niedziela, 18 lutego 2018.
Strona główna > Kultura > Marek Gierszał: „Spojrzeć na siebie z ironią”

Marek Gierszał: „Spojrzeć na siebie z ironią”

Marek Gierszał: „Spojrzeć na siebie z ironią”
Data publikacji: 2018-01-14 18:03
Ostatnia aktualizacja: 2018-01-14 18:05
Wywietleń: 902 309195
Rozmowa z Markiem Gierszałem, reżyserem spektaklu „Pensjonat pana Bielańskiego” w szczecińskim Teatrze Polskim

– Kiedy pan pokochał teatr?

– Ja urodziłem się w Toruniu. Uczęszczałem do PRL-owskiego domu kultury. Studio poetyckie prowadziła tam pani Lucyna Sowińska. Wyszło z niego sporo znanych aktorów, choćby Małgorzata Kożuchowska (choć lata po mnie) czy piosenkarka Joanna Dark. Kiedy przyszedłem tam, miałem z szesnaście lat i to był najważniejszy okres dla mnie w tworzeniu się stosunku do teatru i ludzi. Pani Lucyna miała ogromny wpływ na moje spojrzenie na świat. Ona mądrze przeprowadziła nas przez literaturę i podejście do teatru, była dla mnie ważną postacią. Do dzisiaj myślę o niej ze wzruszeniem.

– Co parę lat wraca pan do Szczecina. „Pensjonat pana Bielańskiego” to pana czwarta realizacja w Teatrze Polskim.

– Ja się bardzo dobrze czuję w tym zespole, bardzo go lubię. Doceniam ten teatr, mam przyjazny kontakt z dyrektorem Adamem Opatowiczem. Doceniam jego rady, które pojawiły się choćby na próbach do „Pensjonatu”. Byłoby miło, gdyby ta sztuka poszła gdzieś dalej w Polskę. Tak się wydarzyło z „Kogutem w rosole”, bo grają to przedstawienie aż cztery teatry, a teraz przygotowuję inscenizację w piątym. 

– Spektakl powstał na podstawie sztuki, która w Niemczech jest bardzo popularna, prawda? Pan ją przetłumaczył dla szczecińskiego teatru.

– Rzeczywiście, ciągle wiele teatrów ma ją w swoim repertuarze. Choć premiera odbyła się w 1890 roku w Berlinie. W niemieckiej wersji akcja dzieje się właśnie w Berlinie, a u nas w Krakowie. Z powodów dramaturgicznych włożyliśmy wszystko w obyczajowość, kiedy jeszcze pytano rodziców o zgodę na małżeństwo. 

– Historia jest dość szalona, bo główny bohater chce trafić do domu wariatów…

– Po to, by w swojej próżności próbować zaimponować środowisku, z którego pochodzi. Z tej pychy chce mieć coś bowiem do opowiedzenia, czego nikt nie ma. On stwierdza u innych, że brakuje im piątej klepki. Z nami też tak jest czasem, że zauważamy u innych cechy negatywne, których u siebie nie widzimy. Sztuka pozwala zatem spojrzeć z ironią na nas samych. 

Cała rozmowa w „Kurierze Szczecińskim”, e-wydaniu i wydaniu cyfrowym z 12 stycznia 2018 r.

Rozmawiała Monika Gapińska

Fot. Ryszard Pakieser

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
1
na godz. 21:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jak żyło się w powojennym Szczecinie
Morsy na kąpielisku Głębokie
Dawny Szczecin
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy