sobota, 21 października 2017.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni

Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni

Piłka nożna. 69 urodziny Pogoni
Data publikacji: 2017-04-21 09:01
Ostatnia aktualizacja: 2017-04-21 19:01
Wywietleń: 1037 243397

21 kwietnia, to data urodzin Pogoni Szczecin. Dziś obchodzimy 69 rocznicę powstania klubu, który szczególnie w początkach swojej działalności przechodził różne koleje losy, a do krajowej elity dobijał się praktycznie z piłkarskich nizin.

Dziś chcemy przedstawić historię nie tyle klubu, konkretnych dat, zmian nazwy, awansów, największych sukcesów, ale początków całego szczecińskiego futbolu, mających niewątpliwy wpływ na przyszłość Pogoni, a także konkretnych osób, które funkcjonowały w rzeczywistości całkowicie odmiennej od dzisiejszej.

3 czerwca 1945 roku polskie władze otrzymały zgodę na wprowadzenie się do Szczecina. Sytuacja polityczna była bardzo niepewna. Wciąż nie wiadomo było, czy miasto zostanie w rękach niemieckich, czy odbudowane zostanie, jako polska już osada. Szczecin leżał w ruinach. Pojawiające się tysiące osadników z odległych zakątków kraju nie znały dnia i godziny.

-  Mieszkałem z rodziną niemiecką na Pogodnie - wspomina Stefan Żywotko,  później jeden z najwybitniejszych szczecińskich trenerów, który trafił do miasta aż z Lwowa. - Nie było między nami wrogości. Pomagałem im. Przypominali mi  rodziców. Byli wystraszeni. Wkrótce zostali wywiezieni z dworca na Pogodnie. Działo się to nocą, by nie drażnić i nie prowokować coraz odważniej osiedlającej się  polskiej części społeczeństwa. 

Polskie miasta, przemysł i drogi zostały zniszczone w 80 procentach. To był priorytet, by odbudować kraj ze zniszczeń wojennych. Pozornie wydawać by się  mogło, że w czasach, gdy postawa polityczna była ważniejsza od wiedzy i  wykształcenia, nie ma miejsca na rozrywkę i sport. Było jednak inaczej. 

Kazimierz Sworzeniowski był wielkim entuzjastą piłki nożnej i pionierem  Szczecina. To on w swoim mieszkaniu przy ul. 5 lipca inicjował pierwsze spotkania organizacyjne w celu powołania struktur sportowych. 
 
Z Gelsenkirchen do Szczecina
 
Innym zagorzałym fanem piłki nożnej w powojennym Szczecinie był Jan Dixa,  urodzony w niemieckim Gelsenkirchen działacz, sędzia i trener. Wraz ze Stefanem Żywotko, Marianem Suchogórskim i Kazimierzem Górskim kończył pierwszy kurs  trenerski w powojennej Polsce. 

-  To był kwiat polskiej myśli szkoleniowej - wspomina po latach Stefan  Żywotko. - Przez wiele lat absolwenci tego kursu wytyczali piłkarskie trendy w  naszym kraju.

W rozwój futbolu na Ziemiach Odzyskanych zaangażowane były też żony działaczy. Szyły koszulki i spodenki na pierwsze mecze piłkarskie. Materiały  pochodziły z hitlerowskich flag, powiewających na ulicach Szczecina i nie tylko. 

Pierwszy oficjalny mecz rozegrano 17 lipca 1945 roku. Założona przez Jana  Dixę Odra Szczecin mierzyła się z piłkarzami wywodzącymi się z wojsk armii  angielskiej okupującej Szczecin. Polacy wygrali 4:1, a jedną z bramek zdobył Kazimierz Lubik - później wybitny trener od lekkiej atletyki, a konkretnie od  biegów płotkarskich. Spotkanie obserwowało około 80 procent ludności Szczecina.  Wtedy każda społeczna inicjatywa wywoływała ogromny entuzjazm.
 
Lubik pierwszym piłkarskim bohaterem
 
Pochodzący z Poznania 23 letni wówczas Lubik był pierwszym piłkarskim  bohaterem powojennego Szczecina. Miesiąc po spotkaniu z angielskimi  żołnierzami rozegrano spotkanie dwóch szczecińskich klubów: Odry i Pioniera. Odra znów  wygrała 4:1, a Lubik strzelił tym razem dwa gole. Mecz ten opisany został w  ‑„Wiadomościach  Szczecińskich" - pierwszej powojennej gazecie Szczecina i była  to pionierska informacja dotycząca sportowego wydarzenia w naszym mieście.

 W powojennych latach powstawały kolejne kluby, ale zdecydowanie  najsilniejszym była Gwardia - obecnie znana pod nazwą Arkonia. Aż do końca lat  50 był to najsilniejszy i najprężniejszy klub na Pomorzu Zachodnim.

 Jego siła opierała się na poparciu przez Ministerstwo Bezpieczeństwa  Publicznego. Grając w tym klubie można było najszybciej dojść do sportowych  sukcesów, jakby nie zważając na szyld, pod jakim się występuje. 

-  Wskazałem moim przełożonym drogę, którą powinniśmy podążać - mówi po  latach Stefan Żywotko, który karierę piłkarską zakończył w roku 1950, co zbiegło  się z historycznym awansem Gwardii do pierwszej ligi. - Nie mogliśmy rozgrywać  tylko przypadkowych meczów. Musieliśmy trenować, organizować selekcję,  wzmacniać się i rozwijać. 
 
Kolejny  lwowiak
 
W tym celu Żywotko do Szczecina ściągnął Zygmunta Czyżewskiego - przed  wojną znakomitego pomocnika Czarnych Lwów, świetnie znanego przez Żywotkę,  wywodzącego się z tego samego miasta. 

Czyżewski początkowo organizował futbol w Gdańsku. Tam, mimo 35 lat na  karku imponował nienaganną techniką i mimo szpakowatych włosów, zawstydzał swoim piłkarskim kunsztem przynajmniej o 10 lat młodszych rywali. Czyżewski był pierwszym powojennym trenerem szczecińskiej drużyny piłkarskiej, którą  wprowadził do pierwszej ligi. Jego asystentem był Stefan Żywotko. Po latach to samo uczynił z Pogonią. 

-  Nie byliśmy jeszcze wtedy organizacyjnie przygotowani na taki skok  -  wspomina po latach Stefan Żywotko. - Graliśmy w najwyższej klasie  rozgrywkowej zaledwie rok, ale ten rok zmobilizował nas i naszych konkurentów w Szczecinie do  pracy. Wszyscy zrozumieli, że gra w pierwszej lidze nie jest marzeniem ściętej głowy.

Rok młodszy od Żywotki był Zbigniew Ryziewicz. Też pochodził ze Lwowa. W  przeciwieństwie do swojego starszego kolegi zajął się w Szczecinie szkoleniem  młodzieży i przez lata czynił to fantastycznie. To spod jego ręki wyszli tacy  piłkarze, jak: Zenon Kasztelan, Marian Kielec, Jerzy Jatczak, Ryszard Malinowski, Andrzej Rynkiewicz, Leszek Wolski, Andrzej Woronko, Zbigniew Czepan, Zbigniew Kozłowski. 
 
System  Krygiera
 
Cały system szkolenia stworzył jednak Florian Krygier - trener, który po raz  pierwszy wprowadził Pogoń do pierwszej ligi - w roku 1958, nie przegrywając w  sezonie żadnego meczu. To osiągnięcie nie zostało powtórzone przez żaden inny klub w Polsce. O awansie zadecydował mecz ze Śląskiem Wrocław, który  szczecinianie zremisowali 3:3, ale przegrywali już 0:3.

Uważał słusznie, że trzeba szkolić wychowanków, organizował turnieje „dzikich drużyn", wyławiał z podwórek najbardziej zdolnych, dbał o nich, jak o własne dzieci, pilnował wyników w nauce, a sam zajmował się w klubie wszystkim - od sprzątania pachołków i malowaniu słupków i poprzeczek. 

W latach 70, kiedy był już na emeryturze, stworzył autorski projekt mini mistrzostw świata. Poszczególne szkoły przybierały nazwy państw, grających w finałach mistrzostw świata, dzięki czemu choć w części 12-letni piłkarze mogli poczuć się, jak na wielkiej piłkarskiej imprezie.
 
Technika trampkarzy
 
Florian Krygier był wychowawcą i nauczycielem. To on wpadł na genialny pomysł, by trampkarze podający piłki podczas meczów ligowych w przerwie popisywali się swoją techniką. Tym samym oswajali się z wielotysięczną widownią i czuli się mocno dowartościowani.

Florian Krygier zawsze miał przy sobie czekoladę. Po występie młodzieżowych drużyn dzielił ją na małe kostki i rozdawał. A trzeba pamiętać, że w tamtych czasach o słodkie łakocie nie było w sklepach łatwo.

Gdy przychodziła wiosna, kupował za własne pieniądze farbę, pędzel i nie oglądając się na nikogo szedł na piaszczyste boiska przy ul. Witkiewicza (tam, gdzie dziś jest boisko ze sztuczną trawą). Tam malował słupki od bramek.
 
Dyplom i podziękowania
 
Był też kronikarzem. W starannie prowadzonych zeszytach każdy piłkarz Pogoni od najmłodszych lat miał swoje miejsce w ewidencji Floriana Krygiera. Gdy młody chłopiec kończył z graniem w piłkę, otrzymywał od Floriana Krygiera dyplom z podziękowaniem i liczbą gier oraz bramek w barwach Pogoni. Takich ludzi w sporcie już nie ma. Tym bardziej trzeba pamiętać, że Pogoń miała takiego człowieka na codzień przez wiele lat. 

- To był człowiek, w którego ręce wiele osób powierzyło swój los i nie zawiedli się - wspomina Wojciech Frączczak, jeden z wybitniejszych bramkarzy Pogoni Szczecin. - Pomagał nie tylko tym piłkarzom, którzy wybijali się talentem, ale tym słabszym też. W zwykłych ludzkich sprawach. Między innymi załatwiał pracę. 
 
Kosobucki z Wołynia
 
Ze wschodu - z dalekiego Wołynia przybył do Szczecina Lucjan Kosobucki. To  był człowiek, który w latach 50 i 60 miał wyjątkowy dar do namawiania do gry w  Szczecinie piłkarzy z innych rejonów Polski. Jednym z pierwszych był Eugeniusz  Ksol, rodowity Ślązak. 

- Przywieziono mnie do Szczecina i pokazano budowany dom, w którym  miałem dostać mieszkanie - wspomina Ksol. - To ten dom, stojący po drugiej  stronie Domu Towarowego Centrum. Mieszkam tam do dziś. Wtedy jednak nie  było mi do śmiechu. Mieszkanie otrzymałem z rocznym opóźnieniem, ale działaczy  Pogoni nie mogłem o to winić. To prace budowlane nie były prowadzone na tyle  profesjonalnie, żeby w terminie zamieszkać w nowym lokum. 

Ksol nie był jedynym piłkarzem ze Śląska, którego Kosobuckiemu udało się  sprowadzić. Joachim Gacka, Zygmunt Przybylski byli następni. Z Bydgoszczy trafił Roman Jaworski, Hubert Fiałkowski, a z Szamotuł Bogdan Maślanka. 
 
Skobel prosił dwa razy
 
Oddanym działaczem był Bronisław Skobel. To on miał istotny wpływ na  późniejsze piłkarskie i trenerskie losy Stefana Żywotki. 

-  Po raz pierwszy spotkaliśmy się tuż po moim przyjeździe do Szczecina -  wspomina Stefan Żywotko. - Powiedział, że organizowany jest mecz w Lasku  Arkońskim. Przyszedłem, grałem w przegranej drużynie, ale strzeliłem gola i  zostałem już przy futbolu na zawsze.

 Skobel najdłużej piastował funkcję prezesa w Pogoni - aż 12 lat. Po wielu  latach znów wyciągnął rękę do Żywotki.

-  Zaproponował mi pracę w Pogoni, która akurat spadła do drugiej ligi - mówi  Żywotko. - Nie chciałem tam pracować, bo wcześniej byłem silnie związany z  Arkonią, którą wprowadzałem do pierwszej ligi, ale zdecydowałem się i zostałem tam przez prawie 5 lat. 

Gdy w roku 1955 w miejsce istniejącego Kolejarza powstawała Pogoń, jej  akcje zaczęły zdecydowanie rosnąć. Rywalizacja dwóch szczecińskich klubów  dawała miejscowej społeczności wiele emocji i dramaturgii. Najpierw w drugiej  lidze, a przez dwa sezony nawet w pierwszej. Rozpoczęła się historia derbów na  wysokim szczeblu. ©℗ Wojciech Parada  

Komentarze

Zlatana Ibrahimowicza kariera chyba koniec..
Podaja tutaj i w Anglii ze kontuzja Zlatana to zerwanie wiazadel krzyzowych w kolanie co pewnie oznacza nawet przy obecnym poziomie medycyny chyba koniec kariery.To on moim zdaniem razem z Maradona byl najlepszym pilkarzem na swiecie.Pozdr. BM
2017-04-21 18:57:25
Najlepszy klub pilkarski w calej Polsce -wtedy i dzis tez Pogon Szczecin-gratulacje za 69 lat
W 1965 r mialem to szczescie z Pogonia plynac nowiutkim promem do Szwecji by tam grac mecz towarzyski w Helsingborgu ...oczywiscie zbudowanym przez Stocznie Szczecinska ktorej inzynierowie i tysiace pracownikow zadnej konkurencji w tej branzy na swiecie wtedy nie mieli.Pamietam zdumienie jak szwedzi w Ystad zobaczyli prom jaki w Szczecinie zbudowano.Wowczas nie wyobrazalem sobie ze tutaj juz bede mieszkax az w sumie 35 lat.Wszystko dzieki najlepszemu klubowi w Polsce wtedy i teraz tez.Wielkie gratulacje i podziekowania za wszystko ..i tez za lata z 30 tysiacami na kazdym meczu w pilkarskim miescie Szczecin! BM.
2017-04-21 11:13:00

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Lekarze wspierali lekarzy
Krokusowa inauguracja w Różance
Kobiety protestowały na pl. Solidarności
Poprzedni Następny

Nekrologi