czwartek, 14 grudnia 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Ciągnie ludzi do morza

Ciągnie ludzi do morza

Ciągnie ludzi do morza
Data publikacji: 2015-08-27 18:45
Wywietleń: 1965 15434

Seweryn Kwaśniak ze Świnoujścia większość swojego zawodowego życia przepływał jako marynarz i kucharz. Uważa, że ma pasjonującą pracę. - Jestem z trzeciego, pływającego pokolenia. Moją rodzinę wykarmiła Matka Odra. Ciągnie mnie do morza. Ale też martwi mnie to, że zawód marynarza nie cieszy się takim poważaniem jak chociażby w Skandynawii, czy na Wyspach Brytyjskich - opowiada „Kurierowi”.

Pierwszy rejs
Zaczęło się w 2003 roku. Tata zapytał, czy Seweryn chciałby przyjechać na wakacje do niego na statek. Pływanie to u Kwaśniaków rodzinna tradycja. Jeden dziadek był rybakiem, drugi mechanikiem. Tata też związał swoje życie z morzem.

- Podobnie jak wielu świnoujścian także nas karmiło Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich i Usług Rybackich „Odra”, czyli Matka Odra - opowiada Seweryn. - W 2003 roku tata pływał na statku transportującym stal z Norwegii. Jednostka robiła kółko ze Świnoujścia przez Estonię, Łotwę do Norwegii i znowu do Świnoujścia. Na pytanie, czy chciałbym do niego przyjechać odpowiedziałem: „nie ma problemu”. Musiałem zrobić tylko podstawowe cztery kursy w filii Akademii Morskiej w Świnoujściu. 15 września wszedłem na statek jako pasażer. Podczas przelotu do Tallina jeden z członków załogi zszedł i potrzebne było zastępstwo. Właściciel zaproponował mi pracę i tak popłynąłem jako młodszy marynarz. Zszedłem pod koniec listopada. To był mój pierwszy rejs. Spodobało mi się.

Bakcyl połknięty
Potem Seweryn pracował na rybackim kutrze, a później znowu zadzwonił tata, że może załatwić mu pracę na małym masowcu, również u Norwega. Seweryn był po szkole gastronomicznej i miał już wyższe papiery. Z czasem nabierał doświadczenia. Pływał na masowcach, kontenerowcach, tankowcach, panamaxach, statkach typu ro-pax, chłodniowcach, a obecnie zamustrował się na statku ratowniczym.

- Po ojcu i dziadkach połknąłem bakcyla do pływania. To wciąga. Myślę, że mój tata także lubi morze, ale o tym nie mówi otwarcie. Mnie urodziła się teraz córeczka, więc pływać będę mniej. Ale tak poza tym lubię swoją pracę - zdradza nasz rozmówca.

Jako marynarz dotarł do Ameryki Południowej, dalekiej Azji, bywał w wielu krajach Europy, Kanadzie, dotarł też na Biegun Północny. Tutaj pracował jako kucharz na statku do badań sejsmicznych.

- Norweski rząd chce rozszerzyć działalność związaną z wydobyciem ropy naftowej i gazu ziemnego w stronę Bieguna Północnego. Naukowcy stwierdzili, że na obszarze jednej czwartej Morza Barentsa jest więcej tych surowców niż w całej Zatoce Meksykańskiej. Norwegowie nie chcą eksploatować tych złóż od razu, ale chcą wiedzieć, na czym stoją - tłumaczy S. Kwaśniak.

Raz wydobywali zatopiony sprzęt niedaleko wyspy Spitsbergen. Nasz rozmówca opowiada, że Spitsbergen to bardzo ciekawe miejsce.

- Niedźwiedzie chodzą nocą po ulicach miasteczka. Sporo tutaj luksusowych hoteli. Mieszka tam parę tysięcy osób pracujących w dużej kopani węgla. Znajduje się tutaj także bunkier, w którym składa się ofiary najgroźniejszych wirusów - dodaje.

Morze ma swoje prawa…
Na morzu bywa niebezpiecznie. Seweryn w pobliżu Przylądka Horn widział 30-metrowe fale. Ale od innych wilków morskich słyszał też, że bywają tutaj nawet „ryczące czterdziestki”. Gdy taki żywioł spotka się ze statkiem, to jakby czołowe zderzenie samochodem.

- Wszystko leci ze ścian, a człowieka ścina z nóg. Przeżyłem raz coś takiego. Statek stanął - opowiada Seweryn. - Tak naprawdę na morzu ciężko jest mieć wszystko pod kontrolą. Morze ma swoje prawa. Jeżeli ktoś mówi, że w takich sytuacjach się nie boi, to kłamie. Nawet nasz Bałtyk jest niebezpieczny. Są tutaj duże i krótkie fale, które mogą przewrócić statek. Jedyny plus jest taki, że szybko można tutaj spodziewać się pomocy. Na oceanie jest inaczej. Tam przez dwa-trzy dni można płynąć i nie spotkać innego statku.

Pytamy jeszcze, czy lepiej jest pływać jako kucharz, czy jako marynarz. Odpowiedź brzmi: różnie. Gdy jest się na mroźnych wodach, to lepiej pracować w ciepłej kuchni. Ale gdy pływa się w upale, sterczenie nad garnkami i patelnią jest męczące. Poza tym zawsze można narazić się na krytykę przygotowywanych potraw…

- Jakość jedzenia zależy w dużej mierze od produktów, które dostajemy. Poza tym polska kuchnia nie wszystkim smakuje. Czasami niektórzy członkowie załogi dają odczuć, że nasze potrawy to dla nich taka „gorsza egzotyka” - mówi Seweryn.

Za czasów taty i dziadków Seweryna podejście do zawodu marynarza było inne. Ludzie bardziej szanowali marynarzy. - W Szkocji, Anglii, Irlandii, czy w krajach skandynawskich ten fach wzbudza lekki podziw. U nas już tak nie jest. Może wynika to z tego, że naszą żeglugę doprowadzono tak naprawdę do ruiny. Pamiętam jak kiedyś, w nieistniejącej już Odrze rodziny szły witać rybaków powracających z rejsów. Dzisiaj już tego nie ma - mówi marynarz ze Świnoujścia. ©℗

Bartosz TURLEJSKI

Na zdjęciach:

Powyżej: Chrzest na morzu. Seweryn w roli diabła.

Poniżej: Krab królewski złapany w Morzu Barentsa. Seweryn pracował na statku sejsmicznym jako kucharz.

Ciągnie ludzi do morza

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Czego szczecinianie życzą na nowy rok
Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje