wtorek, 20 lutego 2018.
Strona główna > Kultura > Specjalnie dla „Kuriera” Rigor Mortiss, czyli muzyczna petarda

Specjalnie dla „Kuriera” Rigor Mortiss, czyli muzyczna petarda

Specjalnie dla „Kuriera” Rigor Mortiss, czyli muzyczna petarda
Data publikacji: 2016-04-14 10:38
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:55
Wywietleń: 667 128077

Rozmowa z muzykami płockiej formacji Rigor Mortiss, która 17 kwietnia wystąpi w szczecińskim Free Blues Club  

– To już wasza trzecia wizyta w Szczecinie. Jak się czujecie po wielkim powrocie? Jednak minęło przeszło 20 lat.

– Jacek Sokołowski: Bardzo pozytywne wibracje. Siła, energia i moc zaskakują nas samych na próbach, a tym mocniej na koncertach. 20 lat temu, mam wrażenie , że nie było takiej świadomości tego, co graliśmy. Teraz nadal jest entuzjazm, a oprócz tego świadome budowanie transowego klimatu psychodeliczno-industrialno-minimalistycznego.

– Graliście już wcześniej w Szczecinie, prawda?

– Maciej Stoliński: Tak – były lata 90. Mieliśmy grać w Słowianinie. Podróż długa – jechaliśmy żółtym RigorBusem ok. 10 godzin. Dojeżdżamy na miejsce, rozpakowujemy sprzęt i co się okazuje? Nasze dyskietki do samplera... zostały w Płocku. Wypiliśmy po lufie, zjedliśmy śledzia i wróciliśmy do Płocka. Ale ulitowała się nad nami szefowa Słowianina Inga Kurek-Baranowska i zaprosiła na następne granie na przeglądzie rock'n'rollowym. Pojechaliśmy więc drugi raz – graliśmy wtedy m.in. z Hey i Bielizną i ... wygraliśmy ten konkurs. Ale z odbiorem nagrody to już była zupełnie inna historia – nasze anarchistyczne podejście nie pozwoliło nam ugiąć kręgosłupów...:-)))

– Jacek i Maciek już u nas byli. A Grzegorz i Gosia? Gosiu, prawdą jest, że nigdy nie byłaś w Szczecinie?

– Małgorzata Florczak: Byłam raz – przejazdem. Jechałam wtedy na obóz. Niestety, Szczecin przespałam. Tym bardziej z przyjemnością odwiedzę to piękne – podobno – miasto.

– Grzegorz Chudzik: W Szczecinie też byłem tylko raz, ale bardziej świadomie. Miałem jakieś dziesięć lat i z rodziną odwiedzaliśmy znajomych. Po całej nocy jazdy pociągiem syn znajomych prosto z dworca zabrał mnie na zwiedzanie najciekawszych miejsc w mieście. Pamiętam głównie kina i tramwaje. Właśnie w Szczecinie pierwszy raz w życiu jechałem tramwajem i pierwszy raz oglądałem trzy filmy pod rząd. Pamiętam jeszcze, że kumpel był poważnie zaangażowany w osiedlowe starcia fanów Republiki i Kombi. Chodziliśmy prowokacyjnie między blokami z winylem w czarno-białe pasy pod pachą.

– Wiem, że Maciek jest częstym bywalcem naszego miasta. Związane jest to z muzyką, ale nie do końca Rigor Mortiss.

– M. Stoliński: Tak, to ciekawa historia. Napadowo praktykuję jogę, najczęściej podczas obozów organizowanych przez Ałłę Raginis. To bardzo bliska mi osoba i podczas ostatniego spotkania w Szczecinie  wpadliśmy na pomysł, aby zorganizować koncert w Szkole Jaguckich. Koncert mocno nietypowy – kąpiel w dźwiękach gongów. Było mistycznie, zarówno ze względu na dźwięki (alikwoty), jakie wydają z siebie te piękne instrumenty, jak i na miejsce. Na pewno wrócę jeszcze z gongami do Szczecina – to ścieżka, którą mocno teraz eksploruję – wibracje, infradźwięki i dysonanse...

– Koncert w Szczecinie jest waszym ostatnim na tej trasie. Mam nadzieję, że nie będzie kojarzył się źle.

– Jacek Sokołowski: Jest ostatni podczas tej trasy, ale to absolutnie nie znaczy, że coś odpuścimy. Każdy koncert gramy na 100 procent. Co wieczór odpalamy potężną energetyczną petardę i u Was będzie tak samo. Lecz tylko pod względem energetycznym – bo sam klimat muzyki jest nieco odmienny w każdym miejscu. Zostawiamy sobie duże pole do improwizacji i właśnie ze względu na tę wolność – każdy koncert jest inny. Poza tym jesienią ruszamy w kolejną trasę i nie jest wykluczone, że nie powtórzymy grania w Szczecinie. Dokładny program jeszcze nie jest znany. A po graniu u Was, jeszcze w nocy, jedziemy do Choszczna na nocleg i ...obejrzeć trzy wspaniałe jeziora, a może i popływać w zimnej wodzie (śmiech).

– Poniekąd macie również konotacje właśnie z Choszcznem.

– Małgorzata Florczak: Poniekąd… nasza menadżerka Kasia Szuba to nikt inny jak żona Artura Szuby, pochodzącego z Choszczna lidera zespołów iNNi oraz Szepty i Krzyki, ale także niegdyś korespondenta terenowego „Kuriera Szczecińskiego”.

– Mówimy o naszym mieście, a przybliżmy waszą muzykę, tym którzy was z lat 90. nie pamiętają. Co robicie?

M. Stoliński: W styczniu nakładem Requiem Records oficjalnie wyszła nasza „EPka BRUD”, której recenzję, dobrze odzwierciedlającą klimat naszego grania, pozwolę sobie sparafrazować: „...naznaczony niepokojącym transem sunie do przodu sterowany rytmem i ścianą gitar kończąc się wyziewem rodem z kratki odpływowej...osadzony w pogłosie wokal przypomina mantrę, a wykrzyczany refren na tle industrialnego bitu wywołuje lekko paranoiczne wrażenie...brzmi niczym soundtrack do wycieczki po opuszczonej elektrowni jądrowej, położonej gdzieś w ciemnym (post)industrialnym otoczeniu... porażają i wręcz otumaniają, rozrywając maszynowo-mechaniczną pętlę...postnuklearny soundscape ... wznieca swoisty niepokój. Podróż przez ludzką naturę i jej meandry... ponure, gęste, gnijące, plugawe, a nawet odrażające emocje, będące jednocześnie niezwykle ... PIĘKNYMI. Zapraszamy w tę podróż!

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Kwiatek

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
-1
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jak żyło się w powojennym Szczecinie
Morsy na kąpielisku Głębokie
Dawny Szczecin
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy