wyszli tacy  piłkarze, jak: Zenon Kasztelan, Marian Kielec, Jerzy Jatczak, Ryszard Malinowski, Andrzej Rynkiewicz, Leszek Wolski, Andrzej Woronko, Zbigniew Czepan, Zbigniew Kozłowski. 
 
System  Krygiera
 
Cały system szkolenia stworzył jednak Florian Krygier - trener, który po raz  pierwszy wprowadził Pogoń do pierwszej ligi - w roku 1958, nie przegrywając w  sezonie żadnego meczu. To osiągnięcie nie zostało powtórzone przez żaden inny klub w Polsce. O awansie zadecydował mecz ze Śląskiem Wrocław, który  szczecinianie zremisowali 3:3, ale przegrywali już 0:3.

Uważał słusznie, że trzeba szkolić wychowanków, organizował turnieje „dzikich drużyn", wyławiał z podwórek najbardziej zdolnych, dbał o nich, jak o własne dzieci, pilnował wyników w nauce, a sam zajmował się w klubie wszystkim - od sprzątania pachołków i malowaniu słupków i poprzeczek. 

W latach 70, kiedy był już na emeryturze, stworzył autorski projekt mini mistrzostw świata. Poszczególne szkoły przybierały nazwy państw, grających w finałach mistrzostw świata, dzięki czemu choć w części 12-letni piłkarze mogli poczuć się, jak na wielkiej piłkarskiej imprezie.
 
Technika trampkarzy
 
Florian Krygier był wychowawcą i nauczycielem. To on wpadł na genialny pomysł, by trampkarze podający piłki podczas meczów ligowych w przerwie popisywali się swoją techniką. Tym samym oswajali się z wielotysięczną widownią i czuli się mocno dowartościowani.

Florian Krygier zawsze miał przy sobie czekoladę. Po występie młodzieżowych drużyn dzielił ją na małe kostki i rozdawał. A trzeba pamiętać, że w tamtych czasach o słodkie łakocie nie było w sklepach łatwo.

Gdy przychodziła wiosna, kupował za własne pieniądze farbę, pędzel i nie oglądając się na nikogo szedł na piaszczyste boiska przy ul. Witkiewicza (tam, gdzie dziś jest boisko ze sztuczną trawą). Tam malował słupki od bramek.
 
Dyplom i podziękowania
 
Był też kronikarzem. W starannie prowadzonych zeszytach każdy piłkarz Pogoni od najmłodszych lat miał swoje miejsce w ewidencji Floriana Krygiera. Gdy młody chłopiec kończył z graniem w piłkę, otrzymywał od Floriana Krygiera dyplom z podziękowaniem i liczbą gier oraz bramek w barwach Pogoni. Takich ludzi w sporcie już nie ma. Tym bardziej trzeba pamiętać, że Pogoń miała takiego człowieka na codzień przez wiele lat. 

- To był człowiek, w którego ręce wiele osób powierzyło swój los i nie zawiedli się - wspomina Wojciech Frączczak, jeden z wybitniejszych bramkarzy Pogoni Szczecin. - Pomagał nie tylko tym piłkarzom, którzy wybijali się talentem, ale tym słabszym też. W zwykłych ludzkich sprawach. Między innymi załatwiał pracę. 
 
Kosobucki z Wołynia
 
Ze wschodu - z dalekiego Wołynia przybył do Szczecina Lucjan Kosobucki. To  był człowiek, który w latach 50 i 60 miał wyjątkowy dar do namawiania do gry w  Szczecinie piłkarzy z innych rejonów Polski. Jednym z pierwszych był Eugeniusz  Ksol, rodowity Ślązak. 

- Przywieziono mnie do Szczecina i pokazano budowany dom, w którym  miałem dostać mieszkanie - wspomina Ksol. - To ten dom, stojący po drugiej  stronie Domu Towarowego Centrum. Mieszkam tam do dziś. Wtedy jednak nie  było mi do śmiechu. Mieszkanie otrzymałem z rocznym opóźnieniem, ale działaczy  Pogoni nie mogłem o to winić. To prace budowlane nie były prowadzone na tyle  profesjonalnie, żeby w terminie zamieszkać w nowym lokum. 

Ksol nie był jedynym piłkarzem ze Śląska, którego Kosobuckiemu udało się  sprowadzić. Joachim Gacka, Zygmunt Przybylski byli następni. Z Bydgoszczy trafił Roman Jaworski, Hubert Fiałkowski, a z Szamotuł Bogdan Maślanka. 
 
Skobel prosił dwa razy
 
Oddanym działaczem był Bronisław Skobel. To on miał istotny wpływ na  późniejsze piłkarskie i trenerskie losy Stefana Żywotki. 

-  Po raz pierwszy spotkaliśmy się tuż po moim przyjeździe do Szczecina -  wspomina Stefan Żywotko. - Powiedział, że organizowany jest mecz w Lasku  Arkońskim. Przyszedłem, grałem w przegranej drużynie, ale strzeliłem gola i  zostałem już przy futbolu na zawsze.

 Skobel najdłużej piastował funkcję prezesa w Pogoni - aż 12 lat. Po wielu  latach znów wyciągnął rękę do Żywotki.

-  Zaproponował mi pracę w Pogoni, która akurat spadła do drugiej ligi - mówi  Żywotko. - Nie chciałem tam pracować, bo wcześniej byłem silnie związany z  Arkonią, którą wprowadzałem do pierwszej ligi, ale zdecydowałem się i zostałem tam przez prawie 5 lat. 

Gdy w roku 1955 w miejsce istniejącego Kolejarza powstawała Pogoń, jej  akcje zaczęły zdecydowanie rosnąć. Rywalizacja dwóch szczecińskich klubów  dawała miejscowej społeczności wiele emocji i dramaturgii. Najpierw w drugiej  lidze, a przez dwa sezony nawet w pierwszej. Rozpoczęła się historia derbów na  wysokim szczeblu. ©℗ Wojciech Parada  

Komentarze

Zlatana Ibrahimowicza kariera chyba koniec..
Podaja tutaj i w Anglii ze kontuzja Zlatana to zerwanie wiazadel krzyzowych w kolanie co pewnie oznacza nawet przy obecnym poziomie medycyny chyba koniec kariery.To on moim zdaniem razem z Maradona byl najlepszym pilkarzem na swiecie.Pozdr. BM
2017-04-21 18:57:25
Najlepszy klub pilkarski w calej Polsce -wtedy i dzis tez Pogon Szczecin-gratulacje za 69 lat
W 1965 r mialem to szczescie z Pogonia plynac nowiutkim promem do Szwecji by tam grac mecz towarzyski w Helsingborgu ...oczywiscie zbudowanym przez Stocznie Szczecinska ktorej inzynierowie i tysiace pracownikow zadnej konkurencji w tej branzy na swiecie wtedy nie mieli.Pamietam zdumienie jak szwedzi w Ystad zobaczyli prom jaki w Szczecinie zbudowano.Wowczas nie wyobrazalem sobie ze tutaj juz bede mieszkax az w sumie 35 lat.Wszystko dzieki najlepszemu klubowi w Polsce wtedy i teraz tez.Wielkie gratulacje i podziekowania za wszystko ..i tez za lata z 30 tysiacami na kazdym meczu w pilkarskim miescie Szczecin! BM.
2017-04-21 11:13:00

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską