sobota, 18 listopada 2017.
Strona główna > Kultura > W tym zespole jest siła

W tym zespole jest siła

W tym zespole jest siła
Data publikacji: 2015-10-29 12:25
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:56
Wywietleń: 1378 34281

Połączone orkiestry Filharmonii Szczecińskiej i Filharmonii Neubrandenburskiej wykonały w miniony piątek w Szczecinie VII Symfonię C-dur Dymitra Szostakowicza, mającą przydomek „Leningradzka”. Dyrygował Stefan Malzew, do niedawna szef neubrandenburskich filharmoników, który w Szczecinie jest dobrze znany i wysoko ceniony. Dlaczego grały dwie orkiestry? Ano dlatego, że jedna nie mogłaby wykonać tego monumentalnego dzieła.


Szostakowicz pisał symfonię w czasie wojny, w oblężonym przez Niemców Leningradzie. Tam też została wykonana po raz pierwszy i to podczas jednego z hitlerowskich ataków. Muzycy przyszli wprost z pola walki, by ją zagrać, a potem do walki wrócli. Miała wielki wpływ na mieszkańców oblężonego miasta, którzy żyli w potwornie ciężkich warunkach. Krzepiła ducha i budziła nadzieję. Była potrzebna.

Gdy kompozytor został ewakuowany z Leningradu, wywiózł mikrofilm swojego dzieła najpierw do Kujbyszewa, potem do Nowego Jorku. Tam w lipcu 1942 r. została wykonana pod batutą Arturo Toscaniniego. W programie koncertu przypomniał te sprawy Piotr Urbański.

Dzieło jest wielkie, czteroczęściowe, trwa półtorej godziny. Dla dyrygenta i muzyków stanowi ogromne wyzwanie. Muszą tak wykonać symfonię, by utrzymać słuchaczy w napięciu. To niby truizm...

Połączonej szczecińsko-neubrandenburskiej orkiestrze i Stefanowi Malzewowi to się w pełni udało. Malzew poprowadził utwór spokojnie, uważnie, rozważnie kontrolując grę, budując siatkę dramatycznych splotów, które są tak istotne w tym arcytrudnym utworze od samego początku, od głównego tematu wprowadzonego przez smyczki, aż po zakończenie, które Malzew słusznie, zgodnie z intencją kompozytora, pozbawił zbędnego tryumfalizmu. 
Symfonia Szotakowicza jest jak wielowątkowa powieść. Są w niej fragmenty liryczne, marszowe, elegijne, jest echo bolera, requiem, dialogi instrumentów, liczne partie solowe, jest zmienna dynamika i wielobarwność. Przykłady można by mnożyć. Można by wymieniać poszczególne sekcje instrumentów, chwalić. Porywające były partie instrumentów perkusyjnych, świetnie grały flecistki (jedna ze Szczecina, druga z Neubrandenburga), podobnie harfistki, wszystkie instrumenty dęte (flet piccollo), smyczki. Piękne były partie solowe oboju, rożka angielskiego, pierwszych skrzypiec, altówek, duety np. harfy z klarnetem, fletów z fagotem, partie werbli i kotłów. Słowem: połączonej orkiestrze i jej dyrygentowi należy się wielkie uznanie. A jeśli tak, to chciałoby się wierzyć, że znów wystąpią na scenie szczecińskiej filharmonii, albo też w słynnym Konzertkirche w Neubrandenburgu. W połączonym zespole jest bowiem siła, którą trzeba wykorzystywać.

* * * 

W najbliższy piątek Filharmonia Szczecińska zaprasza na koncert zatytułowany „Requiem Jasińskiego”. Wystąpią: Orkiestra PFS, Chór Akademicki im. prof. Jana Szyrockiego ZUT, Chór Belcanto Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. prof. Marka Jasińskiego w Szczecinie, Michał Szymanowski (fortepian). Dyrygować będzie Szymon Wyrzykowski.
W programie anonsowane są dwa utwory: I Koncert fortepianowy Wojciecha Kilara, napisany dla polsko-szwedzkiego pianisty Petera Jablonskiego, oraz Marka Jasińskiego „Requiem na chór chłopięcy, chór mieszany i orkiestrę symfoniczną”, utwór z roku 1989, będący – jak czytamy – próbą „uchwycenia czegoś, co tkwi ponad nutami: mistycznego, przejmującego i wielkiego”.

(b.t.)

Połączoną orkiestrą szczecińsko-neubrandenburską dyrygował Stefan Malzew

Fot. Ryszard PAKIESER

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Pomnik Wdzięczności zaczyna znikać
Tłumy na otwarciu nowego Galaxy
Ulica całkiem inna
Poprzedni Następny

Nekrologi