niedziela, 20 sierpnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu

Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu

Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu
Data publikacji: 2016-04-21 14:55
Ostatnia aktualizacja: 2016-10-21 09:42
Wywietleń: 1312 129213

Fundacja „Ostatni Rejs” od lat pomaga rodzinom, które przeżywają traumę po utracie bliskich na morzu. Wsparcia mogą szukać tutaj także sami marynarze. Fundację z synem Andrzejem ustanowiła Sylwia Borkowska, która straciła męża na morzu. Do dzisiaj nieznane są okoliczności tej tragedii. Podobną traumę przeżywa wielu ludzi, których łączy praca na morzu. Mieszkają w różnych rejonach Polski.

Sylwia Borkowska męża straciła w sierpniu 2004 roku. Stało się to w okolicach równika. Nie wiedziała, z kim rozmawiać i co robić w takiej sytuacji. Jak mówi „Kurierowi”, nie było wtedy możliwości wymiany doświadczeń między rodzinami, które przeżyły tragedię. Już po założeniu fundacji okazało się, że jest mnóstwo osób, które potrzebują pomocy – zarówno w kwestiach takich jak należności ze strony armatora, jak i zwykłej rozmowy, dobrego słowa… Fundacja nie zwróci nikomu najbliższych, ale jest światełkiem w tunelu i pomaga stanąć na nogi.

– Niewiedza jest najgorsza. To życie w zawieszeniu. Mijają miesiące i lata od danego zdarzenia, a rodziny nadal nie wiedzą, co konkretnie się wydarzyło. Czasami trzeba toczyć prawdziwą batalię z pracodawcą – mówi S. Borkowska z Fundacji „Ostatni Rejs”. – Idea naszej fundacji jest taka, żeby pomagać rodzinom, które szukają pomocy po śmierci lub zaginięciu najbliższego na morzu. Czasami mimo wieloletniej pracy osieroconym dzieciom nie przyznaje się rent rodzinnych z ZUS z powodu niewystarczającego okresu składkowego marynarza. Problemy są także z uzyskaniem odszkodowań od armatorów i ubezpieczyciela. W niektórych przypadkach sytuacja jest dramatyczna. Tak samo jeżeli chodzi o kwestie utrzymania, jak i dalszego życia. Ludzie potrzebują wsparcia emocjonalnego. Nie podchodzimy do problemu w sposób szablonowy. Każdy jest inny. Każdy oczekuje czegoś innego.

Jak opowiada nasza rozmówczyni, okoliczności zniknięcia niektórych marynarzy ze statków pozostają na zawsze zagadką. Rodziny muszą żyć z tą niewiedzą. I nie zawsze sobie z tym radzą.

– Jako fundacja nie możemy dojść do tego, co stało się z marynarzem, który był na statku, jeżeli członkowie załogi na ten temat milczą lub zasłaniają się niewiedzą. Nawet nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę robią osieroconym rodzinom. Naszym celem jest w miarę możliwości pomagać i łagodzić traumatyczne przeżycia bliskich – dodaje.

Bywa, że rodziny pozostają bezradne. Nie otrzymują pomocy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a prawnicy nie radzą sobie ze sprawą. Niektórym nie brakuje determinacji. Pomocy szukają u senatorów, premiera i prezydenta.

– Jak nas potem informują, pozostaje to bez odzewu albo działania są powierzchowne. Współpracujemy z  ośrodkami pomocy społecznej w całym kraju. Nie chcemy, żeby osierocone rodziny zostały pozostawione same sobie – mówi S. Borkowska.
Fundacja pomaga także marynarzom. Na przykład tym, którzy po wypadku w czasie pracy nie mają możliwości powrotu do zawodu lub tym, którzy przeżyli traumę na morzu.

– Praca marynarza jest trudna i niebezpieczna. Niektórym ludziom może kojarzyć się z wielkimi pieniędzmi oraz przygodą. To stereotyp. To praca, która wymaga wyrzeczeń. Zarówno od marynarza, którego miesiącami nie ma w domu, jak i rodziny – dodaje nasza rozmówczyni.
– Po niewyjaśnionych zdarzeniach losowych trauma bardzo często staje się dziedziczna i np. dzieci szukają odpowiedzi na pytania: Co się stało? Co było przyczyną katastrofy? Tak jest chociażby w przypadku tragedii z 22 kwietnia 1988 roku, gdzie w katastrofie m/t „Athenian Venture” 800 mil na południowy wschód od Nowej Szkocji w pożarze tankowca życie straciło 24 polskich członków załogi i 5 żon, które im towarzyszyły. Osieroconych zostało 43 dzieci, w tym 12 straciło oboje rodziców. To jedna z tych tragedii, o których się nie zapomina. Jeden z synów po latach napisał: „Staram się dowiedzieć jak najwięcej o tej katastrofie. Ponieważ tamtejsze biuro nie poinformowało nas o katastrofie, tak jak to się robi po ludzku. Kazali tylko oglądać dziennik telewizyjny. Z niego mieliśmy się wszystkiego dowiedzieć. No i było to po dwóch dniach od katastrofy. Niestety, tak to działało”. O tragediach pojedynczych marynarzy umierających podczas pracy na morzu w wielu przypadkach nie wiemy, ponieważ takich informacji po prostu nigdzie nie ma – dodaje S. Borkowska. ©℗

Tekst i fot. Bartosz TURLEJSKI

* * *

Można wspierać Fundację „Ostatni Rejs”. Jeden procent podatku można przeznaczyć na nr KRS 0000229804. Każda osoba może przekazać dowolną darowiznę, w dowolnym czasie roku kalendarzowego. Rachunek: 41 10204870 0000 5802 0019 9505, PKO BP SA O/Świnoujście. Telefon do fundacji: 913260704, 603289371. Adres internetowy Fundacji: ostatnirejs.pl.

– Praca marynarza jest trudna i niebezpieczna. Niektórym ludziom może kojarzyć się z wielkimi pieniędzmi oraz przygodą. To stereotyp. To praca, która wymaga wyrzeczeń – mówi Sylwia Borkowska z Fundacji „Ostatni Rejs”. 
Na zdjęciu – przed siedzibą fundacji w Wolinie.

Komentarze

AgBorkowski
ładnie napisane
2016-10-21 09:12:19

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Mistrzostwa Europy w siatkówce coraz bliżej
Splash of Colors
Pożegnaliśmy żaglowce
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

Henryk Piłat