piątek, 15 grudnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Szkolny Pulitzer > Felieton. Po sąsiedzku z Berlinem

Felieton. Po sąsiedzku z Berlinem

Data publikacji: 2015-11-12 12:21
Wywietleń: 1377 37037

WEDŁUG nonsensopedia.pl sąsiad to ktoś, od kogo zawsze można pożyczyć mąkę lub młotek i kto na ogół ma remont, gdy jesteśmy najbardziej zmęczeni. Dlaczego jednak warto dbać o dobre sąsiedzkie relacje, te bliższe i te trochę dalsze?
Siedem wieków temu Wegedon I, przedstawiciel niemieckiego rodu Wedlów, spacerował po swoim prywatnym mieście Skvilbin. Minęły lata, a granice się przesunęły. Miejsce na dawnym bagnie nie jest już Skvilbinem, ani Schivelbeinem, jak przed wojną, lecz Świdwinem. Choć dzisiaj, opowiadając mieszkańcom miasta o Wedlach i wojnach, można mówić od słów „Dawno, dawno temu...”, to niełatwo im zapomnieć o historii swojego regionu. Czy w swoim codziennym życiu widzą związek z narodem zza zachodniej granicy?
Babcia Wojtka urodziła się w okolicach Świdwina i jest Niemką, dlatego w jego domu gniazda dla zajączków wpisane są w tradycję świąt wielkanocnych, a w dniu Bożego Narodzenia rozbrzmiewa „Stille Nacht”. Niemieckiego uczyła go mama od lat najmłodszych. Pierwszy rok swoich studiów spędził w Niemczech, co – jak mówi – było dla niego prawdziwym zderzeniem cywilizacji. Zauważa, że ponieważ studia zaczyna się tam znacznie później niż w Polsce, studenci są dojrzalsi i chętniej podchodzą do nauki, a profesorowie traktują ich jak partnerów. Docenia sprawnie funkcjonującą służbę zdrowia, stabilną sytuację ekonomiczną i polityczną. Szokuje go multikulturowość. Obywateli Niemiec wspomina jako wyjątkowo życzliwych ludzi, jednak zbyt – jak uważa – tolerancyjnych. Obarczeni ciężarem historii, najbardziej dotkliwie znoszą złośliwe uwagi o nazizmie, co niestety często wykorzystują obcokrajowcy.
„Czego możemy się nawzajem nauczyć?” – zastanawia się Wojtek. Polacy – organizacji i porządku, Niemcom brakuje czasem polskiego luzu czy wszechstronności. 
Wojtek ma prawie 30 lat, pracę w Polsce i niesprecyzowane plany na przyszłość. Nie ukrywa, że nie wie po której stronie Odry znajdzie się za kilka lat.
Nie trzeba śpiewać niemieckich kolęd w domu babci, żeby czuć jak blisko granicy mieszkamy. Rozejrzyjmy się po szkole. Niejeden uczeń zajada się słodyczami, które tata przywiózł, gdy wrócił z pracy w Niemczech. Na innej ławce chłopcy ekscytują się zbliżającą się wycieczką do Berlina. Pod ścianą ktoś szybko rozwiązuje zadania na lekcję niemieckiego, a za kilka lat sprawdzi swoją wiedzę na studiach u sąsiadów, lub stojąc za ladą lodziarni w Kołobrzegu i pytając: „Vanilla, schoko oder gemischt?”
Bo odwiedzamy się coraz chętniej i mamy z sąsiadów więcej korzyści niż pożyczanie mąki lub młotka.
Monika RZEŻUTKA

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską