sobota, 19 sierpnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Przez granice > Zagroda pełna kultury

Zagroda pełna kultury

Data publikacji: 2015-07-20 11:51
Wywietleń: 1658

Pokazy tańca irlandzkiego i flamenco, występy grupy teatralnej, muzyka instrumentalna i śpiew, a oprócz tego sporo dobrego jedzenia i zabawy. Kulturhoffest 2015 w niemieckim Grünz to impreza cykliczna organizowana już po raz czwarty z inicjatywy prywatnych osób: Silke i Rainera Oertel.

‏Spotkanie na terenie ich posesji ma formę festynu, na którym prezentacje artystów przeplatają się z posiłkami. Luźna, niewymuszona formuła i spory obszar imprezy powodują, że dobrze czują się nawet dzieci, które mogą do woli hasać na specjalnie ustawionych stogach siana czy grać w siatkówkę. Nieopodal jest piękne jezioro, gdzie zmęczeni upałem goście znajdują ukojenie.

Po co ci to?

‏Podwórze Silke i Rainera Oertel w Grünz wypełnia tłum ludzi. Przy wejściu wita mnie właściciel w białej koszuli i brązowych bojówkach. Przywiozłam ciasto i sałatkę. Właścicielkę spotykam w kuchni, do której przyniosłam jedzenie. Krząta się tam spora grupa kobiet. Na zewnątrz panuje atmosfera gorączkowych przygotowań. Tancerze przebierają się w pośpiechu przy scenie. W wielu miejscach dostrzec można futerały i instrumenty. Część z gości przygotowuje się do występów, część na nie czeka, przechadzając się po okolicy. Moje dzieciaki natychmiast ruszają w kierunku stogów siana. Bawi się tam niemała grupa ich rówieśników. Przy sianie słychać mieszaninę polskiego i niemieckiego.

‏Jestem oszołomiona rozmiarem pracy, którą rodzina Oertel podjęła, by ugościć nas wszystkich. Kiedy spotykam Silke, pytam ją, po co to robi.

‏- Lubię spotykać się z ludźmi - odpowiada. - Widzę, jak wiele nas łączy. Wszystkich nas tu obecnych cechuje miłość do muzyki. Dzieci, które uczę, pochodzą z różnych okolicznych wiosek. Festiwal jest okazją do zaprezentowania swoich umiejętności. To dla nich bardzo ważne. Widzę, jak to przeżywają, jak przygotowują się do występów. Występy, nie tylko przed rodzicami, są bardzo ważne w kształceniu muzycznym.

Dzieciaki ze szkoły Silke

‏Prezentacje muzyczne rozpoczyna koncert dzieci ze szkółki prowadzonej przez Silke Oertel. Gustowną salę koncertową po brzegi wypełniają rodzice z aparatami w ręku, którzy czekają na występ swoich pociech. To dziesięcioro uczniów, prawie każde z innej wioski przygranicznego landu Meklemburgii i Pomorza Przedniego, wśród nich Niemcy i Polacy. Każdy z uczniów po kolei prezentuje swoje umiejętności. Dominuje fortepian, ale ostatnie solo rozbrzmiewa na akordeonie.

‏Pani Daniela ze Szczecina przyjechała tu na występy swojej wnuczki Zosi.

‏- Pierwszy raz odwiedziłam Państwa Oertel w ubiegłym roku. Nasza wnuczka uczy się tu gry na pianinie. W ramach Kulturhoffst dzieci mają możliwość zaprezentowania się przed publicznością. Zarówno dla nich, jak i dla nas widzów to wielka przyjemność, a przy okazji nowe doświadczenie. Najważniejsza jest jednak atmosfera spokoju i wzajemnego dopingu. Czuję się tu zupełnie swobodnie, mimo że nie znam niemieckiego. W Grünz nie ma podziałów i uprzedzeń. Ludzie spotykają się, by wspólnie pograć, posłuchać muzyki. Za 1 euro można zjeść dobry obiad. Dlatego z przyjemnością spędzamy tu wspólnie z rodziną cały dzień.

