piątek, 15 grudnia 2017.
Strona główna > Sport > Lekkoatletyka. Niech się rywale martwią

Lekkoatletyka. Niech się rywale martwią

Lekkoatletyka. Niech się rywale martwią
Data publikacji: 2017-08-12 11:32
Wywietleń: 508 288080

- Niech się teraz rywale martwią, jak ze mną wygrać. Zdobyć medal? A czemu nie? – powiedział przed niedzielnym finałem lekkoatletycznych mistrzostw świata w biegu na 1500 m Marcin Lewandowski.

To urodzony w Szczecinie lekkoatleta, który swoją sportową karierę rozpoczynał w polickim klubie biegowym Ósemka. Jego trenerem jest brat Tomasz Lewandowski, który do finału 800 m. doprowadził też Angelikę Cichocką.

- Zachowałem jeszcze trochę sił i to mnie bardzo cieszy. Kiedy wchodziłem na ostatnią prostą, to już czułem, że to jest to. Wiedziałem, że będzie dobrze. Trochę zerwałem na prostej, bo widziałem w telebimie, że robi się ciasno za mną i spokojnie awansowałem do finału – komentował Lewandowski.

Sam siebie chwalił, że mądrze rozprowadził bieg i przypomniał, że nadal jego koronną konkurencją pozostaje 800 m. Nie dostał się w niej jednak do finału i musiał zadowolić się dziewiątą lokatą.

- Ciągle powtarzałem, że przyjechałem robić tutaj swoją robotę na 800 m, to był dla mnie cel. A 1500 m to jest nauka na przyszłość, bo to będzie kiedyś mój koronny dystans. Robię swoje, fajnie wyszło, jestem w finale, z czego bardzo się cieszę. Teraz trzeba się zregenerować, bo w finale wszystko jest możliwe. Podchodzę do walki bez kompleksów - przyznał.

Lewandowski jest przekonany o tym, że bieg o medale nie będzie szybki. A to tylko będzie z korzyścią dla niego.

- Niech się moi przeciwnicy martwią, jak ze mną wygrać. Każdy wie, że jestem 800-metrowcem i na ostatnich 300 m jestem bardzo groźny. I to oni niech myślą, jak zgubić Lewandowskiego, a nie ja mam się zastanawiać, jak ich wyprzedzić - powiedział.

Mimo tego, że właśnie na dystansie 1500 m znalazł się w finale, nadal czuje się 800-metrowcem.

- Jest pewne, że 1500 m będzie moim koronnym dystansem, ale nie wiem, kiedy będę na to gotowy. To, że jestem w czołowej dwunastce, to wielki sukces, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Nie jestem jeszcze gotowy. Czas 3.34 na polskie i europejskie warunki to całkiem dobry wynik, ale na świecie to jeszcze nic nie oznacza. Mierzę znacznie wyżej. Chcę zbliżyć się do 3.30, wtedy powiem, że jestem gotowy – ocenił.

Nie boi się też, że w takim tempie – w granicach 3.30 - będzie poprowadzony bieg finałowy.

- To nie są czasy Hichama El Guerrouja. Nikogo nie stać na to, by w trzecim biegu bez tzw. zająca poprowadzić na tak świetny wynik. Choć kto wie. Może Kenijczycy się dogadają, ktoś poświęci się, zaryzykuje, żeby pomóc kumplom, ale nie sądzę. Biegi w finale właśnie tym się charakteryzują, że to nie jest mityng. Tu każdy walczy dla siebie i chce zdobywać medale. Pewnie bieganie będzie szybsze niż w półfinale, ale nie na tyle, by mnie zgubić - zapewnił.

Wychowanek Ósemki Police po raz pierwszy w karierze w trakcie prezentacji pomachał do kamery. Zrobił to, bo poprosiła go o to jego starsza, 4-letnia córka Mia.

- Prośba mojej córka jest dla mnie najważniejsza. Nawet gdyby miało to mnie kosztować awans do finału – powiedział.

Finał 1500 m zaplanowany jest na niedzielę na godz. 21.30 czasu polskiego. (pap)

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską