środa, 13 grudnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu

Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu

Najgorsza jest niewiedza. To życie w zawieszeniu
Data publikacji: 2016-04-21 14:55
Ostatnia aktualizacja: 2016-10-21 09:42
Wywietleń: 1539 129213

Fundacja „Ostatni Rejs” od lat pomaga rodzinom, które przeżywają traumę po utracie bliskich na morzu. Wsparcia mogą szukać tutaj także sami marynarze. Fundację z synem Andrzejem ustanowiła Sylwia Borkowska, która straciła męża na morzu. Do dzisiaj nieznane są okoliczności tej tragedii. Podobną traumę przeżywa wielu ludzi, których łączy praca na morzu. Mieszkają w różnych rejonach Polski.

Sylwia Borkowska męża straciła w sierpniu 2004 roku. Stało się to w okolicach równika. Nie wiedziała, z kim rozmawiać i co robić w takiej sytuacji. Jak mówi „Kurierowi”, nie było wtedy możliwości wymiany doświadczeń między rodzinami, które przeżyły tragedię. Już po założeniu fundacji okazało się, że jest mnóstwo osób, które potrzebują pomocy – zarówno w kwestiach takich jak należności ze strony armatora, jak i zwykłej rozmowy, dobrego słowa… Fundacja nie zwróci nikomu najbliższych, ale jest światełkiem w tunelu i pomaga stanąć na nogi.

– Niewiedza jest najgorsza. To życie w zawieszeniu. Mijają miesiące i lata od danego zdarzenia, a rodziny nadal nie wiedzą, co konkretnie się wydarzyło. Czasami trzeba toczyć prawdziwą batalię z pracodawcą – mówi S. Borkowska z Fundacji „Ostatni Rejs”. – Idea naszej fundacji jest taka, żeby pomagać rodzinom, które szukają pomocy po śmierci lub zaginięciu najbliższego na morzu. Czasami mimo wieloletniej pracy osieroconym dzieciom nie przyznaje się rent rodzinnych z ZUS z powodu niewystarczającego okresu składkowego marynarza. Problemy są także z uzyskaniem odszkodowań od armatorów i ubezpieczyciela. W niektórych przypadkach sytuacja jest dramatyczna. Tak samo jeżeli chodzi o kwestie utrzymania, jak i dalszego życia. Ludzie potrzebują wsparcia emocjonalnego. Nie podchodzimy do problemu w sposób szablonowy. Każdy jest inny. Każdy oczekuje czegoś innego.

Jak opowiada nasza rozmówczyni, okoliczności zniknięcia niektórych marynarzy ze statków pozostają na zawsze zagadką. Rodziny muszą żyć z tą niewiedzą. I nie zawsze sobie z tym radzą.

– Jako fundacja nie możemy dojść do tego, co stało się z marynarzem, który był na statku, jeżeli członkowie załogi na ten temat milczą lub zasłaniają się niewiedzą. Nawet nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę robią osieroconym rodzinom. Naszym celem jest w miarę możliwości pomagać i łagodzić traumatyczne przeżycia bliskich – dodaje.

Bywa, że rodziny pozostają bezradne. Nie otrzymują pomocy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a prawnicy nie radzą sobie ze sprawą. Niektórym nie brakuje determinacji. Pomocy szukają u senatorów, premiera i prezydenta.

– Jak nas potem informują, pozostaje to bez odzewu albo działania są powierzchowne. Współpracujemy z  ośrodkami pomocy społecznej w całym kraju. Nie chcemy, żeby osierocone rodziny zostały pozostawione same sobie – mówi S. Borkowska.
Fundacja pomaga także marynarzom. Na przykład tym, którzy po wypadku w czasie pracy nie mają możliwości powrotu do zawodu lub tym, którzy przeżyli traumę na morzu.

– Praca marynarza jest trudna i niebezpieczna. Niektórym ludziom może kojarzyć się z wielkimi pieniędzmi oraz przygodą. To stereotyp. To praca, która wymaga wyrzeczeń. Zarówno od marynarza, którego miesiącami nie ma w domu, jak i rodziny – dodaje nasza rozmówczyni.
– Po niewyjaśnionych zdarzeniach losowych trauma bardzo często staje się dziedziczna i np. dzieci szukają odpowiedzi na pytania: Co się stało? Co było przyczyną katastrofy? Tak jest chociażby w przypadku tragedii z 22 kwietnia 1988 roku, gdzie w katastrofie m/t „Athenian Venture” 800 mil na południowy wschód od Nowej Szkocji w pożarze tankowca życie straciło 24 polskich członków załogi i 5 żon, które im towarzyszyły. Osieroconych zostało 43 dzieci, w tym 12 straciło oboje rodziców. To jedna z tych tragedii, o których się nie zapomina. Jeden z synów po latach napisał: „Staram się dowiedzieć jak najwięcej o tej katastrofie. Ponieważ tamtejsze biuro nie poinformowało nas o katastrofie, tak jak to się robi po ludzku. Kazali tylko oglądać dziennik telewizyjny. Z niego mieliśmy się wszystkiego dowiedzieć. No i było to po dwóch dniach od katastrofy. Niestety, tak to działało”. O tragediach pojedynczych marynarzy umierających podczas pracy na morzu w wielu przypadkach nie wiemy, ponieważ takich informacji po prostu nigdzie nie ma – dodaje S. Borkowska. ©℗

Tekst i fot. Bartosz TURLEJSKI

* * *

Można wspierać Fundację „Ostatni Rejs”. Jeden procent podatku można przeznaczyć na nr KRS 0000229804. Każda osoba może przekazać dowolną darowiznę, w dowolnym czasie roku kalendarzowego. Rachunek: 41 10204870 0000 5802 0019 9505, PKO BP SA O/Świnoujście. Telefon do fundacji: 913260704, 603289371. Adres internetowy Fundacji: ostatnirejs.pl.

– Praca marynarza jest trudna i niebezpieczna. Niektórym ludziom może kojarzyć się z wielkimi pieniędzmi oraz przygodą. To stereotyp. To praca, która wymaga wyrzeczeń – mówi Sylwia Borkowska z Fundacji „Ostatni Rejs”. 
Na zdjęciu – przed siedzibą fundacji w Wolinie.

Komentarze

AgBorkowski
ładnie napisane
2016-10-21 09:12:19

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje