niedziela, 17 grudnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Pod żaglami > To się już nie wróci?

To się już nie wróci?

Data publikacji: 2015-08-25 18:49
Wywietleń: 1431

Serce mi się kraje - powiedział Romuald Czapliński, wieloletni organizator i dyrektor - gdy widzę, co dzieje się z żeglarską Trzebieżą. Jachty nie mają wyrobionych dokumentów na żeglugę i w związku z tym stoją na brzegu lub w porcie na cumach. Dawny ośrodek żeglarski zamknięty jest na kłódkę i nie prowadzi się kursów ani rejsów, a ponurego widoku dopełniają wycięte wieloletnie topole, stwarzające z tego miejsca cichy zakątek. Miały wprawdzie zostać posadzone nowe drzewka, ale jak na razie nic z tego nie wychodzi i jest pytanie.

- Co się takiego stało, że z tętniącego życiem i wyprawami na morza świata ośrodka, niewiele pozostało. Pytam Romualda Czaplińskiego, wieloletniego dyrektora i tak na dobrą sprawę twórcę potęgi tej placówki.

- Na tę tragiczną sytuację złożyło się kilka przyczyn - powiedz iał nasz rozmówca. Pierwsza to mimo obietnic i decyzji Sejmiku w Warszawie brak środków na bieżącą eksploatację. Druga moim zdaniem to koszmarny bałagan w sytuacji prawnej ośrodka. Kto inny jest właścicielem ośrodka, kto inny zgromadzonego tam mienia. I wreszcie trzecia przyczyna to drastyczne zmiany w systemie stopni żeglarskich, a konkretnie chodzi o ich spłaszczenie i zwolnienie z konieczności szkolenia teoretycznego na kursach i praktycznego na jachtach. Z pięciu stopni żeglarskich poprzednio: żeglarza, sternika jachtowego, sternika morskiego, jachtowego kapitana żeglugi bałtyckiej i jachtowego kapitana żeglugi wielkiej zrobiły się tylko trzy: żeglarz jachtowy, jachtowy sternik morski i jachtowy kapitan morski. Co najdziwniejsze tylko na stopień żeglarza należy przejść kurs i zdać egzamin. Kolejne stopnie otrzymuje się po wykazaniu tzw. odpowiedniego stażu morskiego. A więc wystarczy przepłynąć się jachtem w charakterze pasażera lub jachtowego ciury i już ma się kolejny stopień. Nie trzeba znać prawa morskiego, nawigacji, locji, ratownictwa oraz budowy jachtów. Stopnie te - podobnie jak poprzednio - upoważniają do samodzielnego prowadzenia jachtów. Sytuacja ta „wypisz, wymaluj” pasuje do przysłowia o gałęzi, na której się siedzi i jednocześnie ją podcina.

- Kiedy Trzebież miała swój najlepszy okres?

- Były to lata - mówi R. Czapliński - 1964-70. Dysponowaliśmy wówczas dużą flotą jachtów od żaglowca „Zew Morza”, „Henryka Rutkowskiego” (obecnie „Kapitan Głowacki”), „Śmiałego” i „Juranda”, „Chrobrego” i nieco mniejszych, ale nowych i również pełnomorskich jednostek, nie licząc jachtów typu „Nefryt”, szalup „DZ”, bączków do nauki śrubkowania i dwóch motorówek. Cała ta flota była w ciągłym ruchu, wypływając z żeglarzami na morza i oceany lub szkoląc przyszłą kadrę na Zalewie Szczecińskim. W Trzebieży na kursach stacjonarnych szkoliło się jednorazowo do 200 osób i 1000 rocznie, dla których była zapewniona baza noclegowa i socjalna. Pod koniec lat siedemdziesiątych mieliśmy nawet grupę żeglarzy z Libii, którzy zdobywali u nas stopnie żeglarskie. Ten stan osobowy zapewniał środki na bieżącą eksploatację, a dotacje na utrzymanie bazy, zakup nowych jednostek morskich i systematyczne wzbogacanie ośrodka.

