środa, 23 sierpnia 2017.
Strona główna > Sport > Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA)

Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) [GALERIA]

Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA)
Data publikacji: 2016-10-26 17:06
Ostatnia aktualizacja: 2016-10-28 08:17
Wywietleń: 1959 165677

Rozmowa ze szczecińskim himalaistą Waldemarem Kowalewskim, który niedawno stanął na szczycie Manaslu (8156 m n.p.m.)

– JAKIE są wrażenia po zdobyciu góry, która jest celem wyprawy?

– To jest coś fantastycznego i trudnego do opisania. Przede wszystkim ogromna radość, a głównie z tego, że potrafiłem sobie udowodnić, iż można było pokonać szczyt i to bez tlenu. Bo preferują właśnie wspinaczki naturalne, bez tlenu i tylko takie uważam za prawdziwie sportowe. Oczywiście zabieram ze sobą butlę z tlenem, ale tylko na zasadzie karetki pogotowia, bo uważam, że lepiej użyć tlenu, niż pozostać na zawsze w górach w jakiejś szczelinie skalnej. Butli mogę użyć jednak tylko w naprawdę awaryjnych sytuacjach, przy zejściu z góry. Gdy wchodzę, a nie daję rady, to po prostu zawracam zamiast łykać tlen.

– Nie zawsze się udaje pokonać górę, bo przecież w 2012 roku szczyt Manaslu okazał się niezdobyty.

– Wtedy się nie udało, bo przeszła ta okropna lawina, która zabrała życie 16 wspinaczy. O tragediach szybko się jednak zapomina, a góry dają radość życia! Przyznam, że nie boję się mrozu, skał czy przepaści, bo z tym można się mierzyć, ale strachem napawają mnie lawiny, bo wobec nich człowiek jest bezradny. Teraz też goniła mnie lawina przy trzecim obozie, ale cudem uciekłem, bo skręciłem w prawo, a huragan skierował śnieżną masę w lewo. Problem był jednak w tym, że przy zawierusze i temperaturze minus 25 stopni Celsjusza zamarzły mi palce u nóg. Jedynym wyjściem było zdjęcie wszystkiego do gołej stopy i rozgrzanie jej rękami, co czyniłem przez pół godziny, ale palce uratowałem. Na Manaslu miałem jeszcze jedną przygodę, bo odpadłem od ściany i leciałem 10 metrów w dół, ale na szczęście wytrzymały śruby i nie wypadły ze ściany, więc lina mnie uratowała. Dodam, że na tak wielkich wysokościach, mózg pracuje na 25 procent swoich możliwości. Nie zawsze udaje się więc pokonać górę. Z pięciu moich wypraw na ośmiotysięczniki, tylko dwie zakończyły się zdobyciem szczytów, bo przypomnę, że w 2014 roku stanąłem na Mount Everest. Wynik 5:2 i tak uważam za bardzo dobry.

– Przegrał pan latem tego roku z Gasherbrum II…

– Nie powiodła się wcześniejsza, letnia wyprawa na ten szczyt do Pakistanu w Góry Karakorum, ale choć zabrakło 500 metrów do sukcesu, to jednak zbudowana tam aklimatyzacja i uzyskany poziom czerwonych krwinek, pomogły mi w walce miesiąc później na Manaslu w Himalajach. Po powrocie z Pakistanu i 2-tygodniowym urlopie z rodziną, mówiąc, że mam jeszcze w sobie aklimatyzację i mnóstwo czerwonych krwinek, przekonałem żonę, by pozwoliła mi na wyprawę w Himalaje. Eskapada na Manaslu była wyjątkowo krótka, bo trwała zaledwie 21 dni, a atak szczytowy, 10 godzin.

 Jakie są dalsze wysokogórskie plany?

– Na razie odpoczywam i planuję pojeździć na nartach, ale wiosną wracam w Himalaje, a celem będzie kolejny ośmiotysięcznik Lhotse na nepalsko-chińskim pograniczu. W ramach treningu od stycznia planuję wspinaczki w Tatrach; na Rysach i Gerlachu.

 Trenował pan zimą na łuku Amfiteatru w Parku Kasprowicza?

– Nigdy, a to z powodu klimatu, bo wolę przymarzać do skały niż wdrapywać się w mokrych ciuchach. Czasem z synem odwiedzam jednak ścianę do wspinaczki skałkowej przy ulicy Przestrzennej w Dąbiu, która kiedyś była w Galaxy.

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗

Fot. arch. Waldemar Kowalewski

(mij)

 

Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA) Himalaizm. Ucieczka przed lawiną (ROZMOWA)

Komentarze

Podziwiam
Miło słyszeć że mamy w Szczecinie kogoś takiego. Szczerze nie pojmuję tego bo to sprawa wielu wyrzeczeń,oddania i nisamowitego wysiłku jednak pełen podziw i szacunek dla tego Pana - warto mieć pasje!
2016-10-28 03:16:33
Taka prawda
Nie da się ukryć, może jest i to pasja, coś co całkowicie pociąga i może nie rozumieją tego ludzie, którzy nie mają tak silnie ukierunkowanego hobby, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tacy ludzie po prostu szukają guza. A potem tylko płacz rodzin, które muszą sprowadzać zwłoki z końca świata. Ubezpieczalnie i tak pewnie podwyższają stawki, bo to igranie ze śmiercią.
2016-10-27 18:50:16

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Mistrzostwa Europy w siatkówce coraz bliżej
Splash of Colors
Pożegnaliśmy żaglowce
Poprzedni Następny

Nekrologi

Zofia Biedka