‏Zapach pieczonego mięsa to sygnał do posiłku. Na stołach jest mnóstwo domowego jedzenia i różnorodnych ciast. W beczce wędzą się świeże ryby. W czasie krótkich przerw pomiędzy występami człowiek robi się zwykle głodny. Rozmowy i muzyka przeplatają się, a z oddala słychać śmiech dzieci bawiących się na specjalnie dla nich wystawionych krążkach z sianem.

Zagroda pełna kultury

‏Niemieckie słowo „hof" oznacza zagrodę. Wychodzę więc z sali koncertowej przerobionej z rolniczej szopy i udaję się na wernisaż prac Rainera Oertela - męża Silke, rzeźbiarza, pieśniarza i poety. Na podwórzu wiele jest pięknych zaułków z ręcznie wykonanymi rzeźbami, obsadzonych zielenią, gdzie można zwyczajnie przysiąść i odpocząć. Kawałkom zwykłego drewna czy starych korzeni Rainer nadaje osobliwe kształty. Widać je na każdym kroku. W jednym z budynków znajduje się pokaźny zbiór prac, które każdy z gości może swobodnie oglądać.

‏- Zajmuję się nie tylko rzeźbą - opowiada Rainer. - Napisałem i wydałem tom poezji „Das heilige HahnenEI”. Później zafascynowała mnie możliwość połączenia tekstu z muzyką. Zacząłem śpiewać swoje teksty. Zaprzyjaźniony muzyk Frank skomponował do nich muzykę. Tak powstał materiał na moją płytę, którą właśnie wydałem.

‏Ze sceny zaimprowizowanej na tyłach wysokiego muru słychać gorące południowe rytmy. Dorota, z pochodzenia Polka - na co dzień przedszkolanka w Pasewalku, w długiej spódnicy tańczy flamenco. Pod sceną naśladują ją najmłodsze dziewczynki. Na koniec zaprasza do wspólnego tańca zgromadzonych gości. Jej młodsza córka Marcelina śpiewa. Spod sceny obserwuje występ swojej mamy.

‏- To moja mama! Trochę za mało dziś tupie, ale i tak jestem z niej bardzo dumna - zachwala uśmiechnięta.

‏Marcelina ma 13 lat, a od 9 mieszka w Niemczech.

‏- Najpierw mieszkaliśmy w Löcknitz, teraz od niedawna w Pasewalku. Uczyłam się kiedyś u Silke fortepianu. Ale pokochałam śpiew. Tutaj niestety nie ma nauczycieli, więc muszę jeździć na lekcje do Szczecina. Z Panią Oertel ciągle utrzymujemy kontakt i właśnie dlatego tu dzisiaj jesteśmy.

Potencjał pogranicza

‏Po południu na scenę wchodzi zespół taneczny z Berlina. Muzyka irlandzka gromadzi pod sceną wielu jej miłośników. I tak do wieczora. Grają, tańczą - dzieci i dorośli. Ludzie rozmawiają ze sobą, będąc na scenie dowcipkują i opowiadają, dlaczego tu przyjechali. Bez stresu.

‏Zapach domowego ciasta miesza się z muzyką i śmiechem bawiących się dzieci. 
‏Niemcy i Polacy, połączeni wspólną pasją, miejscem, doświadczeniami. Przyjechali tu z różnych stron: z Berlina, z Frankfurtu nad Odrą, ze Szczecina. Wszyscy bez uprzedzeń.

‏Deficyt instytucji może pobudzać środowiska twórcze, na pewno nie jest przeszkodą w rozwijaniu pasji. Ludzie, których łączą wspólne zainteresowania, potrafią odnaleźć się niezależnie od narodowości, odległości i całej listy drobnych, jak się okazuje, przeszkód. Dla Polaków z niemieckiego pogranicza Szczecin ciągle jest miejscem, gdzie mogą się dokształcać, bo oferta kulturalna nie jest tu bogata, a takich miejsc i ludzi jak Silke i Rainer Oertel jest niewiele. Dla Niemców, a  co najmniej dla sporej ich większości, Szczecin jest miastem ciągle jeszcze nieodkrytych możliwości.©℗

Tekst i fot. Monika Dehr

 

Filmy

Mistrzostwa Europy w siatkówce coraz bliżej
Splash of Colors
Pożegnaliśmy żaglowce
Poprzedni Następny

Nekrologi