- Kiedy nastąpiło załamanie?

- Na początku, niestety, lat dziewięćdziesiątych. Centralny Ośrodek Żeglarski PZŻ im. Andrzeja Benesza przekształcony został w spółkę z o.o. ze 100 proc. udziałem Polskiego Związku Żeglarskiego. Za tą zmianą nie poszły jednak z centrali środki nawet na rozwój. Wkrótce zaczęto zmieniać obowiązujące systemy szkolenia, tak że ubywało kursantów i chętnych na rejsy. W roku 2011 PZŻ wydzierżawił ośrodek spółce „Smart” z Gdyni, która mimo pierwotnych obietnic nie potrafiła i nie potrafi do dziś tchnąć tam życie. Mówi się, że kolejnym dzierżawcą tym razem majątku ma być spółka z Warszawy, której właścicielem jest obywatel ze Wschodu. Co z tego wyniknie, będziemy bacznie obserwować.

- Co trzeba zrobić, aby w Trzebieży zniknęła z bramy kłódka i łańcuch, jachty zaczęły żeglować, a ośrodek tętnił życiem?

- Moim zdaniem - zastrzega R. Czapliński - jest takie przekształcenie ośrodka, aby trafił on we władanie Gminy Police i uporządkowanie dokumentów związanych ze stanem prawnym.

Nasz rozmówca jak już powiedzieliśmy wcześniej ma dziś prawie 85 lat, ogromne, ponad 60-letnie doświadczenie najpierw w tworzeniu a następnie kierowaniu ośrodkiem i innymi instytucjami sportowymi i społecznymi w powiecie szczecińskim i w Szczecinie. Za swoją pracę był wielokrotnie odznaczany i nagradzany.
x x x
Na ten sam temat rozmawialiśmy także z obecnym dzierżawcą Trzebieży Zdzisławem Uherkiem, właścicielem firmy „Smart”. Nasz rozmówca jest zdania, że umowa z Polskim Związkiem Żeglarskim o dzierżawę jest nieważna m.in. z powodu katastrofalnego stanu portu oraz jachtów. Port prawdopodobnie od 40 lat nie był pogłębiany, co uniemożliwia korzystanie z niego większym jednostkom. Na dodatek brak lub nieodpowiednie prace konserwatorskie nabrzeży doprowadziły do zawalenia części nabrzeża północnego. Żaglowiec „Kapitan Głowacki” dla odnowienia tzw. czteroletniej klasy wymaga nakładów w wysokości blisko 400 tys. zł. Pozostałe jednostki też wymagają kosztownych remontów. Przeglądy budowlane portu już w 2005 r. i 2010 r. wykazały ogrom zaniedbań.
- Żądaliśmy od PZŻ - mówi .Z Uherek - modernizacji portu, jednak niczego nie zrobiono. My ze swej strony włożyliśmy już ok. 2 mln zł na szereg prac. Wycięliśmy drzewa, powiększając w ten sposób plac postojowy dla jachtów, częściowo doprowadziliśmy wodę i energię elektryczną do miejsc cumowania jachtów, zakupiliśmy dodatkowe boje. PZŻ jednak zablokował dalsze prace i odnoszę wrażenie, że Trzebież jest jedną „wielką mielizną” związku żeglarskiego. Władze w Warszawie chcą prawdopodobnie ukryć te wielkie zaniedbania, postawić ośrodek w stan upadłości, czemu miała służyć dzierżawa.
x x x
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Gmina Police od lat stara się o przejęcie ośrodka, ale Warszawa nie chce o tym słyszeć. Jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o pieniądze. Być może łakomym kąskiem dla stolicy jest coroczna opłata wnoszona przez dzierżawcę. A może jeszcze co innego...

Andrzej Gedymin

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Hannę Orską