sobota, 16 grudnia 2017.
Strona główna > Kultura > Jerzy Stuhr: W operze czuję prawdziwy teatr

Jerzy Stuhr: W operze czuję prawdziwy teatr

Jerzy Stuhr: W operze czuję prawdziwy teatr
Data publikacji: 2016-12-01 14:05
Ostatnia aktualizacja: 2017-05-16 12:59
Wywietleń: 147 179902

Rozmowa z Jerzym Stuhrem, który w piątek (2 grudnia) w Operze Krakowskiej zadebiutuje jako reżyser operowy spektaklem "Don Pasquale" Gaetana Donizettiego. Sam pojawi się na scenie w epizodycznej roli Notariusza.

– Jak się pan czuje w roli operowego debiutanta?

– Tak jak parę razy już w życiu się czułem. Jak wychodziłem na deski Starego Teatru w 1972 r. Jak znalazłem się na pierwszej próbie z włoskimi kolegami w miejscowości Livorno. Jak prezentowałem swój pierwszy film "Spis cudzołożnic" na festiwalu w Gdyni. Jak stanąłem przed międzynarodową widownią na festiwalu w Wenecji z moim filmem "Historie miłosne"... Aż wreszcie opera. To jest uczucie walki. Idę na walkę – albo wywalczę, albo nie wywalczę.

– Czyli opera jest kolejnym wyzwaniem?

– Tak, ogromnym. Jak się dostaje taką zabawkę do ręki z 90-osobową orkiestrą, z 60-osobowym chórem, 20-osobowym baletem i solistami typu Mariusz Kwiecień, no to nie jest bagatela. Plus cały sztab scenograficzno-techniczny. Skoordynować to wszystko, scalić w jedną jednorodną całość – to jest potężne wyzwanie, to trzeba sił strasznych. Teatr dramatyczny i opera mają jeszcze jedno – ile reżyser włoży energii, tyle mu oddadzą. Przy pracy nad tą operą musiałem wyrzucić z siebie ogromny ładunek energii. Podjąłem się tego będąc na pograniczu zawału, na pograniczu zapaści. Trema polegała na tym, czy ja będę w stanie to zrobić, czy mam tyle sił jeszcze.

– Ale pan się doskonale czuje w tej chwili.

– Wie pani, widziałem ludzi, którzy się doskonale czuli i za chwilę leżeli, koniec, po nich było. Tak że ja dużo widziałem już takich rzeczy w życiu.

– Jak doszło do tego, że pan się podjął reżyserii tej opery?

– Namówił mnie do tego dyrektor Opery Krakowskiej Bogusław Nowak. Długo trwało, zanim się zdecydowałem na współpracę. Nie czułem się na siłach. Nie wiedziałem, jaki typ repertuaru mi odpowiada, jaki sposób pracy z zespołem. Nie miałem odwagi wejść w te progi opery. Zastanawiałem się, czy znajdę tu swoje miejsce. Pomyślałem jednak, że mogę wypełnić jakąś lukę – wielcy reżyserzy operowi rzadko decydują się na repertuar komediowy, więc może ja mogę coś nowego podpowiedzieć zespołowi operowemu, może mogę zaproponować wydobycie poczucia humoru; humoru dość specyficznego, bo opery komediowe to głównie dowcip sytuacyjny. A ja mam doświadczenie jeśli chodzi o repertuar komediowy. I mam doświadczenie teatralne. Wybraliśmy "Don Pasquala" Donizettiego, włoską komedię – bo chodzi o ducha, temperament, poczucie humoru tamtych ludzi (Włochów-PAP), które się rozumie tylko wtedy, kiedy się tam żyło, grało w teatrach i filmach. Wiedziałem, że Donizettiego zrozumiem.

– Pan wyrósł z teatru. Teraz opera to taki powrót do korzeni?

– Opera to dla mnie kontynuacja tego, co mnie przez całe życie fascynowało. Wyrosłem z teatru totalnego, działającego na widza wszystkimi możliwymi efektami. Debiutowałem w "Dziadach" w reż. Konrada Swinarskiego, w spektaklu było ponad 80 aktorów. Gdzie dzisiaj można zobaczyć taki teatr? 

Antoni Czechow mówił, że dawniej aktor mówił nieswoim głosem, walił pięścią w stół, zapadał się pod ziemię, ale ile w tym było ekspresji? Dzisiaj na scenę wyjdzie – mówił Czechow – patałach w podartych portkach i plecie trzy po trzy, byle było jak w życiu. Ale nie tego nam potrzeba, ponieważ życia mamy dość, znamy je do znudzenia, a chciałoby się przeżyć coś takiego, coś takiego, żeby mróz przeszedł po kościach.

I tu, w operze to znajduję – jak siedzę i słucham Mariusza Kwietnia, gdy patrzę na scenografię, słucham orkiestry – mróz przechodzi. To jest teatr, to jest mój teatr i dlatego tu jestem.

– Czy pana "Don Pasquale" znacznie odbiega od oryginału? Będą na scenie elementy nowoczesne?

– Donizetti, Rzym, barok, gdzie tam nowoczesne? ...W jednym momencie tylko bohater okulary przeciwsłoneczne założy. Opera nieznacznie odbiega od oryginału, tylko trochę skrótów zrobiliśmy w tekście.

– Jak się współpracowało z dyrygentem?

– W operze reżyser jest od sensu słowa, a dyrygent od sensu muzycznego. Reżyser sam nie może zrobić skrótów w operze, musi to robić z dyrygentem. I to był mój pierwszy sukces tutaj. Z drżącą ręką i librettem przyszedłem na spotkanie z maestro Tomkiem Tokarczykiem, by rozmawiać o skrótach w tekście opery. I zgodziliśmy się co do nich. Przydało się mi wcześniejsze doświadczenie teatralne – ja amator zgodziłem się z nim, zawodowcem.

– Czy twórcy operowi bardzo się różnią od tych, którzy grają w filmach i teatrach tradycyjnych?

– Trudne są porównania. Twórcy operowi mają inną dyscyplinę, kondycję, inaczej traktują swój organizm, wiedzą, że muszą go oszczędzać mając w sobie taki klejnot jak głos. Śpiewaczki mówią, że jeśli mają próbę o godzinie 10 rano, to wstają o 6, żeby się rozgadać, rozgimnastykować.

– A aktor wstaje o?…

– 9.15 ledwo się budzi.

– Podobno przed realizacją opery postawił pan warunek, że musi być casting do roli Noriny.

– Intryga w libretto wydała się mi dość wątła. Obejrzałem też nagrania dotychczasowych inscenizacji "Don Pasquala" – Norinę grały artystki świetnie, fantastycznie śpiewające, tylko jeśli wziąć pod uwagę ich wiek, to Pasquale raczej by o nie nie walczył. I zorganizowano casting do roli Noriny. Chciałem, by bohaterkę tę zagrała młoda aktorka, by ona była młoda, a on stary. Casting spotkał się z niesamowitym zainteresowaniem dziewcząt z całego świata. Myślę, że wszystkie one chciały zaśpiewać w Krakowie z Mariuszem Kwietniem i wpisać sobie to do życiorysu. Casting wygrała Australijka Alexandra Flood. Staram się do każdego mojego filmu, spektaklu angażować młodych, oni przynoszą mi szczęście.

– Planuje pan kolejne opery w przyszłości?

– Jestem w takim wieku, że czekam na propozycje, i mam takie szczęście, że zawsze przychodzi jakaś taka, która znowu mnie stymuluje w inną stronę.

Rozmawiała Beata Kołodziej (PAP)

Fot. Robert Stachnik 

Komentarze

Jakób
@ tfuuuu - Stuhrowie więcej zrobili dla polskiej kultury niż pan "tfuuuu" jest w stanie sobie wyobrazić. Tylko, że jak ktoś krytycznie wyraża się o PiS-ie to jest już anty-Polakiem? Za głębokiego PRL-u mówiono: "Kto przeciw Partii to przeciw narodowi!" Nie sądziłem, że takie czasy wrócą. Całe szczęście, że tych co kochają PiS jest około 5 mln, a ich liczba systematycznie się zmniejsza.
2016-12-05 13:06:09
tfuuuu
Jakób - pan Stuhr senior i junior tak kochają Polskę jak Donald Tusk dla którego polskość to nienormalność!
2016-12-04 21:12:10
Jakób
tfuuuu - rzeczywiście tfuuuu za taki wpis. Ty jesteś zapewne Polakiem przez wyolbrzymione "P". Polak powinien umieć pisać po polsku.
2016-12-03 14:43:37
tfuuuu
Stuhrowie to antypolskie, celebryckie oszołomstwo to tyle na temat tej rodzinki!
2016-12-02 15:26:22
Rola ojca
Ale syna to ładnie wychował.
2016-12-01 14:57:07

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską