wtorek, 24 kwietnia 2018.
Strona główna > Kultura > Szczecin dał mi szansę

Szczecin dał mi szansę

Szczecin dał mi szansę
Data publikacji: 2015-12-19 22:04
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:57
Wywietleń: 1934 64884

Rozmowa z Konradem Betą, aktorem Teatru Współczesnego, laureatem tegorocznej Srebrnej Ostrogi plebiscytu Bursztynowy Pierścień

- Na początek cytat z Kuriera Szczecińskiego: „w roli Piotrusia Pana zadebiutował całkiem nieźle student IV roku Konrad Beta”.

- Z tym debiutem to jest dziwna sprawa- bo jeśli brać pod uwagę pierwszą rolę, zagraną po ukończeniu szkoły, to moim debiutem są „Męczennicy” - i tak zostało przyjęte. „Piotruś Pan” był moim pierwszym repertuarowym spektaklem w Szczecinie, pierwszym występem dla szerokiej publiczności, z zawodowym zespołem. Oficjalnie „Piotruś” jest zaliczany jako mój drugi dyplom w szkole teatralnej.

- W jaki sposób student z Krakowa pojawił się w Szczecinie? Kto Pana wypatrzył – dyrektor Anna Augustynowicz czy Ewelina Marciniak, reżyser „Piotrusia”?

- Ewelina Marciniak. Kiedy ja zacząłem studia, ona była już poza szkoła, robiła spektakle, więc nie zdążyliśmy się spotkać, ale Michał Buszewicz- dramaturg, z którym współpracowała- zobaczył mnie podczas egzaminu na II roku. Po dwóch latach, Ewelina zadzwoniła, umówiliśmy się na spotkanie i wtedy zaproponowała mi główną rolę w „Piotrusiu”. Kilka dni później w Krakowie, na festiwalu „Boska Komedia” spotkałem się z Anią Augustynowicz, która zaproponowała mi główną rolę w „Męczennikach”. Nie miałem wątpliwości, co powinien zrobić.

- Wychodzi na to, że „Piotruś Pan” był spektaklem obarczonym dużym ryzykiem: albo etat w Szczecinie, albo szukanie pracy.

- Bardzo się cieszę, że ktoś mi zaufał, że chciał podjąć ryzyko i dał mi szansę. Z tego co słyszę, rzadko się zdarza taka sytuacja, że powierza się takie zadania osobom zupełnie nieznanym.

- Może szła za Panem fama? Że jest taki młody, zdolny student....?

- Chyba nie (śmiech). W tym wypadku to raczej zasługa wspomnianego egzaminu na II roku. Profesor Małgorzata Hajewska zaproponowała nam do pracy opowiadania Gombrowicza, mieliśmy z kolegą zagrać bohatera z rozdwojeniem jaźni: on tę zdrową osobowość, ja tę chorą. Musieliśmy sami ułożyć tekst, szło nam jak po grudzie, groził nam brak zaliczenia. I nagle wzięliśmy się do kupy i egzamin wyszedł bardzo dobrze. Dwa lata później okazało się, że ktoś to zauważył i zapamiętał.

Rozmawiała Katarzyna STRÓŻYK

Cały wywiad w magazynowym "Kurierze Szczecińskim" i e-wydaniu

Fot. Robert STACHNIK

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
14
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Fontanna przy deptaku trysnęła kolorami
Zakwitły szczecińskie magnolie
Potańcówka w filharmonii z paprykarzem i oranżadą
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy